(Recenzja) Ekho. Lustrzany świat #1: Nowy Jork

Istnieją różne sposoby na dostanie się do fantastycznych światów. Można oczekiwać na list z Hogwartu, co niżej podpisany nadal czyni, i potem udać się na peron 9¾, albo wchodzić do każdej szafy w domu w nadziei na odwiedziny krainy rządzonej przez lwa. Młodą Fourmille czeka jednak mniej przyjemna sytuacja.

Studentkę poznajemy na pokładzie samolotu Boeing 747, spadającego w wyniku awarii. Rychły koniec? Nie dla Fourmille i jej przypadkowego towarzysza Yurija, którzy zostają przeniesieni do tytułowego Ekho, Lustrzanego świata, a konkretnie odbicia znanego nam Nowego Jorku. Mało tego, w nowym i przedziwnym miejscu na Fourmille czeka spadek po ciotce.

Początek Ekho. Lustrzany świat to dobrze znany schemat historii z przenosinami bohaterów do innej rzeczywistości. Mimo przybycia do obcego świata Yuri i Fourmille szybko zaczynają się kłócić, przez co każde odchodzi w swoją stronę, próbując odnaleźć się w nowym miejscu i znaleźć z niego drogę powrotną. Potem jest już trochę lepiej, bo scenariusz pierwszej części cyklu jest nastawiony na przedstawienie cudów i dziwów Lustrzanego świata. To w gruncie rzeczy Nowy Jork, tyle że w sztafażu fantasy z ważką rolą antropomorficznych zwierząt. Smoki i stonogi zaprzęgnięto do pracy przy transporcie – nazwijmy to – lotniczym i kolejowym, a małe i sympatyczne Preshauny szaleją na punkcie biurokracji i przestrzegania lokalnego prawa.

Poza wspomnianymi Preshaunami postaci nie budzą sympatii czy żywszych emocji w ogóle. Co więcej, Fourmille nawet irytuje, zachowując się jak stereotypowa blondynka z niezbyt lotnych dowcipów. Skoro już o dowcipach – humorystyczne dialogi i scenki to mocna strona Ekho. Lustrzanego świata. Oby w kolejnych tomach za humorem poszła także fabuła, bo ten świat powinien kryć przed czytelnikami jeszcze wiele tajemnic.

Co do oprawy graficznej, to mam tylko jedno zastrzeżenie. Podczas lektury irytowały mnie kadry z dwuznacznymi pozami lub golizną, bo nie licują z feerią barw, jaką odmalowano piękną krainę, która przez baśniową stylizację budzi skojarzenia z pozycją dla młodszych odbiorców. Ilustracje są w większości przypadków świetne i wywołują chęć zagłębienia się w niezwykłym świecie, ale podteksty – jak dotąd niczemu nie służące – skutecznie wyrywają z tego klimatu.

Nowy Jork niesie nadzieję na dobrą serię fantasy, skierowaną do szerokiego grona odbiorców. Po pierwszym tomie mam jednak wątpliwości czy twórcy zdołają wyjść poza utarte schematy. Bo co do tego, że kolejne części będą atrakcyjne wizualnie, nie mam wątpliwości.

 

Ocena: 6/10

Seria: Ekho. Lustrzany świat
Scenariusz: 
Christophe Arleston

Rysunki: Alessandro Barbucci
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawnictwo: Taurus Media
Stron: 48
Premiera: maj 2014

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.