(Recenzja) Kłamca. Cyngiel niebios. Tom 3. Ochłap sztandaru

Chyba każdy zdążył przyzwyczaić się do wzlotów i upadków w serii Kłamcy. Cztery wydane do tej pory części (mowa o egzemplarzach od SQN), oferują prawdziwą karuzelę atrakcyjności. O ile pierwszy tom był najlepszy, o tyle tomy 2.5 oraz 2.8 były już wyraźnie słabsze. Co przynosi część trzecia zatytułowana Ochłap sztandaru?

Przedostatni tom okazuje się nieźle poprowadzoną kontynuacją przygód Lokiego, który zdążył już zaleźć za skórę archaniołowi Michałowi, znaleźć sobie dziewczynę, zostać reżyserem i aktorem, a także zatrudnić pomocników w postaci rzymskich bóstw. Najnowsza część stawia jednak Lokiego przed znacznie bardziej wymagającą rozgrywką, w której stawką są wszystkie istnienia na Ziemi.

Ochłap sztandaru jest świetną satyrą apokalipsy w wykonaniu Lucyfera. Uwspółcześniona wersja odwołuje się do codziennego życia w XXI wieku, przez co nie obyło się bez obywateli zainteresowanych całą sytuacją, ale w skali najbliższego kiosku na ulicy. Nawet w obliczu ostatecznej zagłady człowiek pozostał niezwykle egoistyczny i indywidualny. Sam Lucyfer jest z kolei biznesmenem, który przebywając kilkadziesiąt wieków na Ziemi, sprowadza do piekła nowe “korporacyjne” zwyczaje, mające pomóc mu przeprowadzić “armagedon” na naszym globie. A to jedynie wierzchołek góry lodowej – absurd, goni absurd, a czytelnik do końca nie wie, kto kim manipuluje i kto okaże się kluczowy w nadchodzącym starciu.

Pomimo że zastępy anielskie są dobrze zorganizowaną zbrojną armią, a demony i mityczne byty łączą siły w walce ze skrzydlatymi, nie znajdziemy tu zbyt wielu krwawych opisów, nie ma zawiłych dialogów czy skomplikowanych intryg i planów zniszczenia Ziemi. Ćwiek trzyma wszystko na granicy dobrego smaku, uważając aby ani zbytnio nie przeszarżować, ani też nie pozwolić by powieść była niczym niewzburzona tafla wody.

Oczywiście wzorem poprzednich części całość opatrzona jest lekkim tonem i próbuje kupić czytelnika humorystycznymi dialogami. Loki jest, jaki jest, ale w żadnym razie jego dowcip nie dodaje powieści uroku. A szkoda, Cyngiel niebios i Machinomachia pod tym względem stały o wiele mocniej. Niestety to nie jedyny bohater, który odnotowuje wyraźny spadek charyzmy. Podobnie sytuacja wygląda z całą pierwszoplanową plejadą: archaniołem Michałem, Gabrielem, Jenny, czy Bachusem nie specjalnie błyszczą.

Wygląda na to, że chociaż trzeci tom ponownie podnosi poprzeczkę dla serii, tak nadal kilka elementów plasuje się poniżej otwarcia cyklu. Pozostaje nadzieja, że ostatni tom wbije nas w fotel.

 

Ocena: 7/10

Seria: Kłamca
Pod-seria: Cyngiel niebios
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Stron: 320
Premiera: 8 maja 2019

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Sine Qua Non za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.