(Recenzja) Reborn. Odrodzona

Mark Millar należy do najbardziej rozpoznawalnych osób świata komiksu. Twórca ma niesamowitą umiejętność przelewania na papier intrygujących, nietypowych, a wręcz dziwnych pomysłów. Jednak nie zawsze te historie od początku do końca są jednakowo dobre czasami najpierw jest nieźle, a później coś się psuje.

Reborn. Odrodzona to historia Bonnie Black, kobiety w poczciwym wieku u kresu swojego życia. Kiedy przychodzi na nią czas, odradza się w zupełnie nowym, baśniowym świecie, i to jako dwudziestoparolatka. Jakby tego była mało czekają na nią tam ojciec i wierny pies. Brakuje jedynie jej męża, ale tego planuje odnaleźć.

Wizja życia po śmierci zaprezentowana przez Millera, jest zgoła inna od tego, w co wierzą chociażby chrześcijanie. Amerykanin przedstawia dwa fronty siły dobra i siły zła toczące między sobą nieustanną walkę. Zasada jest prosta. Im lepszy byłeś za życia, tym więcej mocy masz w nowej baśniowej krainie, a Bonnie Black okazuje się wybranką.

Najbardziej uderza to, jak Millar przedstawia główną bohaterkę, jej emocje i przeżycia zarówno na Ziemi i po odrodzeniu. O ile pierwsze rozdziały budują napięcie, zwłaszcza kiedy Bonnie nie może się pogodzić z upływającym czasem na Ziemi, a także kiedy stawia pierwsze kroki w nowym świecie, o tyle od pewnego momentu czar pryska. Aż chciałoby się powiedzieć “dlaczego?”. Część pomysłów zwyczajnie za szybko znajduje rozwiązanie, w dodatku poprowadzone zostały najprostszą i przez to nieciekawą ścieżką. Wydarzenia wyhamowują, tracąc napięcie, jakie Millar budował od początku historii i pozostaje tak już do końca. Pomysły są fajne, a nawet świetne, ale brak im szlifu oraz wykończenia, przez co na koniec pozostaje ogromny niedosyt. A szkoda, bo autor ma w swoim dorobku pozycje jak np. Starlight, w którym osadzenie bohatera w nowym świecie okazało się atrakcyjniejsze, niż kiedy ten przebywał na Ziemi.

Reborn-odrodzona

Reborn-odrodzona

Na szczęście duża część historii daje radę, ubarwiając przygody dwudziestoparoletniej Bonnie Black. To, jakie spotyka trudności w poszukiwaniach męża, a także potyczki z wysłannikami zła, to po części ukryte szyderstwa Millara. Świetnym przykładem jest pewien generał i jego chęć zemsty na Bonnie za to, co uczyniła mu, żyjąc na Ziemi. Tak samo autor pilnował, aby zbytnio nie przeszarżować, jeśli chodzi o umiejętności i potęgę protagonistki. Chociaż jest wybranką mającą uratować nową krainę, to pozostaje wyjątkowo ludzka. Nie ma wyniosłości, promieni w rękach ani laserów w oczach. Ma za to charyzmę, pewność siebie i wiarę, a także głowę na karku.

Nieźle, a wręcz świetnie, jest za to pod względem rysunków. Greg Capullo wydobył z historii Millara charakterystyczne elementy i nadał im baśniowego kształtu, nie wzbraniając się jednak przed pokazaniem pazura i agresji sił zła. Ale tego można się było spodziewać po ilustratorze, który pracował przy Batmanie i Spawnie. Jego rysunki w Rok zerowy – Tajemnicze miasto, Trybunał Sów, czy Miasto Sów, albo w ostatnio wydanym Batmanie Metal #1 sprawiają, że to pozycje warte polecenia miłośnikom superhero. A to jedynie kilka przykładów z całego kanonu historii Mrocznego Mściciela.

Ocena: 6,5/10

Scenariusz: Mark Millar
Rysunki: Greg Capullo
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawnictwo: Mucha Comics
Stron: 176
Premiera: 15 maja 2019

 

 

Scythe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.