(Recenzja) Marvel Classic. Rękawica Nieskończoności

Kto choć trochę interesuje się popkulturą i nie spędził ostatnich lat w hibernacji, ten słyszał o grupie superbohaterów zwanych Avengers. Marvel Cinematic Universe związało losy kilkunastu herosów, którzy musieli stanąć do walki z Thanosem w Wojnie bez granic i Końcu gry. Jedną z inspiracji filmowych twórców był komiks Rękawica Nieskończoności Jima Starlina.

Dzięki Studni Nieskończoności Thanos odkrył prawdziwą naturę Kamieni Nieskończoności, pozwalających przejąć kontrolę nad wszystkimi aspektami duszy, umysłu, rzeczywistości, przestrzeni i czasu. Celem szalonego tytana stało się połączenie mocy owych klejnotów za sprawą tytułowej Rękawicy Nieskończoności i tym samym zdobycie władzy we wszechświecie oraz zasiadanie na tronie obok samej Śmierci. W obliczu ogromnego zagrożenia Adam Warlock, dawny właściciel jednego z kamieni, udaje się na Ziemię, aby zebrać herosów (i nie tylko) i stawić czoła tytanowi. Na tym nie koniec, ponieważ tajemniczy przybysz zaprzęga do pomocy także legendarnych Celestian czy samego Galactusa.

Rękawica Nieskończoności to 360-stronicowe tomiszcze, które pod względem fabuły jest niezwykle odległe od filmowego widowiska. Stąd też nie musicie się obawiać spoilerów, jeżeli jeszcze nie widzieliście ostatnich części Avengersów. Starlin wprowadził na scenę zatrważającą liczbę postaci, jednak przez to wielu z nich cierpi na niedobór miejsca do zaprezentowania się czytelnikowi. Nasuwa się wniosek, że scenarzysta był tak bardzo skupiony na “kosmicznej” części uniwersum Marvela, iż ziemskich herosów (Avengers, X-Men, Fantastyczna Czwórka) potraktował zupełnie po macoszemu, z wyjątkiem Doktora Strange’a, odgrywającego w Rękawicy… istotną rolę. Reszta zaś… cóż, ginie w natłoku kosmicznych postaci, bóstw, istnień i tym podobnych, którymi zasypuje nas Starlin.

Problemem jest także, jak to często bywa w superbohaterskich komiksach i filmach, skala mocy. Co chwilę jesteśmy przekonywani przez narratora o ogromnych mocach, z którymi nikt nie może się mierzyć, choć to stwierdzenie pada w kontekście co najmniej kilku istot, często pojawiających się niedługo po sobie. Nie wiadomo też, jakimi mocami faktycznie dysponuje większość z kosmicznych postaci, poza emitowaniem różnobarwnych promieni energii. To rozczarowujące tym bardziej, że trzecią część komiksu zajmuje wieloetapowa bitwa, a niejeden czytelnik będzie miał problemy ze zrozumieniem zależności między różnorakimi istotami i ich wpływie na kształt wszechświata.

Ponarzekałem, ale to wszystkie mankamenty, choć oczywiście fani filmowego uniwersum Marvela mogą utyskiwać na zupełnie odmienne podejście do historii Kamieni Nieskończoności. Poza tym jednak Rękawica to świetny komiks, mimo potężnej dawki archaizmów wciąż broniący się warstwą fabularną i rysunkową. Bardzo dobrze ukazano przewrotność oraz olbrzymie ambicje Thanosa. W dodatku pierwszych kilkadziesiąt stron poświęconych jest kompletowaniu klejnotów, kiedy to tytan ma okazję wykazać się inteligencją i sprytem, wyprowadzając w pole istoty potężniejsze od siebie na długo przed osiągnięciem nieskończonej mocy. To część, którą w filmach potraktowano nieco po macoszemu. Spodobała mi się także warstwa językowa, bogatsza niż ta w wielu seriach obecnie wydawanych w ramach uniwersum Marvela czy konkurencyjnego DC Comics.

Kolejnym aspektem wartym podkreślenia, jest wątek poświęcony Thanosowi i Śmierci. Tu nie będę spojlerował, ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że poprowadzono go dobrze, mimo że czasem zalatuje nutą naiwności. Cieszy także bardzo wysoka dynamika komiksu – nawet jeśli postacie rozmawiają, a dialogi są tu dosyć rozbudowane, to i tak śledzi się owe konwersacje z niemałym zainteresowaniem. W końcu sam pomysł na zniwelowanie zagrożenia ze strony Thanosa zasługuje na ciepłe słowa, choć przez długi czas wydaje się on być równie złożony co metoda “huzia na Józia”. Niestety w finale scenarzysta przesadził z gloryfikowaniem jednej z postaci.

Pod względem rysunkowym komiks nade wszystko zaskakuje intensywnością. Na kolejnych stronach dzieje się mnóstwo rzeczy; pojawiają się dziesiątki postaci, większość walk jest efektowna, a Ron Lim i George Perez prezentują czytelnikom kilka szczególnie atrakcyjnych ilustracji. Dla czytelników znających Marvela z filmów lub nowszych komiksów będzie to także ciekawa podróż do dawnych czasów, kiedy herosi wyglądali… nieco inaczej.

Niektóre wady Rękawicy Nieskończoności są doprawdy dotkliwe, szczególnie dla czytelnika nieznającego niuansów kosmicznej części uniwersum Marvela lub znającego ją jedynie z filmów. Mimo tej niedogodności historia Thanosa i Kamieni Nieskończoności wciąż broni się tak na poziomie scenariuszowym, jak i rysunkowym. To także udany crossover wielu postaci ze świata Marvela, choć niektórzy z nich zdołali ledwie zaznaczyć swoją obecność. Nie brak tu kluczowych i atrakcyjnych cech komiksu superbohaterskiego: heroicznych wyczynów i poświęceń, ogromnej stawki, o jaką toczy się bój, wyrazistego antagonisty oraz dynamicznie poprowadzonej akcji. Warto poznać, nie tylko jako ciekawostkę z dawnych czasów.

 

Ocena: 8/10

Seria: Rękawica Nieskończoności
Scenariusz: 
Jim Starlin

Rysunki: Ron Lim, George Pérez
Tłumaczenie: Dariusz Stańczyk
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 360
Premiera: 5 grudnia 2018

 

 

Say My Name

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.