(Recenzja) Blackwood

Młodzieżowa groza ma się dobrze – mieliśmy Stranger ThingsTo, a teraz przyszła kolej na Blackwood będący równocześnie debiutem scenarzysty Evana Dorkina na naszym rynku.

Twórca ma na koncie kilkanaście komiksów, w tym kilka – m.in. Beasts of Burden, Dork – z nagrodą Eisnera. Jednak wybór Blackwood jako pierwszej pozycji dla polskiego czytelnika może okazać się mniej trafionym strzałem. Historia wpisuje się w szeroko rozumianą kategorię literatury młodzieżowej, która u nas za sprawą takich filmów jak pierwsza część To czy serialu Strenger Things zyskała niemałą popularność. W przeciwieństwie do wspomnianych, Blackwood nie utrzymuje równego poziomu przez całą fabułę.

Jak wiele podobnych opowieści z pogranicza grozy i okultyzmu zaczyna się mocnym prologiem, nieco strasznym, nieco nawiedzonym, ale bardzo mało wyjaśniającym. Dopiero kiedy akcja przenosi się na stację dworcową miasteczka Blackwood, pojawia się światełko w tunelu. To tu poznajemy nastolatki Reiko Oyuki i Wren, które przyjechały pobierać nauki w tutejszej szkole. Po pierwszych oględzinach, wstępnemu poznaniu przyszłych kolegów i koleżanek, do dwójki pań dołącza Denis Wolchiński oraz Stephen Heller, dwóch równie mało wyróżniających się dzieciaków. I tak oto w czeroosobowej grupie trafiają w sam środek dziwnego oraz równie niebezpiecznego konfliktu ze szkolnym dziekanem.

Już po pierwszym rozdziale wiele wydarzeń zawiązuje się bardzo enigmatycznie i przez to nie angażują uwagi. Z drugiej strony Blackwood jako komiks skierowany do młodszego odbiorcy, powierzchownie nakreśloną fabułę nadrabia humorem oraz dialogami przekomarzających się nastolatków. Właśnie za to Blackwood należy docenić! Klimat jest lekki, pojawia się sporo dowcipu, a czwórka nastolatków wydaje się mieć zawsze skrajnie odmienne zdania co do tych samych sytuacji. Działają chaotycznie, mało spójnie i przez to opowieść staje się rozrywką jednorazową. Jest dowcip, jest humor, nieco śmiesznych sytuacji, a sceny grozy balansują na bezpiecznej granicy, po której nie ma koszmarów.

Pozostając przy pozytywnych aspektach doceniam pracę Veronici i Andy’ego Fisha, którzy świetnie poradzili sobie ze stroną rysunkową. Równie dobrze wypadają barwy i tusz – jest kolorowo, klimatycznie, a lokacje przykuwają uwagę różnorodną gamą kolorów. Momentami całość może sprawiać wrażenie nieco ekstrawaganckiego komiksu, ale jest to tylko plus, który dodaje całości jeszcze większego smaczku wizualnego.

Wydawać by się mogło, że kolejna opowieść z grupką młodych bohaterów, pradawnym złem i ich wścibstwem przyjmie się bez zająknięcia. Niestety historia Evana Dorkina zbiera wszystkie wspomniane motywy, jak i dorzuca całą masę mało oryginalnych rzeczy z charakterami głównych bohaterów na czele. Czy to jednak od razu musi świadczyć o małej wyjątkowości Blackwood? Wręcz przeciwnie, chociaż z pomysłem można dyskutować, to jednak zamysł Dorkina nie pozostanie bez echa.

 

BlackwoodOcena: 6,5/10

Scenariusz: Evan Dorkin
Rysunki: Veronica i Andy Fish
Tłumaczenie: Aaron Welman
Wydawnictwo: Scream Comics
Stron: 120
Premiera: luty 2020

 

 

Scythe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.