(Recenzja) Bakuman #16-17

Polskie wydanie Bakumana dobiegło końca. W bieżącym roku wydawnictwo Waneko opublikowało ostatni, dwudziesty tom mangi duetu twórców mającego na koncie m.in. słynny Death Note. Tym bardziej byłem zdziwiony, sięgając po tomy #16-17, które ledwie rozpoczynają wątek prowadzący do finału.

Omawiane tomiki przedstawiają kolejną już (i niecodzienną) metodę pracy nad mangami. Niestety nie mogę zdradzić nic więcej, ale to wokół wypracowanego systemu kręci się fabuła #16 i #17 tomu. Poza tym omawiane tomy przynoszą kilka zupełnie nowych postaci. Krótko pisząc do “Jumpa” przysłano wiele interesujących prac, stworzonych przez starszych autorów. Czy oba pokolenia mangaków mogą koegzystować?

Scenarzysta wyraźnie powtarza sztuczki oraz sceny z poprzednich tomików, i to mój największy zarzut wobec warstwy fabularnej. Niby każdy element znajduje się na swoim miejscu, ale też wszystko to już było i nie absorbuje tak, jak za pierwszym razem. Nieco ożywienia zapewnia jeden ze starszych twórców oraz zmiany zachodzące w redakcji “Jumpa”. I to w zasadzie tyle.

Ostatecznie dobrze się czyta o kolejnych rywalach Saikou i Shuujina. Głównie dlatego, że ich profil znacząco różni się od członków Drużyny Fukudy, do której należą główni bohaterowie. Fabuła zatem klei się w najlepsze – mamy nowe postacie, mniej lub bardziej gościnne występy starych twarzy, prezentacje kolejnych “mang w mandze” i właściwie całość się zgrywa w przyjemną lekturę.

Co więc jest nie tak? Ano do głosu dochodzi plan wydawniczy i jego nieubłagany wykaz tomów. Do końca serii pozostało raptem trzy części, a dopiero końcówka siedemnastego albumu wprowadza kolejny ciekawy wątek zwiastujący ostateczny etap rywalizacji Eijego i Ashirogiego. Wprawdzie pojawia się bardzo istotny fragment o motywacji Saikou do tworzenia mangi, co stanowi pewien powrót do początków serii, lecz w skali całego Bakumana wciąż pozostaje kilka rozwidleń fabularnych do spięcia w klamrę.

Kolejne tomy Bakumana nie zawodzą, o ile spojrzymy na nie jako kolejną część historii dwóch młodych mangaków. W innym przypadku nieco rozczarowuje fakt, że tak niewiele pozostało już do końca serii, a jednocześnie tak wiele rzeczy wymaga ciekawego zakończenia. Z lekką dozą obawy, czekam.

Seria: Bakuman
Scenariusz: 
OHBA Tsugumi

Rysunki: OBATA Takeshi
Tłumaczenie: Karolina Dwornik
Wydawnictwo: Waneko

 

Say My Name

Dziękujemy wydawnictwo Waneko za udostępnienie egzemplarzy do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.