(Recenzja) Koło Czasu. Tom 2. Wielkie polowanie

Rand al’Thor wraz z przyjaciółmi opuścili Pole Edmonda, gdzie spędzili całe dotychczasowe życie. Pod przewodnictwem Moiraine młodzieńcy odbyli daleką podróż pełną niebezpieczeństw, aby dotrzeć do Fal Dara. Na miejscu jednak nie będzie im dane zaznać spokoju.

Do Fal Dara przybywa też nie kto inny, jak przywódczyni Aes Sedai i dochodzi do jej spotkania z Randem. Okazuje się, że młodzieniec nie zostałby przy życiu zbyt długo, gdyby tylko inne Aes Sedai zdawały sobie sprawę, z kim mają do czynienia. Uwagę wszystkich odwraca jednak kradzież niezwykłego artefaktu, który razem z przyjaciółmi ma odnaleźć al’Thor. Tak zaczyna się tytułowe Wielkie polowanie.

Przy okazji recenzji pierwszego tomu Koła Czasu wskazywałem na ogrom nawiązań i inspiracji zaczerpniętych z dzieł J.R.R. Tolkiena, a w szczególności Władcy Pierścieni. To samo tyczy się Wielkiego polowania. Z łatwością można wskazać szereg rozwiązań zapożyczonych ze Śródziemia, szczególnie w pierwszej połowie opasłego tomiszcza. Na niekorzyść drugiej części Koła Czasu działają nieciekawe wątki uczuciowe, ponieważ Robertowi Jordanowi zabrakło wyczucia i ledwie zarysował relacje damsko-męskie. Ostatnim już zarzutem są drobiazgowe opisy autora, które wielokrotnie okazują się zupełnie zbędne dla fabuły. W efekcie na początkowych 200-300 stronach dzieje się stanowczo za mało.

Kiedy wizyta w Fal Dara dobiega końca, powieść nabiera żywszego tempa i kolejne wydarzenia rzadziej przywodzą na myśl dokonania Tolkiena. Przede wszystkim więcej jest intryg, choć nie w takiej dawce jak w Pieśni Lodu i Ognia George’a R.R. Martina. Jordan na tym nie poprzestaje i rozbudowuje swój świat. Przybliża chociażby strukturę i szkolenie Aes Sedai, czerpiących ze źródła Jedynej Mocy, wprowadza do książki nowe stworzenia i głębiej charakteryzuje ludy zamieszkujące Świat Koła. Wreszcie w drugiej części tomu opisy i wtrącenia Jordana ustępują pola właściwej opowieści i wartkim przygodom bohaterów.

Dłużący się początek Wielkiego polowania skutecznie zniechęca do lektury całości, lecz w dalszej części Jordan wyraźnie łapie wiatr w żagle, śmielej zbacza ze ścieżek wydeptanych przez Tolkiena na rzecz własnych pomysłów oraz urzeczywistnienia Świata Koła. Fani fantasy powinni być zadowoleni.

 

Ocena: 7/10

Seria: Koło Czasu
Autor:
Robert Jordan
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Liczba stron: 882
Premiera: 17 września 2019

 

Say My Name

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za przekazanie egzemplarza książki do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.