(Recenzja) 30 dni nocy. Tom 1

Steve Niles i Ben Templesmith wracają w zbiorczym wydaniu 30 dni nocy, serii początkowo ukazującej się pod szyldem niedziałającej już dziś Mandragory, a która za sprawą Egmontu znów znalazła się na sklepowych półkach. Dzisiejszy czytelnik może jednak nie kojarzyć, że wspomniani panowie w czasach świetności TM-Semic, wspomnianej Mandragory oraz Axel Springer Polska, opublikowali kilka innych horrorów w równie upiornym klimacie. I wszystkie są jednakowo dobre.

Egmontowa cegła zawiera jedną historię do tej pory niepublikowaną w Polsce. W konsekwencji na ponad 360 stronach znajdziemy 30 dni nocy, Mroczne dni i Powrót do Barrow, a także galerię dodatkowych rysunków i okładek. Historia zaczyna się w Barrow, niedużym miasteczku na północnym krańcu Alaski, gdzie na 30 dni zachodzi słońce. To właśnie wówczas szeryf Eben i jego żona Stella zauważają nietypową sytuację – dziwnych ludzi maszerujących w kierunku miasteczka. Tak zaczyna się najkrwawsze 30 nocy dla mieszkańców, podczas których wampiry wychodzą na żer.

Chociaż od pierwszej publikacji historii Steve’a Nilesa i Bena Templesmitha minęło 17 lat, to jednak 30 dni nocy nie straciło za wiele ze swojej intensywności. Niles oraz Templesmith oddają wampirom należne miejsce wśród przerażających istot nocy – krwawych, brutalnych, dzikich, których nie można zestawić z romantycznym Zmierzchem czy Pamiętnikami wampirów.

Rysunki, pomimo że ciężkie w odbiorze, razem z fabułą fenomenalnie trzymają klimat i od samego początku budują napięcie. Jedynie Mroczne dni nieznacznie zwalniają akcję, co też nie wychodzi najgorzej dla komiksu, bowiem kiedy z areny schodzą wampiry rozwija się postać Stelli. Niles dba więc, aby czytelnik zbytnio się nie nudził, a równocześnie nie był przytłoczony ilością informacji, czego nie można powiedzieć o wrażeniach płynących ze scenerii. Przez oryginalną wizję graficzną nawet słabsze sceny budzą niepokój i nie pozwalają znaleźć punktu zaczepienia. Niczym przez mgłę oraz gęstą “wodę” śledzimy poczynania tak Stelli, jak i innych bohaterów.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie wątki zawarte w albumie są równie dobre. Historia ma swoje mankamenty i postacie pozbawione charakteru. Widać, że autorzy korzystali z dość oczywistych pomysłów, ale przerabiali je na modłę przerażająco krwawych wizji. Pomimo drobnych niedogodności Steve Niles świetnie poradził sobie z emocjonalną stroną opowieści. Wątek romantyczny, czy przyjaźni i poświęcenia, są tu integralną częścią wydarzeń. Nie zaburzają ich, nie zakłócają, a czytając ma się wrażenie, że scenarzysta świetnie balansuje pomiędzy grozą a miłosnymi uniesieniami. Dotyczy to oczywiście głównych bohaterów, a zwłaszcza Stelli, która szukając zemsty coraz bardziej brnie w kontakty z wampirami, co przynosi jej zarówno korzyści, jak i nowe problemy.

Najważniejszą składową komiksu pozostaje jednak strona rysunkowa, gdzie niezaprzeczalnie Ben Templesmith wykonał kawał pracy. Przez szerokie, niewyraźne plamy i bardzo umowne kontury stworzył klimat gęstej, mrocznej, a także demonicznej atmosfery. Momentami rysunki są ciężkie w odbiorze i budzą czysty niepokój. Znając inne dzieła rysownika, jak Detektywa Fell, czy Silent Hill zdecydowanie najlepiej wypada 30 dni nocy. Ale nie są mi też obce Wiedźmy, które również bazują na rozmytych, mało wyraźnych plamach i tworzą przy tym zdecydowanie lepszą atmosferę.

30 dni nocy to historia obowiązkowa, jeśli chodzi o kanon komiksowego horroru. Pomimo kilku słabszych momentów, trzyma w napięciu i prowadzi do równie ciekawego zakończenia.

30 dni nocy. Tom 1Ocena: 7,5/10

Seria: 30 dni nocy
Scenariusz: Steve Niles
Rysunki: Ben Templesmith
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Egmont / Klub Świata Komiksu

Stron: 368
Premiera: 20 listopada 2019

 

Scythe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.