(Recenzja) Nigdzie indziej

Rdzenni mieszkańcy Ameryki mogą kojarzyć się z pióropuszami zdobiącymi głowy, fajkami pokoju, opowieściami o Winnetou czy kilkoma głośnymi obrazami wielkiego ekranu. Świat Indian ma również dużo mniej znane oblicze, stroniące od świateł reflektorów i pokazujące teraźniejszych czerwonoskórych mierzących się ze swym dziedzictwem. I resztą społeczeństwa.

To właśnie potomkowie Indian są głównymi bohaterami powieści Nigdzie indziej Tommy’ego Orange’a, która ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk. Na kilkuset stronach autor przedstawia historię wielu różnych postaci, które łączą dwie kwestie – mają indiańskich przodków i zarazem wszyscy wybierają się na zjazd plemienny w Oakland. Każdy robi to z własnych pobudek.

Zagłębianie się w personalia postaci nie ma większego sensu, bo jest ich sporo i narracja często przeskakujemy między nimi. Obserwujemy zagubienie w obecnym świecie (szczególnie wśród młodych osób), popadanie w nałogi, imanie się handlu narkotykami czy wręcz niemoc do podejmowania jakichkolwiek działań. To obraz trudny do opowiedzenia, a jednocześnie mocny i pobudzający do refleksji. Jednocześnie jednak powieść traci przez wolne tempo i “rozcieńczenie” opowieści. Przeskoki narracyjne i pewna ociężałość fabuły nie pozwalają dać się pochłonąć angażującym losom postaci.

Można się zastanowić, czy z perspektywy osoby mieszkającej w Polsce jesteśmy w stanie dojrzeć wszelkie problemy, z jakimi boryka się społeczność czerwonoskórych w Ameryce. Najprawdopodobniej nie, jednak historia przedstawiona przez Tommy’ego Orange’a daje bardzo dosadne przykłady degeneracji ludzi zepchniętych na margines. W wielu miejscach odniosłem wrażenie, że autor przedstawia najbliższe środowisko jako przyczynę dopuszczania się złych czynów przez bohaterów powieści. Bardzo łatwo zauważyć momenty, w których pisarz mniej lub bardziej nachalnie stara się usprawiedliwić brutalne akty i popadanie w konflikty z prawem lub bliskimi. Nie od dziś wiadomo, że znalezienie się w złym miejscu i złym czasie, a w tym przypadku w wyizolowanej mniejszości społecznej, niesie za sobą różne konsekwencje. Postacie Orange’a na wielu płaszczyznach zdają się być jednak ubezwłasnowolnione, co umniejsza ich wiarygodności. Ich losy nadal poruszają, ale pod tym względem mogło być jeszcze lepiej.

Trudno ocenić mi Nigdzie indziej inaczej niż jako solidną nowelę o tematyce rzadko spotykanej na polskim rynku. Skrajności prezentowane przez Orange’a zachęcają do zgłębienia historii czerwonoskórych, jednak to nie jedyna zaleta powieści. Najważniejsi są tutaj bohaterowie – niepewni każdego kolejnego dnia, czasem ślepo wierzący we własne dziedzictwo i przeznaczenie, a innym razem starający się normalnie żyć. Niestety przez warsztat Orange’a i liczne postacie to powieść ciężka w odbiorze i do pewnego stopnia rozczarowująca zakończeniem.

Ocena: 6,5/10


Autor: 
Tommy Orange
Tłumaczenie: Tomasz Tesznar

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 392
Premiera: 4 czerwca 2019

 

 

 

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.