Odyssey One. Tom 2: W samo sedno

Rozgrywka w ciemno — pierwszy tom cyklu Odyssey One, był świetną i zajmująca lekturą. Przygoda kapitana Erica Westona, który wrócił z pierwszego, międzygwiezdnego kosmicznego rejsu okrętem Odysei, okazała się pouczającą dla Ziemian lekcją. W drugim tomie W samo sedno mieszkańcy błękitnej planety będą musieli z tej lekcji wynieść jak najwięcej.

Raptem sto lat świetlnych od rodzimej planety znajduje się obca cywilizacja, równie ludzka — Priminae. Niestety prowadzącą krwawą wojnę z najeźdźcami Drasinami, których celem jest eksterminacja wszelkiego życia na ich planetach. Co gorsza Ziemianie chcąc pomóc, włączyli się do nieswojej wojny, a skutki mogą być tragiczne.

Ponownie Evan Currie rozpoczyna historię w Mlecznej Galaktyce, gdzie kilka tygodni po powrocie Odysei ziemscy przedstawiciele podejmują kroki, aby wspomóc obcą cywilizację i rozważyć korzyści płynące ze wzajemnych kontaktów. Już tutaj widać jak pisarz świetnie radzi sobie z „czynnikiem ludzkim”. Przedstawia wszystko w sposób sprawiający, że czytając o napiętych stosunkach politycznych i konfliktach, zdajemy sobie sprawę, że nieodłączanym elementem egzystencji Ziemian jest wzajemne utrudnianie sobie życia. Rywalizacja Bloku z Konfederacją Północnoamerykańską, w równym stopniu osłabia obronę planety, jak i napędza wyścig zbrojeń. Jednak W samo sedno, to nie tylko arena polityczna Ziemi, to także kolejna potężna potyczka i jeszcze głębsze wejście w zbrojny konflikt z Drasinami. Eric Weston w pewnej chwili podejmuje wręcz lekkomyślne działanie, które świetnie wieńczy ten tom i pozostawia podwaliny pod kolejne części.

Następny aspekt dobrze wpływający na historię to podejście pisarza do dramatycznych wydarzeń, przede wszystkim ich nie unika i nie stara się pokazywać wszystkiego w kolorowych barwach — w jego powieściach wojna jest brutalna i zbiera krwawe żniwo. Ogromną rolę odegrał wątek związany z Priminae, ponieważ pozwolił poznać wiele aspektów ich życia, w tym tajemniczy „Centralny komputer”. Także obca cywilizacja w drugim tomie stanowi już znacznie potężniejszego przeciwnika niż poprzednio. Oczywiście nie obyło się bez zbędnych przerywników, a nawet lekko infantylnych scen – momentami brniemy przez naprawdę przydługie opisy. Z drugiej strony jeśli chodzi o walki, to tutaj pisarz radzi sobie dobrze, solidnie łączy wydarzenia z opisami działań wszelkiego rodzaju sprzętu. Czytając ani na chwilę nie pozostaniemy niedoinformowani; a i to nie koniec niespodzianek, bowiem znalazło się i coś z fizyki.

Podobnie jak w poprzedniej części fabuła w większości trzyma poziom, owszem zdarzają się sceny nieco zwalniające tempo powieści, ale nie jest to ilość, której nie można by „przeskoczyć”, nie obawiając się utraty głównego wątku. Dochodzi tutaj lekkość z jaką autor porusza się w sferze „fachowego słownictwa” — warto zaznaczyć, że przekład drugiego tomu należy już do Kingi Składanowskiej. Książka nie nudzi, a dodatkowe techniczne informacje o wyposażeniu Odysei tylko dodają całości klimatu space-opery

 

Ocena: 7/10

Autor: Evan Currie
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
Wydawnictwo: Drageus Publishing House

Stron: 624
Premiera: 2014

 

 

 

Scythe
Dziękujemy wydawnictwu Drageus Publishing House za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.