(Recenzja) Planetside. Tom 1. Planeta

Kiedy za pisanie książki bierze się emerytowany oficer wojskowy i zarazem weteran m.in. operacji Pustynna Burza oraz wojny w Iraku, można oczekiwać, że zgromadzone doświadczenie znajdzie odbicie na kartach powieści. Tak też się stało w Planecie, pierwszym tomie cyklu science fiction autorstwa Michaela Mammaya.

W głównej roli amerykański pisarz osadza pułkownika Carla Butlera, który został ściągnięty z emerytury na rozkaz zaprzyjaźnionego generała. Butler ma odnaleźć zaginionego porucznika Mallota, syna wysokiego rangą radcy. Według ostatnich raportów z Bazy Kappa młody żołnierz został ewakuowany na skutek odniesionych ran, lecz słuch po nim zaginął. Na miejscu mało kto ma ochotę dzielić się informacjami ze starym wygą.

Po zreferowaniu fabuły łatwo o wrażenie, że to pomysł jakich wiele. Emerytowany pułkownik ściągnięty do pomocy w trudnym i delikatnym śledztwie przywołuje na myśl ogrom książek, seriali, czy filmów traktujących o detektywie powracającym “na jeszcze jedną sprawę”. Jak zatem wypadła realizacja? Pod tym względem jest bardzo przyzwoicie. Przede wszystkim Mammay dba o dynamikę i płynność historii. Opisy są krótkie i często przerywane dialogami, a bohaterowie też nie serwują nam rozwlekłych wywodów. Sporo emocji dostarcza druga część powieści, gdzie autentycznie odczuwa się militarystyczne doświadczenia pisarza. W dodatku intryga też ma się dobrze, bo chociaż jest prosta i jej skrót mógłbym zawrzeć w dwóch zdaniach, to Mammay serwuje parę ciekawych zwrotów akcji, każących zmienić sposób patrzenia na zadanie, jakie stoi przed głównym bohaterem. Wspomnę też, że finał budzi nadzieję na równie wartką kontynuację.

Planeta nie jest jednak pozbawiona mankamentów uwidaczniających się już na pierwszych stronach. Mowa tu o bohaterach drugoplanowych, którzy są w większości przypadków sztuczni. Poza drobnymi przebłyskami osobowość wielu z nich można określić jednym-dwoma słowami. Są pozbawieni głębi, przez co w żadnym stopniu nie zaangażowałem się w ich (czasami tragiczne) losy. Szkoda też, że Mammay nie popracował nad dialogami. Niektóre wymiany zdań są szybkie, dostarczają potrzebnych informacji i wpływają na odbiór postaci, ale w niektórych rozmowach bohaterowie nieznośnie krążą wokół tematu albo w drugą stronę – nazbyt bezpośrednio wykładają wszelkie dane na stół. Łatwo dostrzec także tendencję autora do kwitowania wypowiedzi rozmówców pojedynczymi słowami. W pewnym fragmencie częstotliwość tego rozwiązania bywa irytująca.

Debiutancka książka Mammaya pozytywnie mnie zaskoczyła. Mało oryginalny pomysł został przyzwoicie rozwinięty, dzięki czemu otrzymaliśmy ciekawą propozycję dla fanów powieści militarystycznych z domieszką kryminału. Owszem, Planeta nie jest pozbawiona niekiedy irytujących wad, przez co zaciekawi raczej tylko fanów gatunku. Ci jednak powinni być zadowoleni.

Planeta-MammayOcena: 6,5/10

Seria: Planetside / Fabryczna Galaktyka
Autor: 
Michael Mammay
Tłumaczenie: Piotr Kucharski

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 426
Premiera: 4 października 2019

 

 

 

Say May name

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.