(Recenzja) Cienie Nowego Orleanu

Nowy Orlean początku dwudziestego wieku to miejsce, w jakim swoją powieść osadził Maciej Lewandowski. Inspirując się kultową twórczością H.P. Lovecrafta polski pisarz postawił sobie za cel stworzenie mrocznego kryminału z dawką grozy. Z niezłym efektem.

W książce Lewandowskiego czytelnik śledzi losy Johna Raymonda Legrasse’a prowadzącego dochodzenie w sprawie bestialskiego morderstwa. Po szybkich oględzinach ofiary i miejsca zbrodni werdykt może być tylko jeden – to morderstwo rytualne, być może wręcz składanie ofiary. Ciało naznaczone wieloma cięciami sugeruje znęcanie się nad kobietą jeszcze przed zakończeniem jej żywota. Brutalne zbrodnie to nie pierwszyzna dla Legrasse’a, ale tym razem na jego drodze staną nie tylko przestępcy.

Konstrukcja fabularna jest dosyć prosta, ale mimo wszystko zagmatwana. Legrasse metaforycznie porusza niebo i ziemię, aby odnaleźć sprawcę. W drodze do celu nie wzbrania się przed odwiedzaniem melin i ruder. Ba, musi to robić, byleby tylko zasięgnąć języka wśród przestępczego podziemia czy czarnoskórych imigrantów tworzących własną, zamkniętą społeczność w Nowym Orleanie. Dzięki temu (oraz niezłym dialogom) autor uzyskał ciężki klimat, który szybko staje się największą zaletą powieści i właściwie jedynie narasta z kolejnymi kartkami, nie opuszczając aż do samego finału. Atmosfera dusznych pomieszczeń skąpanych w mroku robi swoje i za to należą się autorowi spore brawa.

Ciekawe są też postacie. Mowa tu tak o głównym bohaterze, jak i osobnikach, których spotyka na swojej drodze. Wielu z nich ma charakterystyczne cechy czy sposoby zachowania, a Legrasse nie raz i nie dwa natrudzi się, by uzyskać od nich chociaż skrawek informacji.

Przy okazji owego węszenia po przestępczym świecie, daje o sobie znać największa bolączka fabularna. Cienie Nowego Orleanu to rzecz nierówna. Do klimatu i sugestywności opisów nieprzyjaznych rejonów Nowego Orleanu trudno się przyczepić, ale łatwo o zastrzeżenia względem intrygi. Legrasse lata po wszystkich ludziach mogących mieć jakiekolwiek przydatne informacje, prowadzi z nimi potyczki słowne i wykazuje się sprytem, ale w całej książce (prawie 350 stron) główny bohater nazbyt często przesiaduje u łotrów. Właściwie miałem wrażenie, że autor nie do końca wie jak przejść do finału bez częstego brania na spytki pobocznych postaci. Czuje się wtórność takiego rozwiązania i w drugiej części książki owe rozmowy i przesłuchania nasączone brutalnym językiem zupełnie mi spowszedniały.

Cienie Nowego Orleanu to niezła powieść czerpiąca z prozy Lovecrafta, ale przede wszystkim to udany kryminał z nutą grozy. To podróż do dwudziestowiecznego miasta, borykającego się z problemami społecznymi. Trochę za dużo tu szukania informatorów i obijania się po twarzach, ale idzie to wybaczyć, bo Lewandowskiemu udało się stworzyć ciężką, wciągającą atmosferę.

 

Ocena: 7/10

Autor: Maciej Lewandowski
Wydawnictwo:
 Uroboros

Stron: 360
Premiera: 27 lutego 2019

 

 

 

 

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.