Nest

Małe francuskie miasteczko 1940 roku pod niemiecką okupacją. Nie tylko wojna spędza ludziom sen z powiek, ponieważ w mieścinie zdarzają się rzeczy nadzwyczaj trudne do wytłumaczenia – ludzie zamieniają się w kamienne figury.

Taki oto pomysł przyświecał Markowi Turkowi podczas prac nad Nestem. Śledztwo w sprawie tajemniczych i przerażających „stwardnień” prowadzi komisarz Reflekt, który podchodzi do zagadki bardzo osobiście, jako że wśród ofiar dziwacznej epidemii znaleźli się również członkowie jego rodziny. Rosnąca determinacja, czy też może wręcz desperacja, pcha go do nawiązania współpracy z profesorem Visserem, wynalazcą nietypowej maszyny umożliwiającej zajrzeć do snów skamieniałych ofiar. Czy to wystarczy, by rozwiązać tak trudną zagadkę?

Scenariusz najtrafniej można nazwać intrygującym, ale ledwo sensownie rozbudowanym. Motyw prowadzącego śledztwo, który traktuje badaną sprawę personalnie był wykorzystywany tak wiele razy, że trudno nim zaciekawić odbiorcę. W przypadku Nesta jest to tym trudniejsze zadanie, bo Marek Turek niespecjalnie rozwija osobowości bohaterów – komisarz za wszelką cenę dąży do poznania tajemnic ludzkich skamieniałości, zaś profesor sprawia wrażenie nieco szalonego, może nie do końca zrównoważonego psychicznie, ale to właściwie wszystko, co można powiedzieć o głównym duecie. Z kolei aktorów pobocznych w tymże spektaklu nie uświadczymy zbyt wielu, a już na pewno nikt nie zapadnie nam w pamięć.

150_01

Mimo miałkich postaci intrygę obserwuje się całkiem dobrze i jedynie szkoda, że w gruncie rzeczy jest bardzo krótka i nieskomplikowana. Chciałoby się dostać jeszcze jakiś twist fabularny, wątek poboczny, może jakąś kolejną postać… Niestety Nest kończy się bardzo szybko, a otwartość jego zakończenia pozwala wytężyć wyobraźnię, ale w tym wypadku takie rozwiązanie bardziej irytuje niż satysfakcjonuje.

Co jednak traci scenariusz, nadrabia strona graficzna. Czarno-białe plansze bardzo dobrze korespondują z historią, która nie skąpi odbiorcom surrealistycznych wizji, i kadrów budzących wątpliwości czy to jeszcze sen, czy może już jawa. Owszem, niektóre rysunki mogą być odrobinę nieczytelne, ale taki już urok bardzo specyficznego stylu Marka Turka, którego dzieła doprawdy trudno pomylić z kimkolwiek innym.

Nietypowy pomysł został zamknięty w jeszcze bardziej nietypowej oprawie. I choć tylko jeden z tych elementów daje radę na przestrzeni całego albumu, to nadal warto zainteresować się Nestem, chociażby żeby sprawdzić, czy tak odważne twory są dla nas czymś wartym grzechu.

Ocena: 6,5/10

Scenariusz: Marek Turek
Rysunki: Marek Turek
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Stron: 80
Premiera: październik 2012

 

 

 

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*