Escape Room: Atak na Londyn

FoxGames wypuścił na rynek linię karcianek, będących kieszonkowymi wersjami rozgrywki typu escape room. Trzy tytuły: Atak na Londyn, Skok w Wenecji i Podróż w czasie oferują przygody rodem z filmów sensacyjnych czy science-fiction. Zebrane w kompaktowe pudełka zawierają po talii kart z logicznymi zagadkami, których rozwiązania niczym po sznurku zaprowadzą nas do upragnionego celu.

W moje ręce trafił Atak na Londyn pozwalający wcielić się w agenta Scotland Yardu, któremu zlecona zostaje ściśle tajna misja. Musi odnaleźć pewne przedmioty z 1860 roku (nie zdradzę jakie). Czasu jest niewiele, a lokalizacji każdego strzeże szereg zagadek. 

Czasowo zabawa powinna zamknąć się w około 60 min., ale nieznaczne przekroczenie tego pułapu nie obniży nam zbytnio wyników. Gra wymaga od nas byśmy zapisali konkretną godzinę rozpoczęcia oraz zakończenia, by później móc porównać uzyskany czas z odpowiednio przygotowaną tabelą. Nie musimy oczywiście robić tego zaraz po otwarciu pudełka – w odpowiednim momencie natrafimy na dedykowaną do tego kartę.

Fabularną przygodę zaczynamy oczywiście w biurze mając do dyspozycji jedynie pudełko z dokumentami (w praktyce potrzebny będzie spory stół, aby oprócz talii kart, można było rozłożyć sobie pomoc w postaci notatnika), a kolejne działania podejmujemy w miarę rozwiązywania napotkanych łamigówek. Najpierw lokalizacja miejsca, a później kolejne ślady i poszlaki. Atak na Londyn jest tak skonstruowany, że podążamy wedle ustalonego schematu. Jeśli ktoś czytał komiksy paragrafowe od Foxów, to Escape Room działa na podobnej zasadzie – cała talia (60 kart) oznaczona jest cyframi porządkowymi – z tą różnica, że tutaj karty odkrywamy wedle rosnącej numeracji. Patrzymy na kartę, dokładnie czytamy, ustalamy odpowiedź i odwracamy – te z zagadkami zawsze na odwrocie mają wyjaśnienie łamigłówki i przechodzimy do następnej pod spodem. Dlatego ważne jest, aby przed rozpoczęciem gry nie podglądać ani nie tasować talii. W grze mamy również Przedmioty, które posłużą do rozwiązania co trudniejszych łamigłówek. Zbieranie takich przedmiotów jest obowiązkowe, ponieważ nie wiemy tak naprawdę w jakim momencie dana rzecz okaże się użyteczna. Ale to nie koniec. Żeby było trudniej, nierozwiązanie zagadki kosztuje nas odnotowanie „X” na karcie wyników, których liczba wpłynie na końcowy rezultat. Z drugiej strony, aby zbytnio nie rozdrabniać się nad każdą „niespodzianką”, twórcy przewidzieli małą pomoc w formie podpowiedzi do konkretnych łamigłówek.

Atak na Londyn w kwestii trudności pozostawia mieszane uczucia. Chociaż z pozoru łamigłówki wydają się proste (sugerowany wiek to od 12 lat), to w praktyce nie wszystkie są łatwym „łupem”. Najczęściej bez problemu znajdziemy rozwiązanie, ale pewne łamigłówki potrafią spędzić sen z powiek. Rozwiązanie ich wymaga może nie samego główkowania, ale po prostu wstrzelenia się w „klucz odpowiedzi” – niektóre przedmioty niekoniecznie powiązane są z konkretną zagadką. Z pomocą w takich momentach przychodzą wskazówki na kartach podpowiedzi, ale niestety niedosyt pozostaje. Warto zwrócić uwagę, że kluczowa jest liczba osób, które do zabawy zasiądą, im więcej tym szybciej znajdziemy rozwiązanie, zwłaszcza że w pewnej chwili zagadkami można się podzielić, ale przy sześciu osobach robi się za duży chaos. W pojedynczej grze jest ciężej, natomiast w dwie osoby prawie optymalnie. Najlepiej natomiast gra się przy trzech.

Wszystko sprowadza się jednak do tego, że Atak na Londyn chociaż ciekawie wykonany i pomyślany, nie wszystkim przypadnie do gustu. Z jednej strony jest to faktycznie około godzinna zabawa, prawie w każdym gronie (z pociechami też będzie przyjemnie), a z drugiej potrafi przysporzyć nieco frustracji. Dlatego osoby, które niezbyt dobrze znoszą porażki powinny do gry podejść z dużą rezerwą.

 

Ocena: 6,5/10

Mechanika: Martino Chiacchiera, Silvano Sorrentino
Ilustracje: Alberto Bontempi
Liczba graczy: od 1 do 6
Wiek: od 12 lat
Czas rozgrywki: około 60 min.
Wydawca: FoxGames

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.