Life

life-film

Jako miłośniczka sience-fiction, obcych, podróży w kosmosie i horrorów, nie mogłam odpuścić filmu Life. Zachęcający zwiastun, wpasowujący się w klimat Apollo 18 i oczywiście Obcego, obiecywał mocne i przerażające widowisko, które wciśnie w fotel. Ale czy naprawdę Jake Gyllenhaal, Ryan Reynolds i Rebecca Ferguson pokazali, co znaczy przerażenie w kosmosie?

Life jest filmem opierającym się na dość prostej fabule. Sześciu astronautów – David Jordan (Jake Gyllenhaal), Miranda North (Rebecca Ferguson), Rory Adams (Ryan Reynolds), Ekaterina Golovkina (Olga Dykhovichnaya), Hugh Derry (Ariyon Bakare) i Sho Murakami (Hiroyuki Sanada) – zamieszkujących supernowoczesną stację kosmiczną na orbicie około ziemskiej, ma zadanie przechwycić sondę transportującą próbki z Marsa. Owy materiał jest o tyle ważny, ponieważ znajduje się w nim marsjańska komórka. Jak później można się domyślić, ta komórka będzie przyczyną nie małych problemów astronautów.

Zacząć należy od tego, że tak naprawdę dość łatwo przewidzieć, co się wydarzy. Pod tym względem historia nie ma znaczących zwrotów akcji, za wyjątkiem końcówki, ani zaskakujących momentów. Poza tym Life jest dość podobny do Obcego, ale ostatecznie nie razi to aż tak mocno, jak można było się spodziewać. Jeśli ktoś więc zaopatrzy się w owy film na DVD, nie należy oczekiwać podniosłej, głębokiej treści.

Ratuje go natomiast klimat, który zdecydowanie uatrakcyjnia cały odbiór seansu. Przede wszystkim Daniel Espinosa zadbał o tak kluczowe aspekty, jak poczucie osaczenia bohaterów, zamknięcia i bezsilności. Tutaj najlepiej widać jedną z moich ulubionych rzeczy w tego typu produkcjach, a mianowicie to, że początkowo idylliczna stacja, cud techniki mający chronić życie ludzkie, staje się… puszką pandory, cmentarzem i więzieniem… Jest ciasno, tajemniczo i przerażająco. Każdy kąt na pozór wydaje się być kryjówką idealną, a tysiące szybów, rurek i tuneli nie poprawia sytuacji bezpieczeństwa głównych bohaterów. Stacja kosmiczna jest ogromna i przez to równie straszna. Obraz ten dopełnia zachowanie bohaterów. Gdy wydarzenia przechodzą w stan kulminacyjny, czuć jak sfrustrowani astronauci, starając się zniszczyć to Coś, zaczynają popełniać błędy. 

Bardzo różnorodnie jest w kwestii gry aktorskiej. Zaczynając od najbardziej znanej trójki. Ryan Reynolds niestety się nie spisał. Zagrał mocno sztucznie i płytko. Nieco lepiej wypadł Jake Gyllenhaal, który bardziej wczuł się w rolę pilota, ale zdecydowanie w większości scen jego twarz ma zbyt bezemocjonalny wyraz. Najlepiej z całej trójki zaprezentowała się Rebecca Ferguson, chociaż z drugiej strony nie miała zbyt trudnej roli. Wręcz przeciwnie, jej ciągła twarz wyrażająca skupienie idealnie wpasowała się w rolę szefa ochrony statku. O pozostałej trójce niewiele już można napisać, tak naprawdę ich udział nie był za duży. Jedynie kreacja Ariyon Bakare, grającego specjalistę biologa, miała lepsze momenty.

Klimat stworzony przez Daniel Espinosę doskonale wypełnił lukę, jaką stworzył scenariusz Rhett Reese i Paul Wernick. I przez to filmu nie można spisać na straty. Ostatecznie Life jest przerażający i nie raz dostarcza dreszczyku emocji. Na pochwałę zasługuje natomiast ostatnia scena. Finał jest mocny, dobry i zaskakujący, o czym już wspominałam, i piszę to mimo, że w pewnej chwili domyśliłam się zakończenia.

life-filmOcena: 6,5/10

Reżyseria: Daniel Espinosa
Scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick
Obsada: Jake Gyllenhaal, Rebecca Ferguson, Ryan Reynolds, Olga Dykhovichnaya, Ariyon Bakare, Hiroyuki Sanada

Czas projekcji: 1 godz. 43 min.
Premiera PL: 24 marca 2017

 

 

Scythe

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.