(Recenzja) Druuna #1: Morbus Gravis. Delta

Druuna to jeden z klasyków włoskiego komiksu, który trafił na polski rynek w eleganckim wydaniu nakładem wydawnictwa Kurc. Bywa jednak, że tytuły od lat cieszące się dobrą opinią brzydko się starzeją i na dłuższą metę kwalifikujemy je jako ciekawe jedynie przez sentymenty. Jak jest w przypadku Druuny?

Tytułowa bohaterka żyje w świecie przywodzącym na myśl standardowe wizje postapokaliptyczne, choć w momencie powstania (1985 rok) nie były jeszcze tak popularne. Brakuje żywności, świeżej wody, ocaleni mieszkają w spustoszonych ruinach, moralność i człowieczeństwo ustępują miejsca rozwiązłości i walce o przetrwanie. Nielicznych żyjących dziesiątkuje wirus, który oprócz zmieniania ofiar w krwiożercze monstra wywołuje także zwiększony popęd seksualny. Jednym z zakażonych jest Schastar, ukochany Druuny, skrywający wiedzę o prawdziwej “twarzy” wyniszczonego miasta. Pomóc może mu jedynie trudno dostępne serum.

Nie jestem fanem komiksów erotycznych, w tym jednak przypadku Druuna przyciągała uwagę nie tylko krągłościami protagonistki, ale także postapokaliptycznym sztafażem, którego nigdy nie mam dość. Pozytywne wrażenia to w głównej mierze zasługa znakomitego zwizualizowania świata. Miasto jest zniszczone, brudne, pełne groźnych mutantów i nie mniej niebezpiecznych ludzi, pogrążonych w szaleństwie oraz moralnej zgniliźnie, i to się czuje tak dzięki scenariuszowi, jak i precyzyjnie kreślonym rysunkom Paolo Eleuteri Serpieriego. Spodobał mi się też ogólny zamysł fabularny twórcy, który poza czerpaniem pełnymi garściami z klasyków postapo, śmiało wykorzystuje motywy znane chociażby z powieści (nasza recenzja) Non stop Briana W. Aldissa. Oczywiście Serpieri inaczej rozkłada akcenty, modyfikuje znajome pomysły i dodaje sporo erotycznych wstawek, dostarczając odbiorcom ciekawej mieszanki. Niestety niepozbawionej dotkliwych wad.

Najbardziej daje się we znaki nieumiejętność kreowania postaci kobiecych, jakiej wyraźnie nie posiadł Serpieri. Od strony graficznej radzi sobie świetnie, jednak fabuła kuleje przez naiwną i głupkowatą główną bohaterkę, ratującą się z opresji dzięki spolegliwości i atrakcyjnemu ciału albo czyjejś pomocy. W dodatku z jej ust ciągle padają zupełnie nieprzekonywujące i naiwne wypowiedzi, przez co łatwo uznać ją za popychadło losu.

Kwestią personalną jest odbiór licznych scen erotycznych. O ile te przedstawiające Druunę czy inne kobiece postacie w wyzywających pozach są w porządku (mowa przecież o komiksie erotyczno-fantastycznym), o tyle Serpieri w paru momentach skręca w kierunku pornograficznych ilustracji, które są w mojej opinii zbyt wulgarne i przysłaniają zalety fabuły.

Pierwszy tom Druuny dostarczył mi porcję solidnej rozrywki. Szkoda, że trącące myszką metody narracyjne Serpieriego i głupiutka bohaterka nie pozwalają w pełni wybrzmieć ciekawym pomysłom fabularnym, zwrotom akcji oraz na dobre zatopić się w postapokaliptycznym świecie. Z dozą ostrożności polecam, aczkolwiek miejcie na uwadze, że ostrych scen jest tu bardzo wiele. Fanów czeka zaś dodatkowa atrakcja, bo album wieńczy kilkanaście pierwszych stron komiksu, nakreślonych samym tuszem.

 

Ocena: 7/10

Seria: Druuna
Scenariusz: 
Paolo Eleuteri Serpieri

Rysunki: Paolo Eleuteri Serpieri
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Kurc
Premiera: 11 stycznia 2016

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.