(Recenzja) Rzeźnia numer pięć

Kurt Vonnegut nazwał Rzeźnię numer pięć powieścią “krótką i popapraną, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego”. Być może wynikało to ze skromności pisarza, lub też powodem było poczucie bezsilności w obliczu wspomnień z drugiej wojny światowej.

W Rzeźni numer pięć Vonnegut opisuje doświadczenia z czasów, kiedy jako jeniec był świadkiem bombardowania Drezna, w wyniku którego zginęło około 135 tysięcy ludzi. Jednocześnie trudno mówić o autobiografii, bo jak sam autor przyznaje “wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę”, aczkolwiek z pewnością wiele z opisanych zdarzeń było udziałem samego Vonneguta albo i jego znajomych. W roli głównej pisarz osadza Billy’ego Pilgrima, zwiadowcę amerykańskiej piechoty, który trafia do niemieckiej niewoli, a w lutym 1945 roku, podobnie jak Vonnegut, obserwuje bombardowanie Drezna.

Pomyli się jednak ten, kto po tym krótkim wstępie weźmie Rzeźnię numer pięć za powieść całkowicie skupioną na przebiegu wojny. Pisarz pokazuje nie tylko służbę Pilgrima, lecz nade wszystko życie, jakie ten toczy po zakończeniu konfliktu. Vonnegut nie popada przy tym w moralizatorski ton, o wielu wydarzeniach pisze wręcz w sposób chłodny, zdystansowany, czy obojętny. Dzięki takiej postawie daleko książce do wzniosłego opiewania bohaterów czy opłakiwania ofiar. Zamiast tego Vonnegut bezpretensjonalnie relacjonuje kolejne etapy życia Pilgrima, wliczając w to zniekształcone wspomnienia bohatera.

Nie dla każdego takie podejście autora będzie do zaakceptowania, o czym wspominają nie tylko krytycy literaccy, ale także czytelnicy. Krótko pisząc, niektórym brakuje bardziej bezpośredniego potępienia wojny przez Vonneguta. Nie mogę zgodzić się z takim stanowiskiem – pisarz przedstawia surowy, wręcz namacalny obraz ówczesnych wydarzeń, które same w sobie zawierają już wystarczający ładunek emocji i niezwykle jasno pokazują, jak pełen bestialstwa był to okres. I jak często zwykli ludzie czy nawet żołnierze nie mieli wielkiego wpływu na własny los. Dlatego jeszcze bardziej bezpośrednie deklaracje pisarza uznaję za zbędne.

Trzeba też oddać autorowi, że pomimo wagi poruszanej tematyki, Rzeźnia numer pięć została sporządzona łatwym do przyswojenia językiem (choć przedstawione w niej wydarzenia są już znacznie trudniejsze do zaakceptowania). Czy choćby ze względu na formę i temat wszyscy powinni przeczytać tę powieść? Tak. Czy wszystkim się ona spodoba? Zapewne nie. Cóż, zdarza się i tak.

Ocena: 8RzezniaNumerPiec/10


Autor: 
Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 240
Premiera: 12 listopada 2018

 

 

 

Say My Name

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.