(Recenzja) Siedmioksiąg Grzechu. Tom 3.2. Złote Miasto

Czwarty tom Siedmioksiągu Grzechu, a zarazem drugi tom podserii Bram ze złota  Złote miasto znacząco rehabilituje się względem Świątyni na bagnach. Jest ciekawie, politycznie, a sam Zahred dostarcza emocjonującej zabawy, do jakiej w Spiżowym gniewie i Bogach Pustyni przyzwyczaił nas Michał Gołkowski.

W Złotym mieście Zahred i Mira kontynuują swoją wyprawę, uciekając przed Drusem oraz dzikimi plemionami. Najpierw udają się na mroźną północ do barbarzyńskich wikingów, a później do słonecznego Konstantynopola. Nie polecam jednak czytać tej części, nie znając jedynki. O ile wydarzenia w najnowszym tomie toczą się swoimi torami, o tyle relacja panująca między dwójką głównych bohaterów nabiera sensu dopiero, jeśli znamy jej genezę.

Względem pierwszego tomu Gołkowski o wiele lepiej prowadzi wydarzenia, nie szczędząc czytelnikowi wnikliwej oceny sytuacji bohaterów. Świat ludzi północy spod ręki pisarza jest fascynujący i nie sposób uśmiechnąć się, kiedy śledzi się kolejne humorystyczne albo krwawe przygody śniadych wojowników. Są silni, gotowi rąbać toporem każdego napotkanego wroga, a Konstantynopol dla ich prostych umysłów jawi się niczym mityczne miejsce bogów Asgard. Od razu zauważa się, jak pisarz konfrontuje kulturę, zwyczaje i życie, pokazując barbarzyńców próbujących odnaleźć się w Konstantynopolu. Oczywiście co innego Zahred, który zawsze sprawia wrażenie, jakby znalazł się w odpowiednim miejscu. Czy to w Cesarstwie Hatwaretu, czy prażącym słońcu Egiptu, czuje się jak rodowity mieszkaniec i bez problemu odnajduje się wśród ludzi. Niezaprzeczalnie jest to najlepszy element wszystkich powieści.

O ile Świątynia na bagnach rozwijała się dość ociężale, o tyle w Złotym mieście znów zostajemy wrzuceni w świat dworskich intryg i politycznych przepychanek, w których to Zahred czuje się najlepiej. Niemniej w tej części bohater trafia na równych sobie graczy, którzy również nie szczędzą ociekających miodem słów. Książkę od pewnego momentu czyta się naprawdę dobrze, napięcie rośnie, a w finale możemy cieszyć się krwawym szałem bohaterów. 

Oczywiście znajdzie się kilka rzeczy, na jakie można ponarzekać, zwłaszcza że historia z początku rozwija się wolno. Ponadto relacja Zahreda i Miry jest wyjątkowo sztuczna i mało interesująca, bohaterowie nie przeprowadzają poważniejszych rozmów, a jedynie krótkie wymiany zdań, przy czym Mira nadal niespecjalnie się wyróżnia. W tej części jeszcze wyraźniej pozostaje na uboczu.

Ostatecznie jestem dość zadowolona, zwłaszcza z końcówki powieści. Po poprzedniej części ponownie przygody Zahreda nabrały rumieńców. Miejmy nadzieję, że w trzeciej części pt. Zmierzch bogów, ten poziom zostanie utrzymany.

Ocena: 7,5/10

Seria: Polskie Fantasy
Pod-seria: Siedmioksiąg Grzechu / Bramy ze złota

Tom: 3.2. Złote miasto
Autor: Michał Gołkowski

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 623
Premiera: 20 września 2019

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.