(Recenzja) Star Wars: Mroczny uczeń

Christie Golden to pisarka mogąca się pochwalić ogromem książek, jakie napisała w ramach różnych uznanych uniwersów. Na koncie ma opowiadania osadzone w słynnych Zapomnianych Krainach (oryg. Forgotten Realms), pisała także powieści w światach z gier komputerowych – Assassin’s Creeda, Warcrafta i Starcrafta. Na tym nie koniec wyliczanki, bo spłodziła również wiele utworów w uniwersum Gwiezdnych wojen, w tym Star Wars: Mroczny uczeń, wydany nakładem wydawnictwa Uroboros.

Separatyści pod przewodnictwem Hrabiego Dooku rosną w siłę. Członkowie Zakonu Jedi nie są wystarczająco liczni, aby nieść pomoc wszystkim zagrożonym światom i istnieniom. Ostatecznym ciosem dla Zakonu okazuje się zestrzelenie okrętu z uchodźcami. Rada Jedi postanawia zaangażować Quinlana Vosa i zleca mu zgładzenie Hrabiego Dooku. Aby misja miała szansę powodzenia, Vos ma nawiązać kontakt z Asajj Ventress, dawną uczennicą Hrabiego, która pała nienawiścią do byłego nauczyciela.

Samo zlecenie, jakie otrzymuje Quinlan od Rady Jedi, wzbudza zainteresowanie, gdyż mistrzowie Zakonu na ogół poszukują bardziej pacyfistycznych sposobów i przekładają schwytanie wrogów nad ich śmierć. Tym razem jest inaczej i zamysł powieści jest intrygujący. Dodam, że sama idea połączenia Ventress i Vosa wyszła od Katie Lucas, a Mroczny uczeń powstał na podstawie niezrealizowanych scenariuszy serialu Gwiezdne wojny: Wojny klonów.

Przez długi czas intryga jest szyta grubymi nićmi. Od momentu pierwszego spotkania Vosa i Ventress dzieje się naprawdę sporo i łatwo poczuć klimat uniwersum. Christie Golden starała się upchnąć jak najwięcej w swojej powieści, dlatego dostarcza sporo scen z Radą Jedi, przywódcą Separatystów, Kenobim i Skywalkerem. Zahacza nawet o związek tego ostatniego z Padme. W książce znalazły się też pojedynki na miecze świetlne, bliższe spojrzenie na trudny żywot łowcy nagród i oczywiście Moc, po którą bardzo często sięgają bohaterowie. Ogólnie rzecz ujmując, można być zadowolonym z tego, jak Golden wykorzystała dorobek uniwersum.

Największymi bolączkami są ostatecznie postacie przewodnie oraz ich relacje. Bohaterowie drugoplanowi, jak chociażby Yoda, Windu, Kenobi czy Dooku zostali przedstawieni z należytym szacunkiem wobec ikon uniwersum. Tego samego nie można powiedzieć o Vosie i Ventress.

Przekonanie Asajj do współpracy wymagało od Quinlana zbliżenia się do dawnej uczennicy Hrabiego Dooku, co dosyć szybko przeradza ich relację w flirt. Czytelnik bardzo szybko przekonuje się, że Golden nie najlepiej radzi sobie z tworzeniem miłosnych dialogów. Właściwie rozmowy dwójki bohaterów to nieustanne przekomarzanie się i rzucanie przez Quinlana słabych dowcipów czy napisanych na siłę kąśliwych uwag. Więź obojga bohaterów szybko staje się uciążliwa w odbiorze. Tym większa szkoda, że zmarnotrawiono potencjał dwóch tak ciekawych postaci. Osobowość Ventress, zabójczej oraz nieugiętej wojowniczki, oddano jeszcze całkiem dobrze (nie licząc wspomnianych dialogów z Vosem), ale Quinlan przez znakomitą większość czasu cechuje się jedynie zuchwałością i niczym więcej.

Ostatnim już zarzutem jest brak logiki. Na skrzydełkach okładki książki znalazł się krótki opis fabuły Mrocznego ucznia oraz pada tam sformułowanie “nieuchwytny Dooku”. Szkopuł w tym, że w swojej powieści Golden pokazuje, że zarówno najemnicy, jak i wysłannicy Rady Jedi dostają się na okręt Dooku bez najmniejszych problemów. I to parokrotnie. Trudno w takich momentach poczuć, że jesteśmy świadkami niezwykle trudnego i ważnego polowania na potężnego Sitha, a odnalezienie go wymaga tytanicznego wysiłku.

Star Wars: Mroczny uczeń to powieść, którą czyta się szybko i z dozą przyjemności, czerpaną głównie dzięki sporej dawce akcji oraz drugoplanowym występom najbardziej znanych postaci uniwersum. Jednocześnie radość z lektury psuje duet głównych bohaterów i parę luk logicznych. Efekt? Ciekawostka skierowana przede wszystkim do fanów Wojen klonów, w ramach których pierwotnie miała zostać opowiedziana ta historia.

 

mroczny-uczen-star-warsOcena: 6,5/10

Seria: Kanon Star Wars
Autor: 
Christie Golden
Tłumaczenie: Anna Hikiert
Wydawnictwo: Uroboros

Stron: 416
Premiera: 28 września 2016

 

 

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.