(Recenzja) Wojownik Altaii

Robert Jordan polskim czytelnikom kojarzy się głównie z wielotomową, epicką serią fantasy Koło Czasu. Niedawno jednak nakładem wydawnictwa Zysk ukazała się debiutancka powieść Amerykanina.

Od razu wypada wspomnieć, że wedle informacji przedstawionych przez agentkę i późniejszą żonę Roberta Jordana, napisał on Wojownika Altaii w trzynaście dni! Wynik godny podziwu, zważywszy na fakt, że mowa o pełnoprawnej powieści liczącej blisko 360 stron. W dodatku to właśnie ten wyczyn pomógł pisarzowi w dostaniu angażu jako twórca nowych przygód Conana Barbarzyńcy w latach 80.

Powróćmy do przedmiotu recenzji. Wojownik Wulfgar przewodzi barbarzyńskiemu plemieniu Altaii. Okoliczne wody wysychają, nieopodal znajduje się wielkie miasto zarządzane przez dwie okrutne królowe, które nie darzą sympatią Altaii. Podwładni Wulfgara natrafiają na szlaku na wędrującą Elspeth. Kobieta okazuje się być kluczem do przetrwania pobratymców Wulfgara, lecz ten musi najpierw wydobyć z niej potrzebną wiedzę i jednocześnie powstrzymywać zagrożenie ze strony królowych.

Już w Wojowniku Altaii Robert Jordan zdradzał talent, który pozwolił mu napisać rozbudowane, iście epickie Koło Czasu. Nie ma tu wprawdzie aż tak długich i precyzyjnych opisów każdego ruchu postaci, co nużyło w przypadku Oka świata, ale i tak pisarz przejawia skłonność do obszernych didaskaliów i miarowego rozwijania opowieści. Trzeba przyznać, że autor szybko przechodzi do rzeczy i w przeciwieństwie do Koła Czasu właściwa fabuła zawiązuje się już po kilkunastu stronach. O dziwo jednak, mimo że nieustannie przebywamy w otoczeniu wojowniczego plemienia, samych walk nie ma tu znowuż tak wiele, przynajmniej nie w pierwszej części książki. Znacznie więcej miejsca poświęcono dialogom, w których Wulfgar wprawdzie nie błyszczy tak, jak z mieczem w dłoni, ale nie sposób odmówić Jordanowi umiejętności zaciekawienia czytelnika nawet w nieco dłuższej konwersacji.

Niestety nieciekawie wypada świat przedstawiony – ogrom niedopowiedzeń czasem irytuje, ale biorąc pod uwagę, w jakim krótkim czasie książka powstała, jest to po części usprawiedliwione. Na początku niedopowiedzenia intrygują i sprawiają, że chętnie śledzi się fragmenty uchylające rąbków tajemnicy, ale bardzo szybko zaciekawienie przemienia się w frustrację. Zwłaszcza że sporo jest tutaj niewiele wnoszących do fabuły fragmentów. To największy zarzut wobec Wojownika Altaii – historię Wulfgara spokojnie dałoby się zamknąć w o połowę krótszej formie i trudno mi wytłumaczyć jej rozrost do 360 stron. 

Wojownik Altaii dobrze oddaje wady i zalety Koła Czasunajsłynniejszego dzieła Roberta Jordana. Pisarz miesza w powieści inspiracje twórczością Tolkiena i Howarda z własnymi pomysłami, dzięki czemu dostajemy bardzo solidną porcję klasycznego fantasy, ale równocześnie przesadza z rozpiętością opisów i dialogami jedynie krążącymi wokół tematu. Mimo to, z kart książki czuć zew przygody.

 

Ocena: 6/10

Autor: Robert Jordan
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska

Wydawnictwo: Zysk
Stron: 364
Premiera: 17 marca 2020

 

 

Say My Name

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.