(Recenzja) Planetes #1

W zalewie wydawanych mang warto cofnąć się do tytułu, który wprawdzie nowy nie jest, ale wyróżnia się na kilku płaszczyznach. Mowa tu o Planetes, mini serii zabierającej czytelników na pokład kosmicznej śmieciarki.

Mamy rok 2075. Eksploracja przestrzeni kosmicznej postępuje w najlepsze. Do tego stopnia, że pojawiło się zapotrzebowanie na niecodzienny zawód – kosmicznych śmieciarzy. Statki, obsługiwane przez zaledwie kilkuosobowe załogi, wyprawia się w kosmos, w celu zbierania obiektów poruszających się w przestrzeni kosmicznej. Członkiem załogi jednej z takich jednostek jest Hachimaki, na pozór zwykły młodzieniec, który podjął się ryzykownej pracy zarobkowej.

Przeciętny chłopak, zbieranie (kosmicznych, ale jednak) śmieci… Tak jest, to jedna z historii o człowieku pragnącym sięgnąć szczytu. Hachimaki próbuje dowieść swojej wartości i zarobić na spełnienie marzeń, jakim jest własny statek. Jednocześnie autor, Makoto Yakimura, jedynie po części serwuje typową historyjkę “od pucybuta do miliardera”. Planetes to studium człowieka pochłoniętego dążeniem do realizacji wygórowanych ambicji. Co ciekawe, nie jest to obraz marzyciela, tylko osoby twardo stąpającej po ziemi (lub pokładzie statku) i podchodzącej bardzo “na serio” do swoich obowiązków.

Autor przekonująco uchwycił determinację protagonisty, ale to nie koniec zalet pierwszego tomu. Pozostałe postaci, włącznie z towarzyszami Hachimakiego i jego rodziną, pozwalają poznać kosmiczną pracę z różnych perspektyw. Ojciec bohatera również często opuszcza Ziemię, a młodszy brat pragnie pójść w ślady starszych członków rodziny. Trochę mimochodem pokazano trudny los matki Hachimakiego, która wspiera najbliższych ze wszystkich sił, ale jednocześnie rzadko kiedy może się cieszyć ich obecnością.

W fabułę wpleciono też garść informacji na temat funkcjonowania ludzi w kosmosie, aczkolwiek terminy naukowe nie przysłaniają fabuły i nie odzierają jej z wartkiej akcji. Ciekawostką jest też ugrupowanie, które torpeduje (dosłownie) wszelkie inicjatywy mające poszerzyć ekspansję ludzi w kosmosie. Ich działalność przypomina ruchy terrorystyczne, jednak moim zdaniem ten wątek nie został w pełni wykorzystany.

Co do fabuły Planetes mam w zasadzie tylko jedno zastrzeżenie. Miejscami zapalczywe dyskusje pomiędzy Hachimakim a Tanabe sprawiają wrażenie, jakby autor nie do końca miał pomysł na rozbudowanie ich relacji. Poza tym w niektórych rozmowach pojawiają się siarczyste przekleństwa, chociaż w tym przypadku nie wiem, czy jest to wynik inwencji autora, czy też tłumacza. Tak czy inaczej, nie pasują do reszty utworu.

Od strony rysunkowej jest bardzo dobrze. Yakimura na wielu kadrach oddaje piękno bezkresnego kosmosu i pozwala odczuć czytelnikom na własnej skórze, jak samotni i bezsilni mogą czuć się bohaterowie, kiedy opuszczają statek lub spoglądają na oddaloną Ziemię. Jedynym mankamentem są postacie, a właściwie zmiany w wyglądzie niektórych z nich, gdyż pomiędzy poszczególnymi rozdziałami potrafią przejść niezłą metamorfozę.

Początek Planetes to niebanalna i ciekawa pozycja, pokazująca, że Yakimura to nie tylko “ten mangaka od Sagi Winlandzkiej“. W pierwszym tomiku łatwo poczuć bezkres kosmosu, bezsilność człowieka wobec nieubłaganych praw fizyki i dać się porwać niezwykłej przygodzie. Nawet jeśli dotyczy ona tylko (i aż) kosmicznych śmieciarzy.

 

Ocena: 8Planetes/10

Seria: Planetes
Scenariusz: 
Makoto Yakimura
Rysunki: 
Makoto Yakimura
Tłumaczenie: 
Paweł Dybała
Wydawnictwo: J.P.Fantastica
Liczba stron: 480
Data wydania: 
7 września 2016

 

Say My Name

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.