(Recenzja) Shinigami Doggy #1-3

O tym jak wyglądają zaświaty, a także jaką funkcję pełnią w nich osławieni bogowie śmierci dowiadujemy się w dość ciekawej i lekkiej serii Shinigami Doggy autorstwa Kany Yamamoto. Opowieść zderza dwa światów rozdzielone cienką granicą oraz całym szereg panujących tam praw. A co się stanie, kiedy te zostaną złamane?

Ciekawa wizja przeplata motyw śmierci, a także życia doczesnego. Odsłania zasady rządzące zmarłymi i żywymi, ale również drugą stronę medalu, kiedy to dusze często błąkają się, szukając spokoju. Nie wszystko jest kolorowe, a ci, którzy jak Ken umarli gwałtownie, nie mogą liczyć na spoczynek wieczny. Niebagatelną rolę odgrywają wspominani bogowie śmierci, którzy powinni owym zagubionym duchom pomagać. To bardzo karykaturalna wizja, prezentująca każdego z nich jako indywiduum kierujące się swoimi zasadami; przykładowo Shin (bóg śmierci) jest miłośnikiem kobiecych wdzięków.

Shinigami Doggy to dynamiczna opowieść, która pomimo smutnej historii – główny bohater ginie – nie pozwala na nudę. Znaczenie ma tu wszystko, od świata począwszy, poprzez emocje i kreacje bohaterów, zakończywszy na ich przemianie. Rzadko można spotkać tak dynamicznie rozwijające się postacie, zwłaszcza że tendencja ta nie spada w kolejnych tomach. Owszem jest nieco zadziornie, bowiem ciężko uświadczyć zwyczajnych dialogów. Główni bohaterowie ciągle przekrzykują się, nie wspominając o niecenzuralnym słownictwie. Z drugiej jednak strony mamy całą paletę ciekawych sytuacji towarzyszących Kenowi. Licealista mimo wszystko ma silnie osadzony kręgosłup moralny i prezentuje to na każdym kroku.

Opowieść Kany Yamamoto to jednak coś więcej niż wizja życia i śmierci. To także karuzela emocji Kena i Shina, którzy pomimo wzajemnej niechęci, darzą się przyjacielską sympatią. Jest dynamiczna, pełna niespodzianek oraz zwrotów akcji, a także wyraźnie akcentuje zmiany, jakie zachodzą w relacji bohaterów. Najbardziej uwidacznia się to w tomie drugim, kiedy pewne wydarzenia sprawiają, że Ken dostrzega motywy, jakie kierowały nim podczas przymusowej pracy z Shinem. Yamamoto świetnie pokazuje przemianę chłopaka oraz jak bardzo z pozoru wredna postać boga śmierci dowartościowuje jego życie.

Niemniej prym wiedzie tu ostatnia część, w której wiele kwestii zostaje wyjaśnionych, tym samym dopełniając historie pojedynczych jednostek. Wydawać by się mogło, że ostatni tom jest mocno emocjonalny – nic bardziej mylnego. Yamamoto umiejętnie balansuje wydarzenia, tak aby w naporze emocji jakimi kierują się bohaterowie, znalazło się miejsce na humorystyczne sceny i przekomarzanki.

Jedynie czasami, trudno pozbyć się wrażenia, że wątki są urwane, albo zbyt słabo nakreślone. To kwestia kreski, która nie jest zła, ale bardzo dynamiczna. Ogólnie do strony rysunkowej nie można mieć pretensji, dzieje się wiele i Yamamoto świetnie to akcentuje, często przykładając wagę do szczegółów, a także cieniowania. Dobrze też poradziła sobie z ukazywaniem emocji, zwłaszcza w przypadku Kena, kiedy to jego ciało zamieszkują duchy kobiet.

Ogólnie Shinigami Doggy to naprawdę fajna i ciekawa seria, którą czyta się bardzo dobrze, a która na długo zostaje z czytelnikiem. Wizja Kany Yamamoto jest zabawna, ale również przygnębiająca i przerażająca. Bo chociaż bogowie śmierci mają w rękach władze nad duszami, tak i nad nimi jest ktoś, przed kim drżą ze strachu. 

Ocena: 7,5/10

Seria: Shinigami Doggy
Scenariusz: 
Kana Yamamoto

Rysunki: Kana Yamamoto
Tłumaczenie: Karolina Balcer
Wydawnictwo: Waneko

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarzy do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Kontynuując korzystanie z witryny, zgadzasz się na używanie plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close