(Recenzja) Dororo i Hyakkimaru #2

Pierwszej części Dororo i Hyakkimaru nie mogę uznać za złą mangę, ale zabrakło jej magii znanej z wielu innych dzieł Osamu Tezuki. Czy drugi tom nadrabia niedociągnięcia?

W poprzedniej odsłonie cyklu najbardziej doskwierał brak wyjaśnień. Od razu zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę, zmuszeni wyszarpywać skrawki informacji z często zdawkowych dialogów. W drugim tomie Osamu Tezuka już na wczesnym etapie przybliża historię Hyakkimaru i jego niezwykłego ciała, a wręcz szkieletu. Dzięki tym wyjaśnieniom łowca demonów nie tylko staje się dużo sympatyczniejszą postacią, ale i jego motywacje są dużo bardziej zrozumiałe. I już samo to wystarcza, żeby drugi tom Dororo i Hyakkimaru uznać za lepszy od poprzedniczki. Na tym jednak scenarzysta nie poprzestał.

Dororo i Hyakkimaru #2

Przede wszystkim Tezuka wprowadza na scenę kolejną tajemniczą postać, którą łączy z łowcą demonów więcej niż można by początkowo przypuszczać. Potem zaś historia zmierza w stronę ich nieuchronnej konfrontacji. Ten wątek ma zdecydowanie większy potencjał niż relacja dwójki tytułowych bohaterów, która dotychczas rozwija się przewidywalnie. Po raz kolejny na ciepłe słowa zasługuje Satoshi Shiki. Precyzja kreski, wyrazista mimika i dużo klimatycznych teł cechują pracę najwyższej próby.

Dororo i Hyakkimaru #2

Dororo i Hyakkimaru rozwija się zupełnie przyzwoicie. Po co najwyżej solidnym początku, przyszedł czas na rozbudowanie przeszłości drugiego bohatera, która jest na tyle interesująca, że winduje serię o poziom wyżej.

 

Ocena: 7/10

Seria: Dororo i Hyakkimaru
Scenariusz:
 Osamu Tezuka

Rysunki: Satoshi Shiki
Tłumaczenie: Mateusz Makowski
Wydawnictwo: Waneko
Premiera: 28 lutego 2020

 

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.