Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Ach ten Jack Sparrow. Przez całe życie uzbierało mu się sporo wrogów, wśród których byli przecież nie tylko „zwykli” piraci jak Barbossa czy Czarnobrody, ale i o wiele groźniejsze indywidua pokroju Davy’ego Jonesa. W piątej części po raz kolejny musi zmierzyć się z kapitanem Salazarem i jego mroczną załogą. Cóż sympatyczny pirat zawinił hiszpańskiemu kapitanowi?

Odpowiedzi na postawione pytanie pozwolę sobie nie przytoczyć, ponieważ o zaszłościach dzielących obu panów widzowie dowiadują się dopiero w połowie filmu (no chyba że widzieli wszystkie zwiastuny). Grunt, że Jack Sparrow przeżywa słaby okres w karierze pirata. Ba, tak słaby, że wymienia własny kompas za butelczynę rumu, a załoga się od niego odwraca. Pragnący go odnaleźć Salazar wydostaje się z uwięzi w Diabelskim Trójkącie. Tymczasem młody Henry prowadzi poszukiwania Trójzębu Posejdona, by zdjąć klątwę z niejakiego Williama Turnera…

herschel_03134712_2k_p3_7c49a483.jpeg

Od samego początku odczuwalny jest ten radośnie absurdalny klimat Piratów z Karaibów. Okradanie banku w trakcie jego otwarcia nie mogło się przecież obyć bez sekwencji dynamicznych i nierealnych scen, które jednak w dalszym ciągu ogląda się przyjemnie, mimo ich rosnącej z każdą częścią wtórności. Niestety, trudno pochwalić narrację w Zemście Salazara – początek jest odrobinę ociężały i nieprzesadnie wciągający, za to później ma się wrażenie, że scenarzyście Jeffowi Nathansonowi (Terminal, Faceci w czerni 3) zabrakło pomysłów na sensowne rozbudowanie fabuły i w pewnym momencie akcja rozpaczliwie gna ku finałowi bez wielkiego pomysłu jak zbudować nastrój przed ostatecznym pojedynkiem. Ot Salazar wypłynął w morze i zabija piratów, bohaterowie zawierają i łamią kolejne umowy, gdzieś w tle przewija się brytyjska marynarka i tak właściwie do końca. Zabrakło też naprawdę logicznego wyjaśnienia, jaki związek miało wyzbycie się kompasu przez Jacka z uwolnieniem Salazara, ponieważ to zaserwowane jest bardzo naciągane. I to nie jedyny moment, kiedy twórcy poszli na łatwiznę. Kompas pozostawiony w tawernie trafia nagle do rąk ważnej dla fabuły postaci, ale zabrakło sceny, która wyjaśniała by to lepiej niż wypowiedziana kwestia „mam swoje sposoby”.

Dobrze pokazano relację łącząca Henry’ego (Brenton Thwaites) i Carinę (Kaya Scodelario), którzy to pragną odnaleźć mistyczny Trójząb Posejdona, ale poza kilkoma dowcipnymi dialogami nie wypadają zbyt dobrze, bo… zabrakło dla nich miejsca. Po dobrym, awanturniczym wstępie Henry odsuwa się praktycznie na trzeci plan, z kolei Carina ma wprawdzie więcej miejsca, ale reżyserzy Joachim Ronning i Espen Sandberg zadbali o to, byśmy stale mieli na uwadze jej biust, wyeksponowany na granicy dobrego smaku, co trochę psuje odbiór charakternej pani astronom. W Piratach z Karaibów stale jest mnóstwo miejsca na nowe intrygujące postaci i szkoda, że Henry i Carina nie utrzymują wysokiego poziomu przez całą projekcję. Nie inaczej jest z tytułowym Salazarem, w którego wcielił się Javier Bardem (Jedz, módl się, kochaj oraz To nie jest kraj dla starych ludzi). Przez sporą część filmu hiszpański aktor wraz z pomocą grafików tworzy bardzo udaną kreację posiadającą swoje manieryzmy. Korsarz nienawidzi piratów i w swej nienawiści zachowuje się brutalnie i okrutnie, lecz w końcówce traci na charyzmie.

herschel_06051621_2k_p3_r_f86dd24d.jpeg

Powracają też dobrzy znajomi w postaci Hektora Barbossy, ponownie fantastyczny Geoffrey Rush, czy Gibbsa – bardzo dobry Kevin McNally. Co zaś się tyczy Jacka Sparrowa, to jest to już niestety kreacja przeszarżowana. W dalszym ciągu trudno go nie lubić, wciąż bawi, ale przebłyski geniuszu zdarzają mu się bardzo rzadko, za to o wiele częściej po prostu bełkocze, przewraca się, upada i nie potrafi zapanować nad oszalałą gestykulacją. Oczywiście mimo wad seria bez postaci Johnny’ego Deppa ogromnie by straciła, lecz szkoda, że zatracił swój błysk geniuszu, który czynił go bohaterem nad wyraz specyficznym, łączącym humorystyczne zachowania i kwestie z dużym sprytem, inteligencją i sprawnością w walce.

A humoru akurat w Zemście Salazara nie brakuje, w dodatku często zalatującego aluzjami seksualnymi. Nie są to jednak aluzje nie pozwalające zabrać dziecka na seans. Innych żartów i gagów nie brakuje, tyle że w poprzednich częściach były one wmieszane w fabułę, tymczasem teraz pojawiają się właściwie dla ich samych (jak choćby występ Paula McCartneya). Niemniej, można się pośmiać całą rodziną.

06_et1440_v37_final_4f15dee3.jpeg

Po sześcioletniej przerwie Sparrow wrócił i gołym okiem widać, że przydałaby mu się renowacja. Nadal jest zabawnie, dużo się dzieje, a protagoniści mierzą się z truposzami, tyle że nie czuć już tego samego zewu przygody co przy pierwszych częściach, morze wydaje się nudnawe i widowiskowość oraz nowe postacie nie nadrabiają przywar filmu. Mimo tych wszystkich zastrzeżeń i obszernych narzekań, ogląda się przyjemnie, lecz życzę sobie i wam, by Piraci jeszcze powrócili i to w wyższej formie.

Ocena: 6,5 /10

Reżyseria: Joachim Ronning, Espen Sandberg
Scenariusz: Jeff Nathanson
Obsada: Johnny Depp, Geoffrey Rush, Javier Bardem, Brenton Thwaites, Kaya Scodelario, Orlando Bloom, Paul McCartney, Kevin McNally
Czas projekcji: 2 godz. 9 min.
Premiera PL: 26.05.2017

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.