Kong: Wyspa Czaszki

King Kong? Czy w temacie ogromniastego goryla można jeszcze stworzyć coś wystarczająco świeżego, by przyciągnąć i nie zanudzić ludzi wtórnością obrazu? I to w sytuacji, gdy ósme podejście do dobrze znanej „małpy” zostaje powierzone o wiele mniej znanemu reżyserowi, Jordanowi Vogt-Robertsowi. Nowicjusz i podstarzały goryl – czy ten mariaż mógł się udać?

Tytułowa Wyspa Czaszki to miejsce zamieszkiwane przez Konga i jednocześnie obiekt zainteresowań niejakiego Billa Randy’ego, naukowca odgrywanego przez Johna Goodmana. W 1973 roku udaje mu się uzyskać wsparcie z państwowego budżetu i wraz z grupką wojskowych rusza śmigłowcami w kierunku wyspy. W wesołej gromadce znalazł się jeszcze najemnik, James Conrad, w którego wcielił się Tom Hiddleston (znany chociażby z roli Lokiego w Avengers). Gdzie zaś tajemnice, tam i dziennikarze, więc na pokładzie jednego z helikopterów musiało znaleźć się miejsce dla fotografki Mason Weaver (Brie Larson). Kłopot w tym, że większość wycieczki żyje w przekonaniu, iż na wyspę sprowadzają ich nowe złoża naturalne, a nie gigantyczna małpa.

2

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy przy okazji najnowszej adaptacji przygód z Kongiem, jest plakat, jakim promowano film. Niełatwo odrzucić skojarzenia z genialnym Czasem Apokalipsy i w całym obrazie znalazło się więcej podobieństw do zasłużonego klasyka. I w tym wypadku widzowie odkrywają tajemniczy ląd wraz z bohaterami, oba filmy rozgrywają się w zbliżonym okresie historycznym, a i właśnie rys historyczny jest bardzo widoczny. Nie tylko przez rekwizyty, ale także dzięki zastosowanym filtrom i ciepłym barwom, które towarzyszą seansowi. Wizualnie otrzymaliśmy produkt wysokiej klasy, wszelkie potyczki – na czele z tymi, w których bierze udział Kong – są niezwykle widowiskowe i sensownie zrealizowane. Jeżeli uwierzymy, że istnieją monstra jego rozmiarów, to bez problemu uwierzymy też, w jego sposób walki. Nie ma w tym krzty przesady, potyczki są bardzo realne i dobrze nakręcone. Mniej pozytywów można rzec o muzyce – przyzwoicie ilustruje wydarzenia na ekranie, ale nic ponad to.

Jak na film z gorylem w roli głównej, o dziwo nieźle wypadają także aktorzy. Duet złożony z pani fotograf i najemnika co prawda nie zachwyca, i są do bólu sztampowi, ale Goodman w ograniczonym czasie stworzył kreację miejscami nieoczywistą i zgrabnie napędzającą rozwój akcji. Przyjemnie zwariowaną można nazwać jeszcze jedną postać, lecz tu powstrzymam się od większego opisu, by nie dać dojść do głosu spoilerom. Swój poziom standardowo utrzymuje Samuel L. Jackson, w roli dowódcy oddziału zaprawionego w bojach w Wietnamie jest odpowiednio „żołnierski”, a i część jego podopiecznych doczekała się sporo miejsca jak na postacie trzecioplanowe, wprowadzając elementy humorystyczne poprzez niewymuszone żarty i wzajemne docinki. Nie tylko docinkami żyją bohaterowie i godne pochwały są także zwykłe dialogi, napisane na tyle dobrze, że w tak długim widowisku jak Kong: Wyspa Czaszki, nie sposób wskazać zbędne sceny czy rozmowy, nawet pomimo tego, że fabuła raczej nie gna na zabój, nabierając tempa dopiero po około 30 minutach.

3.jpg

Mimo obaw o kolejny odgrzewany kotlet, Kong: Wyspa Czaszki okazał się być porządnym schabowym, otoczonym w estetycznej panierce i niosącym za sobą prawdziwy smak. Nie trzeba być fanem małp czy starych przygód Konga, by wyjść z seansu zadowolonym.

Ocena: 7,5/10

Reżyseria: Jordan Vogt-Roberts
Scenariusz: Max Borenstein, Dan Gilroy, Derek Connolly
Obsada: Tom Hiddleston, Samuel L. Jackson, Brie Larson, John Goodman, John C. Reilly
Czas projekcji: 1 godz. 58 min.
Premiera PL: 10.03.2017

 

 

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*