(Publicystyka) Analiza filmu Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie

Za sprawą Avengers: Koniec gry i Spider-Man: Daleko od domu Marvel Cinematics Universe zdominowało pierwszą połowę 2019 roku, ale kolejne sześć miesięcy przyniosło wiele ciekawych projekcji m.in. Jokera, Parasite, Lighthouse i oczywiście zamknięcie jednej z najsłynniejszych filmowych sag – Gwiezdnych wojen.

Po pierwszych dniach projekcji opinie są różne, ale z przewagą tych chłodnych albo i zupełnie negatywnych. Dlatego postanowiłem przeanalizować Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie i wskazać dobre posunięcia twórców godne pluszaka wzorowanego na wizerunku Baby Yoda, jak i wskazać pomysły, za które należy się posążek z podobizną Jar Jar Binksa.

UWAGA! ARTYKUŁ ZAWIERA MNÓSTWO SPOILERÓW Z FILMU GWIEZDNYCH WOJEN: SKYWALKER. ODRODZENIE

Baby Yoda za Kylo Rena i Rey

Tak jest, rozwijająca się relacja dwójki bohaterów połączonych Mocą zadziałała na wielu poziomach, a szczególnie na poziomie emocjonalnym. Wzajemnie wyciągali z siebie głęboko skrywane obawy, wątpliwości i emocje. Mało tego, oboje dążyli do przeciągnięcia drugiej osoby na swoją stronę i mieli podobny cel – najpierw pozbyć się Snoke’a (w Ostatnim Jedi), a potem Palpatine’a (w Skywalker. Odrodzenie). Tyle że chcieli tego dokonać, podążając różnymi ścieżkami. Rysą na tej relacji jest jedna z ostatnich scen, kiedy między Benem i Rey rodzi się pociąg innego rodzaju. Właściwie ta scena nic nie wnosi do całego obrazu i można ją było sobie darować, ale widocznie twórcy uznali, że koniec Bena będzie wtedy bardziej romantyczny.

Jar Jar Binks za kochliwego Finna

Końcowe sceny Skywalker. Odrodzenie to tylko jedna z prób zaznaczenia wątku miłosnego w nowej trylogii. W Przebudzeniu Mocy było to ledwie widoczne, ale już w Ostatnim Jedi dała o sobie znać zbudowana na prędce i na siłę zażyłość Finna i Rose. To nie koniec, bo Finn okazuje się amantem pokroju gwiazd Hollywood ze złotej epoki. W Skywalker. Odrodzenie reżyser (J.J. Abrams) jasno daje do zrozumienia, że Finn czuje coś więcej do Rey, potem wydaje się, że Rose wciąż jest mu bardzo bliska, chociaż tu twórcy się trochę wycofali z wątku miłosnego względem poprzedniej części, aż w końcu Abrams dodaje mu do towarzystwa niejaką Jannah, z którą łatwo znajduje wspólny język przez podobne doświadczenie z przeszłości. Finn skaczący z kwiatuszka na kwiatuszek?

Baby Yoda za lokacje

Co jak co, ale lokacje wyszły znakomicie. Pozostałości po Gwieździe Śmierci wyglądają świetnie, a kryjówka Sithów wręcz przygniata atmosferą Ciemnej Strony Mocy. Do tego dochodzi parę pomniejszych, ale nadal udanych scen, jak chociażby ta, gdy bohaterowie trafiają na lokalne święto na obcej planecie.

Jar Jar Binks za podbijanie stawki

Co zrobić, żeby widzowie poczuli grozę sytuacji? “Pomnóżmy wszystko przez 100!” – zakrzyknął ktoś w studiu. “Nie, lepiej przez 1000!” – podchwycił Abrams. Zapewne tak mogły wyglądać dyskusję o takich kwestiach jak pojawiająca się znikąd ogromna flota Imperium, ultrapotężny Palpatine wyłączający silniki całej flocie Rebelii. Rzecz jasna błyskawicami przy akompaniamencie szalonego śmiechu. Jakby tego było mało, to jeszcze każdy statek w starej/nowej flocie Imperium ma działo wcześniej dostępne jedynie w Gwieździe Śmierci, czyli mogące niszczyć całe planety. Takich głupotek jest niestety więcej.

Baby Yoda za grę aktorów

Daleki jestem od stwierdzenia, że Adam Driver stworzył znakomitą kreację. Jednak Kylo Ren przeszedł ewolucję od Przebudzenia Mocy i zwłaszcza w ostatniej części gra bardzo dobrze. Najlepiej wypadł w mojej opinii Oscar Isaac również pokazujący całe spektrum emocji. Mam mieszane uczucia a propo Rey, która w kilku scenach wypada po prostu sztucznie. Tak po prawdzie jest też przeciętnie napisaną postacią. Właściwie opisuje ją tylko niepewność pochodzenia.

