(Pierwsze wrażenia) Harry Potter: Hogwarts Battle – Defence Against the Dark Arts

Pomimo ogromnej popularności Harry’ego Pottera gier planszowych i karcianych wciąż jest jak na lekarstwo i jeszcze mniej z nich doczekało się polskiej wersji językowej. Ostatnio jednak ten stan rzeczy ulega zmianie, a to za sprawą wydawnictwa Rebel.

Najpierw oficyna postanowiła zagrać bezpieczną kartą i wypuścić wszystkim doskonale znane Dobble z sympatycznymi ilustracjami ze świata J.K. Rowling. Początkiem stycznia do graczy trafiła jednak też bardziej złożona produkcja (chociaż wciąż mieszcząca się raczej w klasie produkcji lekkich i łatwych do nauczenia), czyli kooperacyjny Harry Potter: Hogwarts Battle. Potencjalny sukces polskiej edycji owej gry ma szansę wpłynąć na decyzję o lokalizacji także samodzielnego spin-offa tego tytułu, czyli dwuosobowego Harry Potter: Hogwarts Battle – Defence Against the Dark Arts. Z racji, że mieliśmy okazję pograć w angielską wersję, poniżej przedstawiamy krótkie wrażenia i porównanie z innymi grami z budową talii, na czele z niezwykle popularnymi w Polsce Hero i Star Realms.

Celem zabawy jest trzykrotne ogłuszenie przeciwnika, co czynimy przez wypchnięcie znacznika jego domu (Gryffindor, Ravenclaw, Slytherin, Hufflepuff) ze środka planszetki na jej brzeg. Sama rozgrywka jest bardzo prosta. W naszej turze zagrywamy karty z ręki, wykorzystując ich efekty specjalne oraz przesuwając znaczniki domów (zarówno swojego, jak i przeciwnika) w pożądanym kierunku (bliżej środka planszetki lub krawędzi). Za monety wskazane na kartach kupujemy nowe kartoniki z ogólnodostępnego, liczącego pięć kart rynku. Nowe karty, podobnie jak te zagrane i wykorzystane, trafiają na prywatny stos kart odrzuconych. Po zakończeniu swojej tury dociągamy pięć kart na rękę. Jeśli talia okazuje się ku temu niewystarczająca, to tasujemy stos kart odrzuconych i z niego tworzymy prywatną talię. Potem następuje kolej drugiego gracza i tak aż do osiągnięcia celu rozgrywki.

Pod względem dostarczonych rozwiązań mechanicznych mamy do czynienia z klasyką. Zagrywamy karty, aby przepchnąć przeciwnika, kupić silniejsze karty, umieścić na stole postać dającą stałą lub okazjonalną premię i tak dalej. Właściwie fani Star i Hero Realms poczują się jak w – magicznym, ale jednak – domu. Cel zabawy jest wprawdzie inny, bo nie chodzi o pozbycie rywala punktów życia, lecz podobieństwa są aż nazbyt wyraźne. Mechanika jest bardzo podobna, ale Harry Potter: Hogwarts Battle – Defence Against the Dark Arts ma jeszcze jedną rzecz, jakiej nie uświadczymy w przywołanych wcześniej tytułach. Mowa tu o swego rodzaju klątwach, przez które zapychamy sobie talię i rękę, ograniczając w ten sposób nasze własne możliwości. Prócz zajmowania miejsca w decku i na ręku, karty te mogą wprowadzać dodatkowe obostrzenia, jak np. zwiększenie kosztów zakupu kart z rynku albo niemożność przesunięcia własnego znacznika o więcej niż jedno pole. Fajny patent, podbijający negatywną interakcję.

Harry Potter: Hogwarts Battle – Defence Against the Dark Arts to gra przyjemna, chociaż w żadnym razie nie jest to produkcja rewolucyjna. W mojej opinii przegrywa z przywołanymi wcześniej Star i Hero Realms z dwóch powodów. Pierwszym z nich są znacznie mniejsze możliwości kombowania kart. Mniej jest możliwości łączenia kart za pośrednictwem domów (czyli tak, jak frakcji w SR i HR), w dodatku przesunięcie kogoś o więcej niż 2 pola w jednej turze to już całkiem potężny atak, podczas gdy w Hero Realms łatwo było poczuć moc dzięki ciosom zadającym ponad 20 czy 30 obrażeń. Nie ma zatem aż takiego wrażenia potęgi. Drugą rzeczą jest dłuższy czas rozgrywki – kart pozwalających na popchnięcie znacznika przeciwnika nie ma znowu tak wiele, więc w początkowych fazach zabawy cieszy zdobycie jakiejkolwiek z nich. Potem pozostaje czekać, aż w końcu trafi na rękę i pozwoli uderzyć drugiego gracza. Dlatego początki zabawy są nudne – dopiero po paru kolejkach, kiedy w ręce wpadną ciekawsze karty, rywalizacja rozpoczyna się na dobre. W SR i HR już od początku można podszczypywać rywala, a w Defence Against the Dark Arts i na to trzeba chwilę poczekać.

Harry Potter: Hogwarts Battle – Defence Against the Dark Arts nie jest grą złą, ale nie wytrzymuje konkurencji bardziej dynamicznych i efektownych gier z budowaniem talii (decbuilderów). Dłużący się czas rozgrywki oraz zdawkowe oddziaływanie na rywala w początkowym stadium partii działają na niekorzyść produkcji, chociaż jednocześnie warto podkreślić udany pomysł z kartami klątw i co za tym idzie, zdolnościami pozwalającymi je zniwelować lub przerzucać na przeciwnika. To solidny tytuł, bardzo prosty w zasadach i mający szansę na wciągnięcie nowych osób do planszówkowego hobby, ale nic ponad to. Fani decbuilderów raczej się zawiodą powieleniem schematów.

 

Autorzy: Kami Mandell, Andrew Wolf
Liczba graczy: 2
Wiek: od 11 lat
Czas rozgrywki: 30-60 min.
Wydawca oryginału: 
USAopoly
Wydawca Polski:
Brak.

 

 

 

 

Say My Name

W artykule wykorzystano grafiki pochodzące ze sklepu Mepel.pl.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Kontynuując korzystanie z witryny, zgadzasz się na używanie plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close