Czarne światła. Tom 2: Spektrum

Na drugi tom przygód androidki Mai czekaliśmy naprawdę długo, kiedy więc ten wylądował na sklepowych półkach, w sieci zawrzało. Instagrama, Twittera i Facebooka zalały zdjęcia, opisy i recenzje, głównie pozytywne. Czy słusznie?

Miałam przyjemność czytać Spektrum niedługo (około miesiąca) po premierze drugiego wydania pierwszego tomu – Łez Mai, które ukazało się nakładem Uroborosa. I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś teraz sięgnął po tą książkę przy znacznie dłuższej przerwie. Nie mam tu na myśli roku… Trzy lata jakie dzielą pierwsze wydanie Łez Mai (Fabryka Słów) od Spektrum, to czas, po którym ciężko będzie czerpać w pełni z lektury. W drugim tomie ponownie wchodzimy w świat porucznika Jareda Quinna i przydzielonej mu androidki Mai, których drogi poważnie rozeszły się jeszcze przed pierwszą częścią. I o ile w Łzach Mai śledziliśmy Quinna po wypadku, w wyniku którego doznał śpiączki, tak w Spektrum ponownie zagłębiamy się w wydarzenia z tamtego okresu, ale z perspektywy jego, obecnie byłej, partnerki Mai.

Spektrum oczywiście jest powieścią nie mniej rozbudowaną niż pierwszy tom. Wątki prowadzone są szczegółowo, relacje, emocje i wewnętrzne zmagania bohaterów żmudnie wyjaśnianie, a równocześnie na dalszym planie śledzimy spiski i polityczne zmagania. Z racji, że tym razem akcja dzieje się za murem, jesteśmy bliżej korporacyjnych spisków niż w jedynce. Wątki związane z Quinnem, które pojawiły się w Łzach Mai, Raduchowska dość sprawnie łączy z wydarzeniami jakie dotykają Maję zarówno przed ucieczką za mur, jak i już po drugiej stronie. Co ważne, w żaden sposób Raduchowska nie tłamsi dobrze nam znanej androidki i jej wewnętrznych rozterek. Była współpracowniczka Quinna świetnie radzi sobie nie tylko z wygnańczym trybem życia (ma różne swoje dziwactwa), ale także uczy się rozpoznawać emocje. Cieszy także, że chociaż postać Quinna ciągle pojawia się w myślach Mai, to nie stanowi on nachalnie dominującego elementu jej życia. Protagonistka nie tylko zdobywa sobie bliższych i dalszych przyjaciół zarówno wśród wygnanych ludzi, jak i innych androidów uciekinierów, ale staje się ważną personą społeczności. A to w efekcie sprawia, że znajdujemy się bardzo blisko kluczowych dla całej powieści wydarzeń.

Znając Łzy Mai i Spektrum już dość dobrze można przewidzieć dalszy ciąg wydarzeń. To co było niewiadomą w jedynce w dużej części zostaje związane nowymi wątkami w dwójce, dając wymierne odpowiedzi. Niestety chociaż powieść naprawdę jest dobra, to odnoszę wrażenie, że śledzenie wydarzeń, co do których wiemy jak się zakończyły, nie daje takiego efektu jak w przypadku lektury poprzedniej części. Cały czas będąc nawet blisko ciekawych i brutalnych akcji bohaterów, z tyłu głowy wiemy już, że pewne osoby przeżyją i pojawią się w dalszych, często kluczowych momentach. Dlatego też czytanie Spektrum po trzyletniej przerwie może nie dać w pełni satysfakcji z lektury, ponieważ wiele rzeczy zwyczajnie ucieknie.

 

Ocena: 7/10

Seria: Czarne Światła
Tom:
 2. Spektrum
Autor: 
Raduchowska Martyna 

Wydawnictwo: Urobors
Stron: 416
Premiera: 1 października 2018

 

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Czarne światła:
Tom 1: Łzy Mai
Tom 2: Spektrum

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.