(Recenzja) Koło Czasu. Tom 1. Oko Świata

Koło Czasu to jedna z najsłynniejszych serii fantasy, choć przez obszerność (kilkanaście tomów liczących sobie po kilkaset stron) skierowana raczej do wytrwałych czytelników. To jednak nie odstraszyło Amazona, który postanowił zainwestować w cykl napisany przez Jordana (a po jego śmierci dokończony przez Brandona Sandersona) i zaadaptować go na potrzeby serialu.

Przez brak szczegółów trudno nawet przewidywać jakość owego serialu, ale w międzyczasie wydawnictwo Zysk postanowiło przypomnieć polskim miłośnikom fantasy cykl Jordana, wydając go po raz pierwszy w twardej oprawie.

Oko Świata, bo taki tytuł nosi pierwszy tom, opowiada o losach Randa, Mata i Perrina. Wszyscy trzej mieszkają w Polu Emonda, wiosce znajdującej się tak daleko od większości cywilizacji, że aż prawie zapomnianej. Wioskę odwiedza jednak Moraine, która okazuje się władać Jedyną Mocą. Niedługo po niej osadę atakują trolloki, których istnienie większość okolicznych mieszkańców traktowała jak legendy. Z ogarniętego bitewną pożogą Pola Emonda chłopców eskortuje właśnie Moraine, wierząca, że jeden z nich jest wybrańcem mającym przeciwstawić się mrocznym siłom Czarnego.

W Oku Świata bardzo wyraźnie daje o sobie znać fascynacja twórczością J.R.R. Tolkiena, na czele z nieśmiertelnym Władcą Pierścieni. Inspiracje rzucają się w oczy – poczynając od samego rozpoczęcia opowieści od wioskowej zabawy, przez obecność półludzi niekiedy przypominających Nazguli, koszmary bohaterów, w których pojawia się Czarny, aż po wędrówkę u boku m.in. Strażnika i podzielenie się drużyny i wiele innych, których wspomnienie byłoby już spoilerem. Nawiązania występujące pojedynczo nie byłyby niczym niezwykłym, w końcu dzieła Tolkiena stoją u fundamentów całego gatunku fantasy, aczkolwiek w tak dużym natężeniu niejednego czytelnika może od siebie odrzucić. Z kolejnymi rozdziałami zacząłem jednak coraz bardziej doceniać dzieło Jordana.

Nie jest to bowiem bezmyślna kalka Władcy Pierścieni. Jordan miesza motywy z powieści Tolkiena, obudowując je wieloma własnymi pomysłami i sporą część z nich uważam za wkomponowane tak dobrze, że mogłyby stanowić alternatywne wydarzenia właśnie z Władcy Pierścieni. Pisarz z wyczuciem roztacza przed nami pieczołowicie przygotowany świat, w którym na początku łatwo się zagubić przez mnogość nazw i zależności, zwłaszcza że ów świat odkrywamy niemal na równi z głównymi bohaterami. Ponadto Jordan wplata w swoją opowieść dziesiątki niuansów związanych z samą podróżą i przeprawami przez rzekę oraz noclegami (fani wizyt w karczmach będą zadowoleni), które również stanowią wyzwanie dla nieopierzonych wędrowców.

Tu jednak uwidaczniają się także najpoważniejsze wady powieści, czyli skłonność autora do opisywania wszystkiego, dosłownie wszystkiego, włączając w to przygotowanie konia do jazdy, wzmiankę o kolejności, w jakiej idą postacie czy tym, która ze służek przyniosła strawę do stołu. Kolejną bolączką są dialogi – na przestrzeni dwóch czy trzech rozdziałów bohaterowie potrafią poruszyć ten sam temat, za każdym razem konfrontując dokładnie te same przemyślenia i tym samym nużąc czytelnika. W efekcie powieść liczy sobie ponad 900 stron i zapewne 100 lub nawet 150 dałoby się wyciąć bez większego żalu i uszczerbku na fabule.

Oko Świata to fantasy w starym, dobrym stylu. Dłużyzny będą przyczyną odbicia się od powieści całej rzeszy czytelników, ale warto dać szansę tej powieści, bo po nudnym początku czeka nas to, co w tego rodzaju utworach jest najważniejsze – uczestniczenie w prawdziwej przygodzie w ciekawym i tętniącym życiem świecie. Powieść warta grzechu nie tylko dla fanów Tolkiena.

Oko-świataOcena: 7,5/10

Seria: Koło Czasu
Autor:
Robert Jordan
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Liczba stron: 956
Premiera: 22 kwietnia 2019

 

 

Say My Name

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za przekazanie egzemplarza książki do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.