(Recenzja) Scholomance #1: Mroczna wiedza

Szkoła, a raczej iście studencki kampus, przeznaczony tylko i wyłącznie dla uzdolnionych magicznie – opis może i zdawkowy, jednak większości osób zapewne przywiódł na myśl Harry’ego Pottera lub Akademię Pana Kleksa. Naomi Novik kieruje fabułę na inne tory.

Uczniowie Hogwartu czy Akademii faktycznie mogli się czuć jak uczniowie. Harmonogram zajęć, wyspecjalizowani nauczyciele, stopnie, a po zakończeniu roku także wakacje. W Scholomance edukacja przebiega inaczej. To szkoła odgrodzona od świata zewnętrznego magiczną barierą. Nie ma w niej żadnych nauczycieli, skala ocen ogranicza się do zdanych lub niezdanych egzaminów, zaś najważniejszą kwestią jest przeżycie. Przez drobne szczeliny murów, z zakamarków piwnic i kanalizacji wychodzącej poza barierę, do szkoły napływa cała chmara magicznych i zazwyczaj śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń. Uczniowie zamieszkujący ciasne klitki nie mogą nawet spokojnie udać się pod prysznic, aby nie zwiększać ryzyka ataku w trakcie chwili relaksu. Potwory mogą czaić się wszędzie, przez co tylko część osób zachowuje życie do końca edukacji. Jedna z uczennic, Galadriel Higgins, zwana El, posiada moc pozwalającą jej sprostać każdemu zagrożeniu, jakie może stanąć na jej drodze. Problem w tym, że słabo nad ową mocą panuje i przypadkowo mogłaby uśmiercić także swoich rówieśników.

Hogwart próbujący zabić własnych uczniów? Szkoła, w której uczniowie pomimo zagrożeń napływających z każdej strony i tak próbują się nawzajem wyeliminować, posługując się czarną magią? Skrótowe przybliżenie reguł panujących w Scholomance obiecuje wielokrotnie więcej niż faktycznie dostajemy. Naomi Novik z lubością rozpływa się nad zasadami funkcjonowania nietypowej szkoły i jej uczniów, których nikt nie musi gonić do nauki, bo chcąc przeżyć zmuszeni są do wymiany zaklęciami stworzonymi w różnych językach. O ile na pierwszych kilkudziesięciu stronach można przejść nad tym do porządku dziennego, o tyle w okolicach setnej strony książka zaczyna się niemiłosiernie dłużyć. Większość przedstawionych wydarzeń ma nas utwierdzić w przekonaniu, że potwory czekają na każdym kroku, a uczniowie nie zawsze są sobie przychylni. Tyle że to wiemy już po 20-30 stronach.

Fabuła jest rozwlekła, lecz dałoby się przez nią przebić bez większych pozytywnych lub negatywnych emocji, gdyby nie główna bohaterka. Jest nieznośna. I to nie dlatego, że Novik świetnie ją wykreowała, aż czytelnik poczuł prawdziwą niechęć do jej osoby. Nieznośne jest przypominanie na każdej stronie, że nie lubi ludzi, nie radzi sobie w kontaktach z nimi, osoby, którym zawdzięcza życie zasługują na śmierć (!) i to najlepiej po strasznych katuszach. Długo by wymieniać, jednak zachowanie i wewnętrzne monologi El niwelują nawet te bardziej udane fragmenty.

Kreacja szkoły jest najmocniejszą stroną Scholomance, tyle że nawet ona rozmywa się w uporczywym powtarzaniu tych samych informacji, przekonywaniu czytelników, że niejako “szkoła zabija”, a uczniowie nie powinni sobie ufać. Cała powieść to niemiłosiernie wydłużona ekspozycja, którą równie dobrze można by zamknąć w nieprzesadnie obszernym opowiadaniu.

 

Ocena: 3/10

Seria: Scholomance
Autor:
 Mroczna wiedza
Wydawnictwo: Rebis

Stron: 320
Premiera: 13 kwietnia 2021 r.

 

 

Say My Name

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.