(Recenzja) Dzikie karty. Tom 1

Wiele osób George’a R.R. Martina kojarzy jedynie z Pieśnią Lodu i Ognia, mimo iż posiada znacznie pokaźniejszy dorobek, jak choćby znajdujące się pod jego pieczą uniwersum Dzikich kart.

Pierwsze efekty projektu Dzikie karty pojawiły się jeszcze w 1987 roku za sprawą zbioru opowiadań o tym samym tytule. Cykl nadal jest rozwijany i obecnie liczy łącznie 27 zbiorów opowiadań i powieści, nad których serialową adaptacją pracuje Universal Cable Productions. Z kolei George R.R. Martin i Melinda M. Snodgrass pełnią nad serią niejako pieczę literacką, podczas gdy utwory tworzą zupełnie inni autorzy – w omawianym pierwszym tomie zamieszczono opowiadania m.in. Rogera Zelaznego, Waltera Jona Williamsa i Carrie Vaughn.

Tyle o genezie, przejdźmy do fabuły. Rzecz rozpoczyna się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Ludzkość dotknął kosmiczny wirus, który uśmiercił część ludności, innych zaś obdarzył przeróżnymi zdolnościami i mocami (tak zwani Asowie) lub spowodował kalectwo i inne wynaturzenia (Dżokerowie). Mimo prób nikomu nie udało się odkryć antidotum. Dzikie karty opowiadają o losach osób dotkniętych wirusem.

Wzmianka o mocach, jakimi zostali obdarzeni Asowie, może przywołać na myśl typowych herosów jak Superman czy Spider-Man, jednak nic bardziej mylnego. U każdej osoby, która przeżyła mutację, objawia się ona w zgoła odmienny sposób. Jedni posiadają potężną zdolność telekinezy, innym ledwie wystarczy siły do przesunięcia książki po stole. Kolejny As może spowalniać czas wokół siebie, przez co dla innych zdaje się nieomal teleportować. U następnych postaci moc mogą wyzwalać np. wielodniowy sen albo wprost przeciwnie – miłosne uniesienia. To tylko parę przykładów, niecodziennych zdolności oraz ich wyzwalaczy jest w całym cyklu znacznie więcej i na ogół wykraczają poza stereotypowe moce herosów. Bo w gruncie rzeczy to nie są herosi – pisarze dbają, żebyśmy nie zapominali, że większość osób wciąż czuje się nieswojo ze swoimi – nawet przydatnymi – talentami. To na ogół zwykli ludzie próbujący ułożyć życie na nowo, nieszukający sławy i poklasku.

Wielu Asów kryje się ze swoimi umiejętnościami ze względu na chęć ich wykorzystania przez rządy i dowództwo wojskowe. Autorzy bardzo często przypominają o napięciach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim, Zimnej Wojnie i Wojnie w Wietnamie. Obawy wobec wrogiej potęgi – ze względu na pochodzenie autorów w tej roli występują nasi wschodni sąsiedzi – są bardzo wyraźnie akcentowane. Do tego stopnia, że niektóre osoby z wierchuszki żyją w przekonaniu, iż mutacje to skutek nowej broni wykorzystanej przez drugie mocarstwo.

Z kolei Dżokerowie mają inne problemy. Wprawdzie nikt nie chce ich wcielić do oddziałów specjalnych czy wysłać na tajną misję, lecz przez swoje zniekształcenia (czasami przypominają pokraczne mieszanki zwierząt i ludzi) i ograniczenie sprawności fizycznej, nie mogą odnaleźć się w życiu i zaczynają tworzyć własną mikrospołeczność, zamykając się w tzw. Dżokerowie. I tu autorzy znów mieszają amerykańską rzeczywistość, zwłaszcza tę powojenną, z fikcją literacką. Nietrudno doszukiwać się w sytuacji i działaniach Dżokerów alegorii do niesprawiedliwości społecznych. Odepchnięci Dżokerowie często chwytają po narkotyki, wynaturzone ciała pozwalają prostytutkom zaspokajać nawet najbardziej osobliwe fetysze klientów. Taki jest świat Dzikich kartnieprzyjazny i pełen nierówności.

Dzikie karty zapewniają rozrywkę na wysokim poziomie, nawet jeżeli na ogół nie przepadacie za postaciami obdarzonymi supermocami. Da się odczuć, że to jedynie zbiór opowiadań i wprowadzenie bohaterów na scenę, jednakże już sama geneza i przedstawienie początków kilku Asów i Dżokerów na tle ważnych wydarzeń amerykańskiej historii drugiej połowy zeszłego wieku wciąga i wywołuje chęć sięgnięcia po drugi tom pt. Wieża Asów. Prosty pomysł z mutującym wirusem ewoluował, nomen omen, w bardzo dobry zbiór opowiadań. Oby tak dalej.

Ocena: 8/10

Seria: Dzikie karty
Tom: 1
Autor: George R.R. Martin, [red.], Roger Zelazny, Howard Waldrop, Hunter S. Thompson, Edward Bryant, Tom Wolfe, Carrie Vaughn, Lewis Shiner, John Jackson Miller, Melinda M. Snodgrass, Michael Cassutt, Walter Jon Williams
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Krystyna Chodorowska
Stron:
652

Premiera: 20 października 2014

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.