(Publicystyka) Dwugłos filmowy #4: Kapitan Marvel nastał czas!

Po wydarzeniach z Avengers: Wojny bez granic, chyba wszyscy fani Marvel Cinematic Universe wstrzymali oddechy. Nie spoilerując za dużo, powiem jedynie, że ciężko czekało się prawie rok na nową część Koniec Gry (ang. Avengers: Endgame), nawet pomimo powstania w międzyczasie dwóch filmów (Ant-Man i Osa oraz Kapitan Marvel) z uniwersum, jak i zapowiedzi drugiego Spider-Mana.

Zanim jednak przejdziemy do Końca gry, postanowiliśmy wziąć na tapetę Kapitan Marvel i podzielić się z wami naszymi odczuciami i wrażeniami, na temat tej wyczekiwanej produkcji… Ale od początku.

Kapitan Marvel dzieje się w latach 90-tych, kiedy to Avengersi jeszcze nie istnieli, a Nick Furry dopiero zaczynał poznawać tajemnice pozaziemskiego życia. I tak jego przygoda zaczyna się w momencie kiedy z nieba na Ziemię spada Vers, bohaterka służąca w oddziałach Kree. Jak się okazuje nasza “kosmitka” jest całkiem sympatyczną Ziemianką Carol Danvers, która dopiero zaczyna odkrywać swoje prawdziwe pochodzenie.

Kapitan Marvel – wrażenia przed i po seansie.

Scythe: Przed seansem z filmem wiązałam ogromne nadzieje (jak chyba każda miłośniczka marvelowskiego świata). Oczekiwałam widowiska przepełnionego ambicją i uporem bohaterki, w tym zaprezentowania jej efektownych super-mocy. Śledząc zwiastuny i nowinki cieszyłam się, że Czarna Wdowa otrzyma kobiece towarzystwo w Avengersach – dodajmy… niesamowicie silne towarzystwo.

I muszę powiedzieć, że w sporej części się nie zawiodłam. Owszem nie wszystko “zagrało” i tu czy tam coś zgrzytnęło, ale nie było to nic co by popsuło zabawę podczas seansu. Jedynie czasami można się zastanawiać, co do słuszności umieszczenia niektórych infantylnych scen w scenariuszu.

Marvel Studios’ CAPTAIN MARVEL
Carol Danvers/Captain Marvel (Brie Larson)
Photo: Chuck Zlotnick
©Marvel Studios 2019

Napiszę więcej. Mam o wiele bardziej pozytywne wrażenia po seansie z Kapitan Marvel, niż swego czasu przy Wonder Woman (recenzja). Pomimo, że tak naprawdę fabularnie ich historie pod pewnymi względami są zbliżone – obie superbohaterki musiały pokonać wiele przeciwności nim osiągnęły swój cel.

Say May Name: Od początku miałem obawy co do tego filmu. Wydawało się to prostą zagrywką z wprowadzeniem nowej, mocarnej postaci tuż przed tym jak trzeba pokonać szalonego Thanosa w kolejnym odcinku Avengers. Obawiałem się prostoty i standardowego origin story ze strony Marvela i niestety dokładnie to otrzymałem.

Po wyjściu z kina emocje też były mieszane. Prosta i przewidywalna fabuła z kilkoma całkowicie głupiutkimi scenami zderzyła się z efekciarstwem, dając widzom miszmasz.

Fabuła… Dobra? Zła? Nijaka?

Scythe: Standardowa. Po Avengersach, większość solówek MCU ma bardzo podobny schemat i Kapitan Marvel go nie łamie. Dostajemy dużo efektów specjalnych, nieskomplikowaną fabułę przepełnioną gagami i nawiązaniami do innych filmów. Czuć jednak, że powoli pomysły się wyczerpują, a wtórność zagląda do każdej kolejnej produkcji.

Najlepiej fabułę wspominam z filmu Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie. Była poważna, emocjonalna i niesamowicie pochłaniająca. Steve Rogers musiał wiele oddać, aby w zamian otrzymać dar o jakim ludzie tamtych czasów mogli marzyć. Z kolei Kapitan Marvel obraca się w zupełnie innych klimatach, bardziej beztroskich, humorystycznych. Owe zapoczątkowały filmy z Iron-Manem, gdzie Tony Stark okazał się nonszalanackim egocentrykiem. Wszyscy pokochaliśmy go za beztroskie podejście do życia i to dzięki temu stał się ikoną filmowego uniwersum Marvela.

