(Publicystyka) Monstrum albo serialu Wiedźmin opisanie

Superman wiedźminem? Mało wyrazista Yennefer? Gdzie się podziała słowiańskość? Przed premierą Wiedźmina od Netflixa dyskusjom nie było końca. Kiedy opadły już pierwsze emocje, nadeszła pora na chłodne spojrzenie na to, co serial faktycznie ma za uszami, a z czego wychodzi obronną ręką.

Kasting

A raczej przeważająca część castingu. Henry Cavill jest świetny. Jest Geraltem. W ostateczności można mu zarzucić zbyt dużą teatralność, ale tchnął życie w Białego Wilka i czuje się to w każdej scenie. Osobiście nie spodobało mi się tylko parę kadrów, kiedy przesadnie szczerzy kły. Poza tym Cavill jest znakomity. Ma odpowiednią posturę, zachowuje się z opanowaniem i pewnością siebie (ale nie arogancją), a na twarzy Geralta odmalowuje się cała gama emocji, choć są one równocześnie stłumione przez wiedźmińską naturę.

Kolejnym dobrym posunięciem okazało się obsadzenie Anyi Chalotry jako Yennefer z Vengerbergu. Zaledwie 23-letnia i niezbyt jeszcze doświadczona aktorka bardzo dobrze wywiązała się z roli sponiewieranej przez życie wieśniaczki oraz dumnej czarodziejki śmiało sięgającej po to, czego pragnie. Jednocześnie Chalotra gra na emocjach, czasami porzucając maskę chłodu i wyrachowania na rzecz wyższych uczuć.

Joey Batey w roli Jaskra również daje radę i to nawet w scenach, kiedy nie śpiewa o potrząsaniu sakiewką. Jest to bard inny i jednocześnie zbliżony do wizerunku wykreowanego przez Zbigniewa Zamachowskiego w polskim serialu o wiedźminie. Jest mniej rubaszny, bardziej “przylizany”, jednak wciąż dowcipny, beztroski, rozpustny i budzący sympatię.

Adam Levy jako Myszowór to następny przykład dobrze obsadzonego aktora. Spełnia się w roli oddanego sługi świadomego swojej mocy, zagrożeń i obowiązków, jakich musi dopilnować, a kiedy fabuła tego wymaga zmienia sposób zachowania. Zamykając listę pozytywów, dwa słowa o dworze Cintry. Jodhi May jako Calanthe odmalowuje tak zadziorność królowej i niechęć do dworskich konwenansów, jak i opiekuńczość wobec Ciri. Mniej czasu otrzymał Björn Hlynur Haraldsson jako Eist Tuirseach, jednak i wyciągnął z tych krótkich scen tyle, ile się dało.

Póki co mam mieszane uczucia co do Ciri (Freya Allan gra trochę nierówno, ale sądzę, że będzie lepiej), Cahira (jak wyżej, choć tu margines błędu zdaje się większy) oraz czarodziejów i czarodziejek. MyAnna Buring w roli Tissai de Vries za bardzo skupiła się na pokazaniu dumy i wyniosłości postaci, niwelując przez to szanse na nadanie jej głębi. Bardzo słabo przedstawia się także Anna Shaffer w roli Triss Merigold – ta z kolei nie budzi skojarzeń z dumną magiczką i nie pasuje do reszty towarzystwa z Aretuzy. Przypomina za to roztrzęsioną nastolatkę z przejaskrawioną mimiką, lecz na pewno nie wesołego podlotka, jakim to mianem została określona w książkach.

Struktura sezonu

Zacząłem od pozytywnej strony serialu, to teraz pora na tę negatywną i od razu wytaczam najcięższe działo. Naprawdę nie trzeba było Nostradamusa, żeby przewidzieć, że spora część oglądających, a już zwłaszcza tych niezaznajomionych z powieściami Sapkowskiego, będzie miała trudności w połapaniu się w gąszczu przeplatających się linii czasowych, wątków i bohaterów. Przykładowo na początku sezonu widzimy upadek Cintry, ale przecież parę odcinków potem trzeba pokazać, jak Biały Wilk trafił na zaślubinowe przyjęcie Pavetty, księżniczki owego królestwa. W jednym odcinku widzimy na przykład młodą Yennefer, dopiero po raz pierwszy udającą się do Aretuzy, aby za chwilę przeskoczyć do innej postaci kilka lat później, co oczywiście nie jest w żaden sposób sygnalizowane. Przydałby się choćby skromny napis świadczący o roku, w jakim rozgrywa się bieżąca scena, ale zapewne obliczono to na zaskoczenie widza połączeniem różnych wątków w końcówce sezonu. Zarówno sagę, jak i opowiadania czytałem ponad 5-6 lat temu i podczas pierwszych odcinków również się gubiłem, więc co mają powiedzieć osoby, dla których to pierwsze spotkanie z uniwersum? Netflix zdążył już opublikować grafikę przedstawiającą podział linii czasowych na przestrzeni całego sezonu i sam fakt, że taka rozpiska była potrzebna, świadczy o błędnych decyzjach twórców.

Muzyka

Rzuć, no rzuć tego grosza! O ile ten utwór wpada w ucho i szybko zyskał olbrzymią popularność (a YouTube bombarduje mnie metalowymi i czeskimi coverami), o tyle reszta ścieżki dźwiękowej uznaję za co najwyżej solidną. Szkoda, że Netflix nie zdecydował się dodać więcej rodzimego folkloru chociażby za sprawą zaangażowania zespołu Percival. Tak czy owak już sam utwór nakręca machinę promocyjną serialu i był to strzał w dziesiątkę.