Jar Jar Binks za gwiezdnowojennych Nazguli 

Upiory Ren. Kto to właściwie był? Jaką siłą dysponowali? Pytania o rzekomo elitarną jednostkę można mnożyć, tylko po co właściwie ich wprowadzono? Nawet gdy chwytają Chewbaccę, to dokonują tego poza wzrokiem widza. Czyżby filmowcy zachłysnęli się pochwałami fanów zachwyconych efektownym starciem Rey i Kylo Rena z gwardzistami Snoke’a, i postanowili zagrać jeszcze raz tą samą kartą? A może powód jest bardziej prozaiczny i Abrams najzwyczajniej w świecie zapragnął mieć swoich Nazguli?

Baby Yoda z uszami Jar Jar Binksa za powroty

Wrócił Palpatine, wróciła Leia (to akurat zaliczam na plus, bo zasługiwała na pożegnanie), wrócił Lando, wrócił niewrażliwy na Moc Han Solo, wrócił Luke…. Siedząc w kinie zastanawiałem się, kiedy powróci ekipa cateringowa obsługująca zespół filmowców z pierwszej części, bo w pewnej chwili wydawało się, że Abrams powinien mieć na drugie Łazarz. Rozumiem chęć połączenia dawnych bohaterów z nowymi, tylko czy naprawdę potrzebny był powrót nieobdarzonego Mocą Solo i przede wszystkim fabuła owita wokół Palpatine’a? Ten ostatni ledwo dycha podłączony do sithowskiej kroplówki, na końcu filmu próbuje wmówić widzom, że zaplanował wszystko włącznie ze sposobem, w jaki dotarła do niego Rey… Ktoś tu przedobrzył.

Z drugiej strony ucieszył mnie powrót Lei i to, że niejako odchodzi na swoich zasadach. Szkoda tylko, że nie wykorzystano okazji do pełniejszego przekazania dowództwa Poe. Tak samo swoje pięć minut otrzymał Lando, który jest jedną z sympatyczniejszych postaci drugoplanowych.

Jar Jar Binks za niewykorzystany potencjał

Wprowadzenie nowego generała Imperium było dobrym posunięciem. Pryde daje radę i szkoda, że nie dostał więcej kinowego czasu. W drugą stronę – zdrada generała Huxa to zupełna pomyłka. W jednej chwili jest dowódcą sił Najwyższego Porządku, by niedługo potem wspomagać Rebelię. |Zabrakło czegoś pośrodku, co pozwoliłoby poznać jego zmieniające się motywacje. A tak dostajemy przemianę z grubej rury – Kylo Ren ma upaść i tyle. To zresztą postać od A do Z niepasująca do całego obrazu. Komediowa mimika i postawa bohatera zupełnie nie przystają do piastowanego przez nań stanowiska. Zawodzi także kwestia niedoszłej śmierci Chewbacci. Gdyby faktycznie zginął po części z winy Rey, możliwość przejścia bohaterki na Ciemną Stronę Mocy byłaby znacznie bardziej prawdopodobna. Skończyło się szczęśliwie, ale i trochę bezsensownie.

To samo tyczy się kasowania pamięci 3CPO. Przecież niedługo potem otrzymuje backup i nie ma do nadrobienia aż tylu informacji. Jego poświęcenie nie znaczyło więc aż tak wiele. Kolejną rzeczą jest scena, gdy Rey przekazuje Lei miecz Luke’a i mówi, że nie jest go godna. Nie ma to większego znaczenia, bo po jakichś pięciu minutach otrzymuje go z powrotem, chociaż nic się nie zmieniło. Można tu było dorzucić sceny, które pokazałyby, że Rey nam okrzepła. A tak dostajemy tylko pusty gest.

Werdykt

Ostatecznie rozumiem, że przy Skywalker. Odrodzenie można bawić się dobrze i sam miejscami tak się bawiłem. Jednak problemy scenariuszowe, niezdecydowanie pomiędzy kopiowaniem starej trylogii i wprowadzaniem nowych rozwiązań, kłują w oczy. To tylko w porządku kino, ot blockbuster na koniec roku, który można obejrzeć i się nim cieszyć, o ile nie przeszkadza nam powielanie pomysłów i wybaczamy dziury logiczne. Film bawi, czasem śmieszy udanym slapstickowym humorem, lecz zupełnie nie zostaje w pamięci. Wobec Gwiezdnych wojen miałem jednak większe oczekiwania.

 

Say My Name

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.