Orange #2

Pierwszy tom Orange najbardziej zaskakiwał i zarazem przyciągał ciekawym rozwiązaniem, jakim niewątpliwie było dodanie do szkolnego romansidła listów głównej bohaterki pisanych z przestrogą do jej młodszej wersji. Drugi tom już w ten sposób nie zaskakuje, ale formuła wciąż daje radę.

Kolejny tom przynosi spore zmiany, ale w dużej mierze są to zmiany pozytywne. Przede wszystkim w przeciwieństwie do pierwszego tomiku nie mamy już do czynienia z teatrem dwójki aktorów. Owszem, Naho i Kakeru są bardzo silnie wyeksponowani na pierwszym planie, ale to w pełni zrozumiałe, w końcu to ich tyczy się przewodni wątek historii. Tym razem jednak do miłosnego duetu dołączyli też inni bohaterowie, którzy teraz pojawiają się na tyle często, że przestali stanowić jedynie nieistotne tło. Zapamiętanie ich imion czy cech charakteru nie stanowi już takiego problemu, jak to miało miejsce wcześniej. Ich zwiększone role przejawiają się w ciekawy sposób, ponieważ większość z nich, nie licząc dziewczyn podkochujących się w Kakeru, mniej lub bardziej potajemnie kibicują relacji Naho i Kakeru. A nawet na kibicowaniu nie poprzestają, starając się stwarzać właściwe warunki dla zakochanej pary np. poprzez odmówienie wspólnego wyjścia większą gromadką czy zrezygnowania z niego w ostatniej chwili. Wspierający główny duet przyjaciele to obraz niezwykle budujący i uprzyjemniający odbiór całej lektury.

ORANGE 2 -231

W drugim tomiku powracają też wstawki z przyszłości, które póki co bardziej skupiają się na zadawaniu pytań niż rozjaśnianiu zawiłości losów postaci. Na ich podstawie dobrze też widać pewne wydoroślenie bohaterów, którzy postarzeli się nie tylko w metryce, ale i nabrali ogłady. To oczywiście mała próbka i może jest to lekka nadinterpretacja z racji, że sceny z przyszłości toczą się głównie wokół bardzo poważnej kwestii. Mimo to, takie zróżnicowanie nastrojów robi wrażenie, zwłaszcza gdy po jednej stronie mamy wstydliwą Naho, a na drugiej jest już ona wyraźnie dojrzalsza, nie boi się zabrać głosu czy dążyć do uzyskania odpowiedzi na frapujące ją pytania. Ich ilość i złożoność tylko potęguje fakt, iż różnice pomiędzy wiadomościami z listów Naho a rzeczywistością stają się coraz częstsze i bardziej wyraźne, chociaż w dalszym ciągu może (ale nie zawsze to robi), skorzystać z porad zapisanych przez swoją starszą wersję.

O oprawie znów można wypowiedzieć się w umiarkowanym tomie. Takano Ichigo popisała się paroma niezłymi rysunkami, które wzmocniły wydźwięk scen, jak choćby obserwowanie fajerwerków przez znajdujących się na basenie bohaterów, lecz tych kadrów jest dosłownie parę, a reszta nie robi już takiego wrażenia. Trudno wytknąć rysunkom coś poza zbagatelizowaniem scenerii i drugiego planu, ale to właśnie ich tu najmocniej brakuje.

ORANGE 2 -205.jpg

Pomijając przeciętną oprawę graficzną powyżej padło sporo pochwał, ale niestety drugi tom nie jest wolny od wad. Przykładową są momentami aż do przesady wyeksponowane poświęcenia dla miłości i to nie tylko przez jedną postać. Ponadto w trakcie lektury można było odnieść wrażenie, że dzieje się jakby mniej niż w pierwszym tomie, a już na pewno mniej jest zwrotów akcji każących kontynuować czytanie. Jednego na pewno nie można odmówić drugiej części – w dalszym ciągu jest emocjonalnie i chce się kibicować bohaterom w drodze do szczęśliwego finału. Opowieść rozwija się mimo wolniejszego tempa, a walka z przeznaczeniem nie traci nic z mocy przyciągania. Polecam.

Ocena: 7/10 

Scenariusz: Takano Ichigo
Rysunki:
Takano Ichigo
Wydawnictwo: Waneko

Stron: 205

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwo Waneko za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego i plansz mangi.

12219561_1046008915419713_2312814264477012639_n

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*