Budżet się spina?

Nie ma co ukrywać, budżet nie był gigantyczny, co też musiało się odbić na różnorakich składowych serialu. Porównywanie Wiedźmina z Grą o tron jest moim zdaniem nie na miejscu, ponieważ najnowsze sezony hitowej adaptacji sagi George’a R.R. Martina przysłaniają fakt, że w pierwszych odcinkach twórcy musieli dużo bardziej liczyć się z pieniędzmi. Widać to chociażby po mało doniosłym turnieju rycerskim w Winterfell czy skromniejszej ilości detali w komnatach oraz scenografii, kiedy akcja przenosiła się za morze.

W Wiedźminie ograniczenia finansowe też widać gołym okiem, chociaż w bitwie o Sodden starano się je sprytnie zatuszować. Podzielenie akcji na kilka miejsc, gdzie pojedynczy magowie ścierali się z grupkami Nilfgaardczyków miało odciągnąć uwagę widzów i zniwelować tęsknoty za ogromnymi bataliami. Yennefer dowodząca obroną ze szczytu wieży też pozwoliła na zawężenie akcji do paru kluczowych scen, zmniejszenie liczby wojaków i tym samym nakładów finansowych. Słabo wygląda też Brokilon. Raz, że nie ma go wiele, a dwa, że przypomina zagajnik, a nie otoczone licznymi legendami, święte dla driad miejsce.

Wystrój i walki

Średniowieczne widoki? Są. Oberże o swojskim wystroju? Są. Bogate sale królewskie? No tego akurat nie ma, ale to nie umniejsza produkcji. Twórcy wybrali ładne plenery i krótko pisząc poradzili sobie z przygotowaniem klimatycznych scenografii. Do tego jeszcze znakomicie zaaranżowano walki na miecze, na czele z kapitalnie zrealizowaną sceną rzezi w Blaviken. Słabostką są wspomniane przesadnie ascetyczne komnaty i sale możnowładców, oraz koszmarne stroje Nilfgaardczyków. W serialu prezentują się tylko niewiele lepiej niż na zdjęciach promocyjnych i wedle zapowiedzi w drugim sezonie mają zostać zmienione.

Kolejną kwestią jest wygląd ras – krasnoludy to w zasadzie karły i nijak nie potrafię ich połączyć ze słowem “krzepkie”, chociaż sam Yarpen zapada w pamięć. Poza tym twórcy nie popisali się wyobraźnią przy opracowywaniu fizyczności driad i elfów. Szczególnie elfy, jako rzekomo piękna rasa, zawodzą.

Humor

Kolejna dobra rzecz, choć nie udało się wycisnąć wszystkich soków z książek Sapkowskiego. Niemniej dowcipność przejawia się nie tylko za pośrednictwem beztroskiego Jaskra, ale także w kwestiach innych postaci, na czele z wiadomymi – dla tych co serial już widzieli albo nie stronią od memów – życzeniami Geralta w czwartym odcinku.

Fabuła

Tę niestety spłycono. Owszem, podwaliny pod adaptację sagi zostały położone i ten wątek ma się dobrze, ale część opowiadań potraktowano po macoszemu, jak chociażby to z diabłem i elfami, gdzie skupiono się przede wszystkim na tym, żeby Geralt wygłosił swoją kwestię, że nie jest człowiekiem i jednocześnie miał okazję zacieśnić więzi z Jaskrem. Cała humorystyczna otoczka, która w opowiadaniu była bardzo istotna, tu się kompletnie rozmyła.

Nie dano także sposobności na wybrzmienie wątkowi poświęconemu Renfri, co ma o tyle duże znaczenie, że pojawia się w wizji Geralta w odcinku ze strzygą. Kolejną rzeczą jest znajomość Triss i Yennefer. Było tu spore pole do popisu, a tak obie bohaterki któregoś razu wpadają na siebie w Aretuzie, oczywiście zaskoczone widokiem znajomej twarzy. Wróćmy jeszcze do Brokilonu. Co w nim takiego niezwykłego? Dlaczego nawet wojska Nilfgaardu wzdrygają się przed wejście do lasu? Tego z samego serialu możecie się tylko domyślać.

Ostatnią rzeczą wartą wspomnienia jest ciągłe przekonywanie widza, że Yennefer nie miała wpływu na swoją płodność, bo nie dano jej wyboru. Co jest nieprawdą, bo sama w pewnym momencie bardzo aktywnie chciała odmienić lichy los i nieatrakcyjne lico, i powiadomiono ją o konsekwencjach. Szkoda, że niespójności pojawiły się nawet w tak kluczowym wątku.

Wiele rzeczy w Wiedźminie nie zagrało tak, jak mogliby tego oczekiwać wierni fani książek czy gier, jednak podchodząc z pewną dozą dystansu i nie oczekując literalnego podejścia do oryginału, przy produkcji Netflixa można się dobrze bawić. To solidne widowisko, które dzięki odniesionemu sukcesowi ma szansę być jeszcze lepsze w drugim sezonie. I tego zarówno twórcom, jak i wam życzę. 

 

Reżyser: Marc Jobst, Alex Garcia Lopez, Charlotte Brändström, Alik Sakharov
Scenariusz: Lauren Schmidt, Declan De Barra, Beau DeMayo
Obsada: Henry Cavill, MyAnna Buring, Maciej Musiał, 
Czas projekcji: 8 odcinków po 1 godz.

 

 

 

 

Say My Name

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Kontynuując korzystanie z witryny, zgadzasz się na używanie plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close