(Recenzja) Gwiezdne Wojny. Trylogia Thrawna

Imperium chyli się ku upadkowi. Po śmierci lorda Vadera i Imperatora zaprowadzenie sprawiedliwych rządów Republiki w całej galaktyce wydaje się już tylko kwestią czasu. Być może tak by było, gdyby nie Thrawn, który objął dowodzenie nad niedobitkami Imperium.

Podczas gdy Han Solo i Leia Organa spodziewają się bliźniąt, na czele Imperium staje niebieskoskóry mężczyzna o żarzących się czerwienią oczach. Wielki Admirał Thrawn nie dysponuje siłami pozwalającymi na otwarty konflikt z Republiką, ale wie, jak je zdobyć.

W taki oto sposób Timothy Zahn zawiązuje Trylogię Thrawna, która już niegdyś gościła na polskim rynku, zaś niedawno została wznowiona przez wydawnictwo Uroboros. Bardzo dobrze, że tak się stało, bo to kawał porządnej literatury science fiction i najlepsza powieść w świecie Gwiezdnych Wojen, jaką czytałem. Zahn kreśli historię o epickim rozmachu, korzysta z wielu postaci i przybliża kulturę różnych ras. Wrażenie robi żonglerka gwiezdnowojennymi motywami – dysputy na temat Jasnej i Ciemnej strony Mocy, relacje mistrza z uczniem, dyplomatyczne misje, pościgi i bitwy, przepychanki o władzę oraz ewolucje postaci. Wszystko to znajdziecie w trylogii, która, co nieczęsto się zdarza, w każdej części utrzymuje wysoki poziom. 

Zahn używa przystępnego języka i odmalowuje nim bohaterów takimi, jakich ich znamy z filmowych dokonań George’a Lucasa. Luke Skywalker, Leia, Han Solo czy Lando zachowują się, jakby byli żywcem wyjęci z kinowych taśm i za to pisarzowi należą się ciepłe słowa. Akcja wszystkich powieści znakomicie nadaje się na adaptacje filmowe, które – jak sądzę – zyskałyby o wiele większy szacunek fanów uniwersum niż zupełnie odtwórcze Przebudzenie Mocy.

W Gwiezdnych Wojnach zawsze niezwykle ważną rolę pełnili antagoniści – kto z nas, nawet nie oglądając nigdy filmów Lucasa – nie kojarzy ciężko dyszącego Vadera? A to tylko jeden z przykładów, wrogami Republiki byli też charyzmatyczni Hrabia Dooku czy Moff Tarkin. Do grona najważniejszych antagonistów Republiki dołącza Thrawn. Wielki Admirał znacząco różni się od Vadera – jest pozbawiony mocy, nie śle swoich ludzi na samobójcze misje i nie karze porażek śmiercią. Bez okazywania emocji dokonuje analiz psychologicznych przeciwników, przewiduje ich ruchy, zwraca uwagę na każde wypowiedziane słowo i wszelkie strzępki informacji łączy w całość. Geniusz strategiczny nie jest wszakże nieomylny, przez co cała historia nabiera realizmu. Zahn posłużył się wprawdzie mało eleganckim rozwiązaniem, w myśl którego Thrawnowi ciągle towarzyszy niezbyt rozgarnięty kapitan i kontrast ma pewien wpływ na postrzeganie Wielkiego Admirała jako genialnego stratega, jednak to tylko niewielki mankament.

Balansowanie pomiędzy Jasną i Ciemną stroną Mocy, walki na miecze świetlne, intrygi polityczne i różnorodne rasy, heroiczni bohaterowie i wyraziści antagoniści, przemytnicy i nieustająca przygoda – wszystko to, za co kolejne pokolenia fanów pokochały Gwiezdne Wojny znajdziecie w Trylogii Thrawna. Kawał świetnej roboty i dowód na to, że korzystanie ze słynnej licencji nie musi oznaczać jedynie bezmyślnego żerowania na nostalgii wielbicieli oryginału.

star-wars-trylogia-Thrawna

Ocena: 8/10

Seria: Gwiezdne Wojny: Trylogia Thrawna
Autor: Timothy Zahn

Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Uroboros

 

Say My Name

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarzy do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Kontynuując korzystanie z witryny, zgadzasz się na używanie plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close