Dwugłos filmowy #1: Początki filmowego Uniwersum DC. W oczekiwaniu na Ligę Sprawiedliwości

Nie da się ukryć, że pierwszy film mający na celu doprowadzenie do utworzenia Ligi Sprawiedliwości – Batman vs Superman, był zwyczajnie słaby. I nie mowa tylko o grze aktorów, ale o fabule. Walka, na którą czekali miłośnicy Mrocznego Rycerza i syna Kryptona, okazała się dużym rozczarowaniem, a po seansie pozostał ogromny niedosyt.

Ponieważ niedługo do kin trafi najnowszy film od DC – Liga Sprawiedliwości, justice_league_comiccon_keyartpostanowiliśmy nieco przybliżyć wam nadchodzące filmowe uniwersum, które być może okaże się godnym konkurentem ekranowego Marvela. Stąd też w pierwszym wydaniu dwugłosu filmowego bierzemy na tapetę „zrestartowane” kino spod znaku DC – Batman vs Superman: Świt sprawiedliwości oraz Wonder Woman.

Filmem oficjalnie otwierającym uniwersum DC o Lidze Sprawiedliwości jest Batman vs Superman: Świt sprawiedliwości, w którym herosi jasno dają do zrozumienia, że nadchodzi Era bohaterów. Jednak czy starcie śmiertelnika z nieśmiertelnym jest widowiskiem, które sprawdziło się w roli „pilota”?

Scythe:  Gdy w sieci pojawiły się pierwsze zapowiedzi Batman vs Superman, zachęcające i dobrze rokujące, nikt chyba nie spodziewał się, że finalnie okaże się 17425923_1423434624373988_4181555214335684289_nproduktem o wiele gorszym. Zack Snyder niespecjalnie przyłożył się do historii, sprawiając, że wszystko dzieje się za szybko. Większość wątków jest zwyczajnie zbyt pobieżnie nakreślona, chociażby pojawienie się Wonder Woman. Inną niezbyt dobrze wypadającą rzeczą był całkowicie niepasujący do wizerunku Lexa Luthora, aktor Jesse Eisenberg. Jego gra była wyjątkowo nieumiejętna. Najbardziej jednak zawiodła mnie sama walka Batmana z Supermanem. Starcie, którego z niecierpliwością wyczekiwałam, i wobec którego miałam ogromne nadzieje, okazało się naszpikowanym efektami wizualnymi, sztucznym widowiskiem, w którym herosi byli wręcz do bólu drętwi. Niestety film mający być „pilotem”, okazał się jedynie przeciętną broszurką.

Say My Name: Atrakcyjność wizualna i próba uchwycenia efektownych kadrów miesza się z kiczem i przesadną kreatywnością Zacka. W ciągu pierwszych paru minut dostajemy bardzo ładne ujęcia ze znanej chyba wszystkim fanom Batmana sceny zabójstwa rodziców młodego Bruce’a, kiedy to sznur pereł rozrywany w spowolnionym tempie świetnie komponuje się z uchodzącym życiem państwa Wayne’ów. Szkoda, że już po chwili zostajemy sprowadzeni na ziemię totalnie głupiutką sceną wydostania się Bruce’a ze starej studni dzięki pomocy nietoperzy. Snyder próbował stworzyć symbolikę, ale efekt pozostawia sporo do życzenia. Walka oby herosów jest na swój sposób ciekawa, bowiem Batman musi wykazać się sprytem i umiejętnościami, by mieć jakiekolwiek szanse. Jednak i ich starcie bywa nudne. Film nie 17426056_1423434644373986_1334696434452485676_njest pozbawiony dobrych scen, tyle że liczba tych bzdurnych jest o wiele większa, a do tego dochodzi miałka fabuła i sztywna gra aktorów. 

A propo gry aktorów – wśród krytyków panują różne opinie na temat Bena Afflecka w roli Batmana. Czy pasuje do roli Mrocznego Rycerza?

Scythe: Moim zdaniem aktor jak najbardziej sprawdził się w roli Batmana. Stworzył naprawdę świetny obraz Mrocznego Rycerza. Bohatera z dystansem, nieufnego, który tajemnice zachowuje dla siebie. Z drugiej strony na tyle moralnie „opętanego”, że gotowy jest ratować świat, choćby w pojedynkę.

Say My Name: Trudno określić na ile kreacja Afflecka jako Batmana i Wayne’a to jego własna koncepcja, a na ile wpływ Snydera. Tak czy inaczej uważam, że za bardzo skupił się on na stworzeniu obrazu tajemniczego, zdystansowanego dżentelmena, przez co traci jakiekolwiek cechy ludzkie i odpycha widza. Do tego muskulatura Nietoperza została nadmuchana do karykaturalnych rozmiarów. Początku Afflecka w roli Batmana nie potrafię zaliczyć do udanych.

Na co warto zwrócić uwagę, oglądając początki Ligi Sprawiedliwości? W końcu niedługo czeka nas kolejna produkcja, w której zobaczymy pięciu jej głównych członków.