Marvel Studios’ CAPTAIN MARVEL
Left: Talos (Ben Mendelsohn)
Photo: Chuck Zlotnick
©Marvel Studios 2019

Say May Name: Do bólu standardowa opowiastka o początkach superbohaterki. Odkrywanie swych mocy, nowy i jednocześnie znajomy świat, pełno powielania schematów i humoru, który raz bawi, a innym razem wprawia w zażenowanie. Ogólnie odniosłem wrażenie, że film ma problem ze swoją tożsamością i twórcy nie bardzo wiedzieli, w jaką stronę podążyć.

Fabuła najnowszego filmu Marvel Cinematic Uniwerse zabiera nas w lata 90-te. To dobrze?

Scythe: Efekt jest podobny jak w przypadku Kapitana Ameryki: Pierwsze starcie, ale nie tak dobry. Wydarzenia, stroje, czy elementy scenerii zostały nieźle osadzone. Tak samo dowcip i nawiązania do urządzeń będących cudem techniki tamtego okresu nie wydają się zbytnio naciągane. Ale połączenie tego z pozaziemską technologią Kree nieco popsuło efekt. Ostatecznie więc otrzymaliśmy mało wyróżniającą się mieszankę, bardziej leżąca obok “nijakości” niż ambitnego odkrycia.

Say May Name: Dużym plusem Kapitan Marvel są efekty oraz scenografia pozwalające poczuć się jak w latach 90-tych. Dla mnie największą zaletą filmu było pokazanie Nicka Fury’ego, który dotąd nie miał pojęcia o niebezpieczeństwach mogących nadciągnąć z kosmosu. To on dostaje najzabawniejsze sceny oraz te najbardziej istotne dla mitologii Avengersów.

Pierwsza superbohaterka. Co sądzicie?

Scythe: Kapitan Marvel łamie wszelkie schematy “słabej płci pięknej”. Od samego początku Carol Danvers ma cięty język, a widz może oprócz tego śledzić jej niesamowity upór w dążeniu do celu. Owszem momentami czuć zbyt dużą patetyczność, ale nie przeszkadzać to w całościowym odbiorze bohaterki. Protagonistka musiała być silna i dumna inaczej nie dotarłby do miejsca, w którym się znalazła. Moim zdaniem postać prawie dobrze zrobiona i jedynie jej pojedyncze uszczypliwości momentami zalatują małą tandetą.

Say May Name: Patos, patos i jeszcze raz podbródek zadarty w górę. To jak bardzo operatorzy i reżyser chcieli celebrować moc tytułowej pani kapitan często było wręcz nieznośne. Ilekroć zbliżenia pokazywały dumnie wzniesioną głowę bohaterki, tylekroć ja kręciłem swoją. Carol Danvers jest w stanie roznieść niemal wszystko i nie potrzebuje do tego żadnych gadżetów. Naprawdę, nie trzeba jej do tego dodawać animuszu zbyt częstymi, patetycznymi ujęciami.

Pod względem osobowości bohaterki jest znacznie lepiej. Czasem rzuci dowcipem, kiedy indziej komuś przywali, ale nade wszystko to harda kobieta o niezwykłej mocy, zagubiona w odkrywaniu niejasnej przeszłości. I w tej roli Brie Larson sprawiła się dobrze.

Marvel Studios’ CAPTAIN MARVEL
Nick Fury (Samuel L. Jackson)
Photo: Chuck Zlotnick
©Marvel Studios 2019

Wszyscy czekamy na Avengers: Koniec gry. Czy warto wcześniej zobaczyć Kapitan Marvel?

Scythe: Ogólnie Kapitan Marvel jako film nie przynosi, aż tylu odpowiedzi ile byśmy chcieli. Przynajmniej w głównej części seansu. Najwięcej oczywiście nawiązań czeka nas w ostatnich scenach oraz w scenie po napisach końcowych. Warto więc wytrzymać chwilę dłużej i zobaczyć tradycyjnie już kilkusekundową kinową wstawkę odnoszącą się do kolejnej części MCU – w tym przypadku Avengers: Koniec gry.

Say May Name: Lepiej zobaczyć niż nie, zwłaszcza jeśli dotychczas oglądaliście wszystko z MCU. Kapitan Marvel jako indywidualny film może was nie porwać, za to jako cegiełka od całokształtu Avengersów jest już dość istotny.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.