(Recenzja) Dzikie karty. Tom 5. Brudne gry

Wyprawa Asów, czwarta część cyklu Dzikie karty pod redakcją George’a R.R. Martina, była jak dotąd najsłabszą odsłoną historii o Asach i Dżokerach. Rozpoczęła jednak przewodni wątek kolejnych tomów, czyli wybory prezydenckie.

Brudne gry, bo takim tytułem opatrzono tom piąty, skupia się jednak nie tylko na rozpędzającej się kampanii wyborczej, ale pozwala czytelnikom powrócić do dobrze znanych postaci. Wśród najważniejszych wątków poruszonych na przestrzeni 700 stron warto wspomnieć o toczącej się w Dżokerowie wojnie między mafią a Widmowymi Pięściami, powrocie Croyda “Śpiocha” Crensona, przechodzącego dwie nowe transformacje, rozterkach Wielkiego i Potężnego Żółwia, czy w końcu Tachiona, próbującego odnaleźć się w nowej roli – dziadka świeżo odkrytego Blaise’a. Poszczególne wątki – wzorem poprzednich części Dzikich kart – zazębiają się ze sobą.

Brudne gry – pozbawione krzywdzących stereotypów i skrótowców, w które obfitował czwarty tom opowiadający o krajach odwiedzanych przez delegację Asów i Dżokerów – są wyraźnie lepszą odsłoną Dzikich kart. Najbardziej cieszy powrót na scenę Śpiocha, który na przestrzeni tomów urósł do roli mojego ulubionego bohatera cyklu. W drugiej połowie powieści pełni bardzo ważną funkcję, a typowe dla niego, na poły nonszalanckie, na poły nierozważne zachowanie nadaje smaku wielu scenom. Tym bardziej że miesza się w sprawy mafijne, a też nie ominie go konfrontacja z Tachionem.

Zupełnie inna atmosfera towarzyszy losom Thomasa Tudbury’ego, znanego lepiej jako Wielki i Potężny Żółw. W wyniku starcia z Astronomem w jednym z pierwszych tomów powszechnie uznano go za zmarłego. Teraz powraca, lecz Żółwia postanawia pozostawić na dnie rzeki Hudson, gdzie nieomal zginął. Kryzys osobowości i powrót do życia zwykłego szarego człowieka – w którym dotychczas nie wiodło mu się najlepiej – to jeden z najważniejszych tematów Brudnych gier. I podobnie jak w przypadku większości z nich, na kulminację musimy jeszcze poczekać.

Po Wyprawie Asów wyraźnie odstającej poziomem od reszty serii, Dzikie karty powracają na właściwe tory. Owszem, nie mogłem odpędzić od siebie myśli, że autorzy znów “przegadują” spore fragmenty tekstu, aczkolwiek poza tym bawiłem się dobrze, czego największych zasług upatruję w dobrze skonstruowanych rozdziałach z ulubionymi postaciami w rolach głównych.

 

Brudne-gryOcena: 7/10

Seria: Dzikie karty
Tom: 5
Autor: 
George R.R. Martin, Edward Bryant, Victor Milan, Roger Zelazny
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Stron:
700

Premiera: 22 listopada 2016

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.