17426061_1423434717707312_6673412781392270336_nScythe: Warto tak naprawdę śledzić cały film. Jest kilka kluczowych scen, które jasno dają do zrozumienia, że coś się zbliża, coś co zagraża Ziemi. Poza tym metaludzie (przyszli członkowie Ligi Sprawiedliwości) już są na celowniku pewnego szalonego naukowca i miliardera. To w ostatnich scenach padną zapewnienia Bruce’a Wayne’a, o zebraniu grupy superbohaterów, którzy być może przeciwstawią się nadciągającemu złu.

Say My Name: Zakończenie Świtu sprawiedliwości miało być emocjonalne i momentami nawet było, ale i tu nie zabrakło zgrzytów. Nietrudno było odgadnąć finał, bo DC i Warner Bros nie ukrywają, że chcieli jak najszybciej nadrobić dystans dzielący ich od konkurencji i sięgnąć po swoich odpowiedników Avengersów. Świt sprawiedliwości ma jasny przekaz – „Hej, tworzymy grupę herosów, palec pod budkę, bo za minutkę…”. Tyle że poza tytułowymi postaciami reszta bohaterów nie ma znaczenia i gdyby nie finał będący punktem zaczepienia dla Ligi Sprawiedliwości, łatwo byłoby omijać starcie obu herosów podczas rozmów o nadchodzącej Lidze herosów. A tak twórcy przy okazji zapewnili sobie fundamenty pod twist fabularny w filmie o grupce bohaterów. Chociaż czy to, czego spodziewa się niemal każdy potencjalny widz zbliżającego się widowiska, można jeszcze nazwać twistem fabularnym? Twórcy muszą się solidnie napracować, by sensownie sprzedać to widzom. Pytanie czy im się uda.

Z racji, że niedawno ukazał się film o Wonder Woman, w którą wcieliła się Gal Gadot, warto wspomnieć o jej roli w Świcie sprawiedliwości.

Scythe: Niestety nie pokazała się najlepiej. Pojawiła się na chwilę i nie przekonała mnie 17499454_1423434657707318_4844413420533199958_ndo siebie, zwłaszcza jej dialogi były mocno miałkie. Owszem miała jedną dobrą scenę, kiedy spotyka Bruce’a Wayne’a na przyjęciu Lexa Luthora, ale to za mało. O wiele większe nadzieje wiązałam z filmem o niej, niestety i w nim nie wypadła przekonująco.

Say My Name: Epizodyczny, niewiele znaczący dla fabuły. Taki właśnie był występ Wonder Woman, który sprawił, że wiele osób (włącznie ze mną) zwątpiło w sens obsadzenia Gal Gadot w roli księżniczki Amazonek. Na szczęście w samodzielnym filmie zaprezentowała się już o niebo lepiej.

Przechodząc do kolejnego filmu odwołującego się bezpośrednio do ekranowego uniwersum DC.  Warto zadać sobie pytanie czy: Wonder Woman można nazwać sukcesem?.

Scythe: Najpotężniejsza z Amazonek została przez reżyser Patty Jenkins potraktowana po macoszemu. Już po pierwszej połowie można zaznać niezłego rozczarowania, a kolejne sceny tylko utwierdzają w tym przekonaniu. Nie, nie była sukcesem.

Say My Name: Finansowym z pewnością tak. Wizerunkowym też, bo przecież pierwszy solowy, nawet jeśli przeciętny, film bardzo poprawia pozycję Amazonki w coraz bardziej licznym panteonie filmowych herosów. A to przecież jedna z kluczowych postaci DC i prawdopodobnie obecnie najpopularniejsza „herosina”. O widowisku więcej piszę w innym artykule, a tutaj wspomnę jedynie, że tworzenie ciekawych antagonistów i wolt fabularnych Allan Heinberg i Patty Jenkins muszą jeszcze mocno poćwiczyć. Lecz może 17523503_1423434671040650_5695948243494957849_nnie musi się to po raz kolejny odbywać kosztem filmu o kultowej postaci świata komiksu?

Do tej pory ukazały się filmy z Batmanem, Supermanem i Wonder Woman. Które filmy warto zobaczyć?

Scythe: Dla fanów superbohaterskiego świata nadchodzące filmowe uniwersum DC jest ważnym wydarzeniem. Człowiek ze stali i Wonder Woman to filmy raczej dla bardziej zapalonych fanów. Wszystkim pozostałym wystarczy sam Świat Sprawiedliwości.

Say My Name: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony nie wątpię, że każdy fan DC i tak prędzej czy później obejrzy te filmy, z drugiej nie wierzę, że będzie nimi zachwycony. To kino mające dobre momenty i będące trochę samograjem dzięki wykorzystanym bohaterom, ale zmarnotrawione przez tak podstawowe błędy, że trudno polecić któryś film bez wyrzutów sumienia.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.