(Recenzja) Król

Netflix dba o różnorodność oferty. Ostatnimi czasy na platformę trafiają znakomite filmy animowane legendarnego studia Ghibli (Mój sąsiad Totoro, Ruchomy zamek Hauru) oraz serialowy Wiedźmin. Warto także pochylić się z uwagą nad inną produkcją, pt. Król.

Król opowiada o losach króla Anglii Henryka V (Timothee Chalamet), który niechętnie obejmuje władzę po swoim szalonym ojcu. Krótko pisząc, poprzednik nie liczył się ze swoimi ludźmi, wymagał od nich poświęceń, wysyłał na kolejne wojny, w zamian wytykając porażki i nieudolności. Jego śmierć przyjęto zatem z ulgą, jednakże wiele osób z obawą spoglądało na krnąbrnego księcia.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w Królu, jest odarcie średniowiecza z romantycznych szat. Reżyser David Michôd zabiera nas do brutalnej i ponurej Anglii. Uliczne nieczystości, bieda dotykająca ogromnej części społeczeństwa, wzniecanie wojen przez błahostki, pojedynki dalekie od szlachetności, krew i łzy – to wszystko obserwujemy wplecione w historię o Halu, który musi zmierzyć się z władaniem całym krajem. Król jest zresztą opowieścią o mierzeniu się z niechcianym dziedzictwem i studium nad królewskimi dylematami, z którymi poradzić musi sobie młody człowiek, niecieszący się szacunkiem.

W filmie widać pewne ograniczenia budżetu, co przejawia się chociażby w skromniejszych bitwach, ale z pewnością największa siła Króla tkwi w fabule o prostym, acz nośnym przesłaniu oraz bardzo dobrej obsadzie. Widowisko kradnie Timothee Chalamet, potwierdzający rolą Henryka V, że jest jednym z najlepszych aktorów młodego pokolenia. Na szczególne pochwały zasługuje świetna gra wzrokiem i mimiką. Z kolei Joel Edgerton – będący współscenarzystą Króla – świetnie wywiązał się z pobocznej roli przyjaciela i bliskiego doradcy nowego władcy, doprawiając film szczyptą humoru. Przyzwoicie wypada Robert Pattinson. Nie jest to wprawdzie rola mogąca stanąć w szranki z jego kreacją z Lighthouse, ale aktor udanie konfrontuje postać delfina Francji z zupełnie odmienną osobowością króla Anglii. Na uwagę zasługuje też Sean Harris, jako charakterystyczny zausznik Henryka V.

Co nie zagrało w filmie Davida Michôda? Widać, że reżyser próbował liznąć tematu dworskich intryg, lecz nie do końca wiedział, jak zręcznie wpleść je w bądź co bądź i tak dwugodzinne widowisko. Owszem, w Królu nie zabrakło rozgrywek politycznych i podstępów możnych, ale to tylko dodatek do obrazu kształtowania się Henryka V jako władcy.

Zawiodą się także wielbiciele epickich batalii – te w zasadzie nie występują, a podczas największej bitwy kamera uporczywie trzyma się króla i nie ma mowy o podziwianiu ścierających się oddziałów. Na osłodę twórcy znakomicie pokazali wojenną rzeczywistość – to nie szlachetne pojedynki na miecze, lecz korzystanie z każdej sposobności do obalenia przeciwnika czy zadania mu ciosu. Wszystko wokół staje się bronią, kiedy nogi osuwają się na błocie, obok szarżuje kawaleria, a wróg zamachuje się buzdyganem. Błoto miesza się z krwią i potem, ocaleją nie tylko najsilniejsi, ale też mający… szczęście.

Król może zawieść widzów łaknących epickich wojen i skomplikowanych intryg, lecz nie taki był zamysł twórców. David Michôd dostarczył wciągającej opowieści o konfrontacji z niechcianym dziedzictwem i kształtowaniu się młodego władcy, w dodatku zatopionej w średniowiecznych realiach pozbawionych nuty romantyzmu.

 

Ocena: 8/10

Reżyser: David Michôd
Scenariusz: David Michôd, Joel Edgerton
Obsada: Timothée Chalamet, Robert Pattinson, Joel Edgerton, Ben Mendelsohn, Dean-Charles Chapman, Sean Harris
Czas projekcji: 2 godz. 20 min.

 

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.