Orange #5

Sporo już było o Orange w artykułach o czterech poprzednich tomach cyklu. Ten tekst nie będzie więc tylko zwykłą recenzją ostatniego, piątego albumu, ale znajdzie się w nim także małe podsumowanie całego pięcioksięgu Takano Ichigo.

Po wydarzeniach z czwartego tomiku zostało już doprawdy niewiele czasu do feralnej daty, kiedy to Kakeru Naruse przytłoczony żalem spowodowanym stratą matki oraz poczuciem winy postanowił odebrać swoje życie. Jednak dzięki listom z przyszłości, które napisali jego przyjaciele do swoich o dziesięć lat młodszych odpowiedników, pewne rzeczy potoczyły się całkiem inaczej. Czy jednak te wszystkie drobiazgi i donioślejsze wydarzenia wystarczą, by za dekadę mogli się spotkać w pełnym gronie?

orange 5 -45.jpg

Orange od samego początku było serią bardzo emocjonalną i dobrze, że taką też pozostało do samego końca. O ile dwa pierwsze tomy były utrzymane w bardzo (miejscami aż za bardzo) poważnym tonie, tak w trzecim i czwartym mogliśmy zasmakować nieco żartów, wynikających w głównej mierze ze zwiększonej roli pozostałych członków szkolnej paczki. Naho już nie walczyła sama, mogła liczyć na coraz większe wsparcie przyjaciół, a jak wiadomo grupka znajomych w połączeniu z takimi wydarzeniami jak urodziny kolegi, zakusy szkolnej piękności na chłopaka będącego sympatią koleżanki, czy wreszcie szkolne zawody sportowe to świetne preteksty do wprowadzenia odrobiny komizmu do mocno pompatycznej opowieści o ratowaniu Kakeru.

Wszystko to jest odpowiednio romantyczne i poruszające, jednak mam pewne zastrzeżenia do fabuły ostatniego tomiku. Wcześniej przyjaciele Kakeru stawali na rzęsach, by ciągle się uśmiechał, nie przebywał sam ze swymi ponurymi myślami, wychodził z nimi, angażował się w zespół piłkarski i najzwyczajniej w świecie był szczęśliwy. I wszystko to w jakiś sposób pozwalało wierzyć, że Naho i spółka naprawdę mają szansę zapobiec katastrofie, że tym razem pomogą bliskiej im osobie. Jednakże Takano Ichigo w ostatnim albumie prezentuje nam wydarzenia podobne do tych opisanych w listach, mimo że wiele wcześniejszych sytuacji nie miało miejsca lub zostały mocno zmienione. Można sobie zadać pytanie, czy autorka nie zapłynęła za daleko w poszukiwaniu dramaturgii, bo można to odebrać jako deprecjonowanie poprzednich starań przyjaciół.

W drugiej połowie przestaje to jednak przeszkadzać i mamy do czynienia ze sporą dynamiką opowieści, której zakończenie nie jest wcale tak oczywiste jak to się mogło wydawać. Ścisły finał nie zawodzi i warto się z nim zapoznać.

orange 5 -213.jpg

A co z finałem Zakochanego astronauty? Można odnieść wrażenie, że im bliżej zakończenia tym ta krótka historyjka stawała się coraz mniej poważna, ale w ostatnim jej odcinku nie zabrakło zarówno absurdalnego humoru, jak i nutki powagi.

Ostatecznie Orange to seria poruszająca i to nie tylko co wrażliwszych czytelników. Narzekania na patos mają uzasadnienie właściwie w każdym tomie, ale to i tak nie zmienia faktu, iż w swojej kategorii Orange jest jedną z lepszych pozycji wydawanych ostatnimi czasy. Także piątym tom, jak i cała dotychczasowa seria zasługują na cyferkę widoczną w stopce. A teraz pozostaje czekać na szósty tom.

Ocena: 7/10 

Scenariusz: Takano Ichigo
Rysunki:
 Takano Ichigo
Wydawca: 
Waneko

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwo Waneko za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego i plansz mangi.

12219561_1046008915419713_2312814264477012639_n

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*