(Recenzja) Czarny Młot #1: Tajna geneza

Metropolia, mocarni herosi w pelerynach i potężny Antybóg… Chciałbym napisać, że to wokół tych elementów Jeff Lemire stworzył komiks Czarny Młot: Tajna geneza. Minąłbym się wtedy z prawdą, bo Lemire i tak przenosi ciężar opowieści na dobrze znane sobie ścieżki.

Spiral City stało się teatrem walki pomiędzy Antybogiem i garstką superbohaterów. Podczas starcia herosi zostają przeniesieni do równoległej rzeczywistości, gdzie nie dość, że nikt nie ma pojęcia o ich mocach, to jeszcze ich osobowości zamknięto w innych, zupełnie do nich niepasujących, ciałach. Mało tego, tajemnicza bariera ogranicza przestrzeń życiową dawnych bohaterów do niewielkiego miasteczka. Herosi w stanie spoczynku są zmuszeni mieszkać na małej farmie i liczyć, że jakimś cudem będą mogli wrócić do domu i dawnego życia.

Podchodząc do Czarnego Młota po raz pierwszy, wiedziałem już, czego mogę się spodziewać po komiksie Jeffa Lemire’a. Na pierwszy plan wysuwają się relacje między bohaterami, ich problemy i zagubienie w nowym otoczeniu. Wszelkie nastroje potęguje zamknięcie we wciąż obcych im ciałach i w obrębie farmy wraz z przyległościami w postaci miasteczka. Sporo jest tu żalu za utraconym, lepszym życiem, tęsknoty za wolnością, znanym światem i poczuciem mocy. Chociaż, co wydawało się pewnikiem przy tego rodzaju historii, niektórzy z przeniesionych zaczynają czuć się całkiem dobrze w nowym miejscu.czarny-młot-tajna-genezaOd strony fabularnej to ciekawa mieszanka. Lemire wrzucił do kociołka to, w czym świetnie się odnajduje, czyli opowieść o ludziach na nowo szukającymi między sobą nici porozumienia i budującymi poczucie bliskości od podstaw, wraz z superbohaterską pulpą w stylu retro i paroma scenami, jakich nie powstydziłyby się komiksy z góry sklasyfikowane jako horror. Wątki obyczajowe dominują, ale taki już urok dzieł Kanadyjczyka. Przy okazji mamy trochę mrugnięć do innych dzieł popkultury.

Swoją cegiełkę dodają charakterystyczne postacie. Abraham Slam przypominający rasowego, dobrze zbudowanego farmera rodem z amerykańskich reklam przydrożnych knajp serwujących pieczonego kurczaka z frytkami, próbuje przywyknąć do nowego trybu życia, Golden Gail uwięziona w ciele małoletniej gotki sprawia problemy wychowawcze szkolnym nauczycielom nie wiedzącym, że mają do czynienia z kimś o wiele lat starszym, niż można by sądzić po wyglądzie, zaś pułkownika Weirda najpełniej charakteryzuje już samo nazwisko. Parę tygodni po przeczytaniu nie pamiętałem już żadnego z imion postaci i na potrzeby recenzji musiałem je sobie przypomnieć, ale wciąż bardzo dobrze pamiętam kilka świetnych scen, które w pełni odzwierciedlały problemy, z jakimi mierzyli się dawniej oraz te, które stanęły na ich drodze dopiero po zamieszkaniu w nowym świecie.

Od strony graficznej jest dobrze, lecz bez fajerwerków. Prosta, ale precyzyjna kreska Deana Ormstona i dobrze dobrane kolory Dave’a Stewarta przypadły mi do gustu, aczkolwiek na żadnym kadrze nie zawiesiłem oka dłużej, niż było to potrzebne. Solidne rzemiosło i tyle. Większe wrażenie wywarły na mnie dodatki, które przedstawiają kulisy powstawania Czarnego Młota, liczne komentarze i rysunki. Chętnie widziałbym podobne bonusy w każdym wydawanym komiksie!

To dopiero początek przygody z Czarnym Młotem, ale już Tajna geneza wystarcza, aby seria znalazła się na moim celowniku. Superbohaterszczyzna w sosie retro dodała smaku standardowej, chciałoby się rzec, klasycznej u Lemire’a, historii obyczajowej. I ja to kupuję, chociaż przy każdym kolejnym komiksie Kanadyjczyka zastanawiam się jak długo jeszcze? 

Czarny-młot-tajna-genezaOcena: 8/10

Seria: Czarny Młot
Scenariusz: 
Jeff Lemire
Rysunki: 
Dean Ormston
Kolory: Dave Stewart
Tłumaczenie: 
Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 180
Data wydania: 
15 września 2017

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.