(Recenzja) Astra kolaboratis

W większości powieści s-f można złapać się na tym, że przerzuca się kolejne strony bez odpowiedniej uwagi. Innym razem zwroty akcji uderzają ze zdwojoną siłą. Taka właśnie jest Astra kolaboratis, lektura niełatwa, ale oferująca świetne pomysły.

Głównego bohatera Kesjasza “Torcha” poznajemy w momencie wizyty u Pulsa na planecie Tendlonix, stolicy Sieci. Ów drugi z Panów zleca protagoniście specjalną misję. Razem z grupą wybranych specjalistów ma polecieć na nieznaną planetę i ją zbadać. Nie zwlekając, Kesjasz przystępuje do przygotowań.

Wbrew skrótowemu przedstawieniu fabuły, od pierwszych stron historia jest skomplikowana i trudno odnaleźć się w natłoku informacji, jakimi jesteśmy bombardowani. Początek to również pierwsze przemyślenia głównego bohatera, rozbudowane i negatywnie oceniające sytuację, w jakiej się znalazł, a także uderzające w politykę. Wprawy i uważny czytelnik szybo zrozumie, że historia skupia się wokół postaci Kesjasza. To on jest tu centrum, a dodatkowe persony stanowią jedynie pretekst dla poruszania kolejnych pokładów jego myśli. Idealnym przykładem jest tu bliski kolega Cezario, który zdaje się nieco bardziej ludzki niż główny bohater, ale za to nie mniej inteligentny i prowokuje kolejne dywagacje.

Z każdą kolejną stroną protagonista wpędza czytelnika w coraz obszerniejsze pokłady przemyśleń filozoficznych o naturze ludzi, ich ekspansji w kosmosie, dążeniu do celu, czy dostosowywaniu otoczenia do swoich potrzeb. Jedne wydają się mniej znaczące, a inne trafne i w kontekście naszych czasach. Bohater wszystko poddaje chłodnej analizie, przez co momentami wydaje się irytujący, często nie tylko zamyślony i analityczny, lecz niemal bezwzględny, choć jednocześnie nie można napisać, że jest mściwy czy brutalny. Dążąc do swojego celu, używa środków najbardziej “obiecujących”, nawet jeśli miałyby one stać w sprzeczności z wartościami moralnymi. A takich momentów trochę będzie.

Najbardziej jednak w całej powieści cieszy jego nieprzewidywalność. Kiedy wydaje nam się, że znamy już Kesjasza, a także sposób jego działania, ten zaskakuje w pozytywny lub negatywny sposób. Przy czym pisząc “negatywny”, wcale nie mam na myśli słabszego zwrotu akcji, ale odczucia, co do zachowania protagonisty względem innych bohaterów. W pewnych chwilach wracałam kilka akapitów, aby przekonać się, że niektóre sytuacje nie są jedynie snem Kesjasza. Jeszcze przed wyruszeniem na nieznaną planetę dostajemy przedsmak “inności” głównego bohatera.

Astrę kolaboratis nie jest powieścią na jeden czy dwa wieczory. Jednak jeśli dać jej szansę, to potrafi wynagrodzić trud czytelniczy, nawet jeśli gdzieś pomiędzy dobrymi i świetnymi pomysłami, jest wiele zwyczajnych rozwiązań.

 

Ocena: 7/10

Autor: Grzegorz Nieckarz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf
Stron: 368

Premiera: 20  grudnia 2018

 

 

Scythe

Materiał recenzencki udostępnił autor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.