Nomen Omen

Przygoda z twórczością Marty Kisiel jest dla mnie bardzo świeża. Pierwsza jej książka wpadła mi w ręce stosunkowo niedawno i było to Pierwsze Słowo, zbiór opowiadań, który osobiście mnie urzekł. Teraz podobne wrażenia mam po kolejnej powieści pt. Nomen Omen.

Główną bohaterką jest dwudziestopięcioletnia Salomea Przygoda, której towarzyszymy już od pierwszych stron, i to jej po kilkunastu następnych zaczynamy współczuć. Nasza protagonistka jest mocno niezdarna; nienawidzi swojego brata Niedasia, rodziców Pawła i Kaliny Przygody, oraz dotychczasowego życia. Jedyną zaufaną osobą jest babcia. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w rodzinnej miejscowości wszelka nadzieja na poprawę losu już zgasła, postanawia spakować plecak i wyjechać do Wrocławia, aby spróbować szczęścia w wielkim mieście.

Gdzie czworo, tam trzy korzystają…

Prawdziwe przygody Salki zaczynają się dopiero we wspomnianym Wrocławiu, kiedy to trafia na ulicę Lipową 5. Od przekroczenia progu wie, że stare mieszkanie zamieszkane przez wiekowe panie (około osiemdziesięciu lat) – siostry Bolesne, skrywa nie jeden, a nawet kilka tajemnic. Dziwne głosy w słuchawce, gadająca papuga i jednojajowe bliźniaczki (mowa o siostrach Bolesnych) to dopiero początek kłopotów. I każdy dzień utwierdza ją w tym przekonaniu.

Mimo wszystko łatwo dostrzec, że fabularnie nie zawsze jest równo. Spokojny początek stanowi wstęp do sytuacji i zrozumienia pechowego życia Salki. Jej ciągłe wypadki i wstręt do brata oraz rodziców stają się główną osią na jaką czytelnik zwraca uwagę. Przynajmniej dopóki na horyzoncie nie pojawią się pierwsze problemy natury pozagrobowej. Dopiero wtedy otrzymujemy bardzo fajny wątek nadnaturalny, ale odpowiednio stopniowany, tak aby nie zdominował całej książki. I za to trzeba autorkę pochwalić. Mimo wszystko ciągle w większości powieść dotyczy zwyczajnych, rzeczywistych spraw jedynie z nieco szalonym tempem.

W historii Nomen Omen najbardziej uderza niezwykle lekki styl pisarski. Wydarzeniom, pomimo że czasami się dłużą, towarzyszy cała masa sytuacyjnego humoru przejawiająca się zarówno w dialogach bohaterów, jak i opisach scen oraz sytuacji. Niewiele jest książek, które podsuwają czytelnikowi coraz to nowe dowcipne wstawki. Najbardziej uwidocznione zostało to w drugiej połowie książki, kiedy to zbieg okoliczności połączył Salkę z Niedasiem, Niedasia z Basią, a Salkę z Bartkiem. W dodatku czwórka młodych bohaterów, wspomagana siłą witalną, charyzmą ducha i niezwykłą bystrością sióstr Bolesnych, aż prosiła się o jeszcze więcej gagów.

Nomen Omen jest powieścią godną uwagi i bezsprzecznie powinna znaleźć się w biblioteczce każdego miłośnika lekkiej fantastyki. Salka jak i inni bohaterowie są bardzo wyraziści i świetnie wzajemnie się dopełniają. To historia napisana z “jajem”, która spokojnie odciągnie od codzienności. Ja z kolei po lekturze Nomen Omen, jestem przekonana, że moja podróż z Martą Kisiel dopiero się zaczyna!

 

Ocena: 8,0/10

Autor: Marta Kisiel
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 336
Premiera:13 lutego 2019

 

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.