(Recenzja) Hiob: Komedia sprawiedliwości

Podczas rejsu pewien turystyczny statek przybija do jednego z portów Polinezji. Luksusowy rejs, piękne okoliczności przyrody… Co może pójść nie tak? Wszystko, dosłownie wszystko.

Alex Hergensheimer, jeden z turystów biorących udział w turnusie, daje się podpuścić i zawiera nietypowy zakład, na skutek którego ma przejść po rozżarzonych węglach. Chwilę potem ku uciesze współbiesiadników mężczyzna zbliża się do końca gorącej ścieżki. Kłopot w tym, że nie ma okazji ponapawać się triumfem, bo mdleje. Po odzyskaniu przytomności nic nie jest już takie jak przedtem. Jest przekonany, że trafia na inny okręt, kapitan i załoga biorą go za kogoś innego, a jedyną osobą, która zdaje się go rozumieć jest stewardesa Margrethe. Ale to dopiero początek zmian, jakie staną się ich udziałem.

Robert A. Heinlein nie krył swoich zamiarów i już w samym tytule podpowiada, o czym traktuje jego powieść. Mowa oczywiście o uwspółcześnionej (pierwotnie książka ukazał się w 1984 roku) wersji przypowieści o Hiobie i próbach, jakim poddawana jest jego wiara. Kto tę przypowieść zna, nie będzie zaskoczony dalszymi losami Alexa. Na kolejnych kilkuset stronach spada na niego całe mnóstwo nieszczęść. Rzeczywistość wokół niego i Margrethe zmienia się co kilkadziesiąt stron, nigdy jednak na lepsze. W pierwszych częściach książki to jeszcze ciekawi, potem zaczyna coraz mocniej doskwierać. Przedstawianie kolejnych alternatywnych światów spowodowało, że co jakiś czas Heinlein wtrąca kilka stron ekspozycji nowych realiów. Nie są to wyobrażenia szczególnie szokujące i raczej opierają się na przeinaczaniu historii oraz uwzględnianiu lub nie postępu technologicznego. Po paru takich skokach staje się to bardzo uciążliwe i nudne, bo z grubsza i tak wiadomo, do czego dąży autor.

W pewnym momencie Alex, wysoce bogobojny mężczyzna, postanawia nawrócić towarzyszkę i sprawić, by poczuła większą więź z bogiem oraz kościołem. I w tych fragmentach był potencjał, lecz legł on przez to, że Margrethe jest postacią całkowicie tekturową. Przez długi czas Heinlein – poprzez słowa Alexa – próbuje przekonać czytelników, że to cudowna istota i prawdziwy anioł. Tyle że autor nie zadbał o kreację postaci i jest do bólu sztuczną – odpowiada jedynie krótszymi zdaniami, nigdy nie traci cierpliwości, nie unosi się, bardzo łatwo zaczyna wierzyć Alexowi w dziwaczne opowieści… W ostatecznym rozrachunku jest wydaje się trochę ubezwłasnowolniona i łatwowierna.

Dużo narzekam, ale Hiob: Komedia sprawiedliwości broni się na kilku polach. Mimo nudniejszych fragmentów spowodowanych zmianą miejsca i czasu akcji, Heinlein dostarcza też zabarwionych humorem scen. Powieść opiera się na absurdach – jeden goni drugi, i w niektórych momentach historia bohaterów wciąga i bawi. Kiedy indziej bywa nieznośnie przegadana, w konsekwencji dostajemy książkę bardzo nierówną. To jedna z tych powieści, którym na zdrowie wyszłoby skrócenie o 1/4 objętości. W takim przypadku czytelnicy otrzymaliby esencję, pozbawioną dłużyzn i powtarzalnych dialogów.

Za całokształtem kryje się morał (i to nie jeden) oraz próby wzbudzenia refleksji m.in. na tematy duchowości człowieka i stosunku boga oraz szatana do ludzkiego gatunku. Im dalej końca powieści, tym Heinlein śmielej sobie poczyna i niektóre fragmenty będą w oczach części czytelników potraktowane jak obrazoburcze. Ostatecznie dla większości odbiorców nie powinno to być problemem – taką konwencję przyjął pisarz, który w swoich powieściach często sięgał po wątki religijne.

Hiob: Komedia sprawiedliwości z pewnością nie jest propozycją dla wszystkich. Książka jest wysoce przegadana oraz zawiera bardzo wiele dłużyzn. Na dodatek autor przedstawia sporo podobnych do siebie wydarzeń i trudno jest się zaangażować w losy bohaterów, a już zwłaszcza słabo nakreślonej Margrethe. Mimo tych wad, powieść Heinleina przynosi trochę absurdalnego humoru i skłania do głębszego spojrzenia na tematy związane z duchowością i religią.

 

Ocena: 5,5/10

Seria: Wehikuł czasu
Autor: Robert A. Heinlein
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Wydawnictwo: Rebis
Stron: 456
Premiera: 25 czerwca 2019

 

 

 

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.