Batman – Mroczny Rycerz #1: Nocna trwoga

Bunt w Arkham, Strach Na Wróble, Szpony, Trujący Bluszcz, członkowie Ligi Sprawiedliwości, łączenie Bruce’a Wayne’a z Batmanem przez siły porządkowe – to wszystko w jednym albumie może brzmieć interesująco. Tym większa szkoda, że potencjał takiej mieszanki wybuchowej został całkowicie zmarnowany.

Pierwszy tom Batman – Mroczny Rycerz: Nocna trwoga mieści w sobie 9 początkowych zeszytów cyklu i zaczyna się mocnym akcentem. Już na początku okazuje się, że pewne służby zainteresowały się powiązaniami Batmana z Jamesem Gordonem, a w szczególności z Brucem Waynem. Wraz z buntem w Arkham mogło to stworzyć ciekawą historię, lecz tak się nie stało, bo o ile wydarzenia z więzienia zostały rozbudowane przez dwójkę autorów, Paula Jenkinsa (Wolverine, Inhumans) oraz Davida Fincha (Wieczne Zło, New Avengers), to przyglądanie się relacjom bogacza z zamaskowanym herosem zakończyły się równie szybko, jak się rozpoczęły.

1694080o.jpg

Kolejną rzeczą, która mnie rozczarowała, było pojawienie się herosów: Supermana, Flasha czy Wonder Woman. Ich role nie są zbyt ważne i nietrudno o uczucie, że zostali doczepieni na siłę. W dodatku wprowadzają niepotrzebny zamęt i nie zawsze wyglądają jak prawdziwi bohaterowie.

Rozpoczęte i niedokończone wątki oraz zbędna obecność grupki członków Ligi Sprawiedliwości to nie jedyna bolączka Nocnej trwogi. Kolejną jest naiwnie skonstruowana fabuła. I tu znów muszę nawiązać do wyżej wspomnianych, gościnnych występów postaci – jak wytłumaczyć sens pojawienia się na dwóch kadrach Wonder Woman, skoro informuje tylko, że jest zajęta walką z przestępczością w innym miejscu? Następnym zarzutem jest ogromne spłycenie postaci. Właściwie o żadnym bohaterze nie można powiedzieć dobrego słowa, bo ich charakterystyki są bardzo marnie zarysowane. Tyczy się to w takim stopniu łotrów, jak i samego Batmana, pędzącego na złamanie karku do kolejnego miejsca, gdzie będzie okazja do spuszczenia łomotu, ale pozbawionego jakichkolwiek cech choć trochę budujących wizerunek Mrocznego Rycerza. Spore rozczarowanie, bo skutkiem tego również relacje między postaciami do interesujących nie należą i jedynie dialogi Batmana z Alfredem bywają żartobliwe.

1694081o

O ilustracjach jestem w stanie powiedzieć parę cieplejszych słów, ale i tu nie bez przygan się nie obędzie. Finch, który narysował większość albumu, zaproponował czytelnikom wiele całostronicowych kadrów, w zamierzeniu efektownych, ale to tylko jedna strona medalu. Dużo liczba szczegółów cieszy oko, tyle że totalne przerysowanie i gargantuiczne rozmiary muskulatury postaci psują przyzwoitą kreskę oraz próbę zagęszczenia atmosfery opowieści. W rezultacie oprawa jest tylko w porządku, głównie dzięki utrzymaniu scen w ciemniejszych tonacjach.

Nocna trwoga to album otwierający serię Batman – Mroczny Rycerz wydawaną w serii Nowe DC Comics! I szkoda, że w żaden sposób nie zachęca on do sięgnięcia po następne tomy. Sporo bezsensownej akcji, pojawienie się innych bohaterów chyba tylko dla samego zaznaczenia ich obecności w tymże uniwersum oraz miałka fabuła siląca się czasami na oryginalność to poważne zarzuty, przez które Nocna trwoga mnie nie kupiła, mimo udanych pierwszych stron oraz względnie ciekawej końcówki o Szponie. Niemniej wraz z oprawią graficzną to jedyne względnie mocne punkty zbioru.

Ocena: 4 /10

Scenariusz: Paul Jenkins, David Finch
Rysunki:
David Finch, Ed Benes, Richard Friend
Wydawnictwo: Egmont

Stron: 208
Premiera: grudzień 2014

 

 

 

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*