Rzymianie do domu

Z tymi Rzymianami, to zawsze jakieś problemy. Nie inaczej jest w najnowszej grze Erica B. Vogela. Cesarz Rzymski Hadrian, chcąc chronić północne tereny swego Imperium, nakazuje budowę muru, który podzieli Brytanię na pół. Szkoda tylko, że nie zapytał o zdanie rodowitych mieszkańców – Kaledończyków, ceniących sobie swobodę. Rozwścieczeni postanawiają zburzyć budowlę rzymską. Tak w skrócie prezentuje się gra Rzymianie do domu, tytuł, który chociaż zapowiada się ciekawie, to w rzeczywistość prezentuje znacznie niższy poziom.

Pierwszą rzeczą zwracającą uwagę jeszcze przed zakupem jest pudełko… małe pudełko. Niewielkich rozmiarów karton dobrze leży w dłoni i spokojnie zmieści się w szerszej kieszeni. Co za tym idzie bez problemu zabierzemy go w każdą podróż. Z racji niedużych rozmiarów sama zawartość Rzymian nie robi już takiego wrażenia. W środku znajdziemy 54 karty oraz równie małą instrukcję w formie cienkiej książeczki. Wśród tych 54 kart znajdują się dwie talie, pierwsza mniejsza zawierająca 18 kart Fortów, oraz druga składająca się z 36 kart Kaledończyków. Przy czym druga talia podzielona jest na cztery grupy wojowników – rozróżnianych kolorami – po jednej dla każdego gracza. Instrukcja z kolei, to 16 stron zapisanych „maczkiem” zawierających: opis rozgrywki, przygotowanie oraz poszczególne umiejętności dla pojedynczych kart.

R1

Po początkowym przejrzeniu kart szybko dostrzega się powtarzalność rysunków. Każda z czterech frakcji ma tych samych żołnierzy różniących się jedynie kolorem przyodziania. Podobnie sytuacja wygląda z Fortami. Grafiki są zwyczajne, bez dodatkowych szczegółów czy ładnej oprawy kolorystycznej, odnosi się wrażenie, że Eric B. Vogel  narysował je dość pobieżnie. Jednak nie oznacza to, że maluchom gra się nie spodoba, tylko dorośli chcący spróbować swoich sił z tą karcianką będą rozczarowani.

Przechodząc do plusów. Jeśli chodzi o jakość materiałów, z których wykonano elementy to jest nieźle. Przede wszystkim pudełko to solidny karton, dość odporny na wgniecenia, więc spokojnie Rzymian można zabrać ze sobą do plecaka, nie obawiając się o zniszczenie elementów wewnątrz. Same karty prezentują się już mniej solidnie, ale mimo wszystko Rzymianie do domu oceniam pod względem wykonania dobrze. Mój egzemplarz powędrował ze mną nad rzekę, gdzie bez podkładki spokojnie przeżył rozłożenie na trawniku.

Przechodząc do mechaniki

Każda partia składa się z trzech tur, a te z dwóch faz. Podstawowe rozłożenie to sześć (wylosowanych z 18) Fortów tworzących mur, mający chronić Rzymian przed Kaledończykami. Ustawiamy je w równym rzędzie, przy czym karty należy wyłożyć tak, aby po lewej stronie znalazł się Fort o najmniejszej wartości, zaś po prawej o największej. Po wyłożeniu Fortów, każdy z graczy otrzymuje dziewięć kart wojowników w swoim kolorze. Po przetasowaniu odrzucamy po dwie losowe karty (bez podglądania), następnie z pozostawionych siedmiu jeszcze jedną (tym razem możemy zdecydować którą).

Gdy każdy gracz przygotuje już swoją armię, zaczynamy grę – Fazę wydawania rozkazów. Nad każdym z sześciu Fortów gracze kolejno wystawiają swoich Kaledończyków, oczywiście rewersem do góry. Każdy Fort będzie atakował tylko jeden wojownik każdego gracza. Po wyłożeniu wszystkich kart z ręki rozpoczynamy Fazę ataków – bitwy o poszczególne Forty. Przy pierwszym z nich gracze odkrywają swoje karty Kaledończyków przeznaczone dla tej twierdzy. Osoba o większej wartości karty zabiera Fort i swojego wojownika na rękę. Przy drugim i kolejnych Fortach sumuje się wartości wszystkich swoich odkrytych do tej pory wojowników (czyli bez tych zabranych na rękę po zdobyciu Fortów). Z kolei jeżeli żaden z graczy nie zdobędzie danego Fortu (czyli będzie remis) to o ten Fort walczymy w kolejnej rundzie. Wszystkie Forty przesuwa się wtedy w prawo, a karta zewnętrzna zostaje odrzucona.

Pierwsza tura kończy się, w momencie gdy starcia o Forty zostaną zakończone. Drugą turę zaczynamy analogicznie, „wykładamy na stół” kolejne sześć Fortów tworzących nowy mur, a gracze ponownie otrzymują po dziewięć kart wojowników i powtarzają „rytuały” z poprzedniej tury.

R5

Warunki zwycięstwa, czyli jak zostać mistrzem mistrzów!

Gdy wszystkie trzy tury mamy już za sobą, możemy przejść do wyłonienia zwycięzcy – zostaje nim oczywiście gracz z największą wartością zdobytych Fortów. W przypadku remisów zlicza się liczbę Fortów, a gdy zaistnieje dalsza potrzeba wygra ten, który posiada najsilniejszy Fort. Wyjątkiem są karty FortHece – gdy zdobędziemy trzy takie karty automatycznie wygrywamy całą partię.

Specjalni wojownicy… Taa…

To teraz wprowadzamy nieco zabawy do tej prostej mechaniki. Zarówno Forty, jak i żołnierze posiadają unikalne zdolności. Wśród Kaledończyków warto wyróżnić Axxa, po zdobyciu Fortu w danej turze nie musimy go odrzucać, tym samym liczy się przy następnej walce o Fort. Kolejnym jest Dru’hid, pozwalający na zdobycie innego Fortu niż ten, o który toczyła się walka w tej bitwie, o ile jesteśmy zwycięzcą tego pojedynku. Pojawiają się również mniej pozytywni wojownicy jak Horsie – w przypadku przegranej w rozgrywanej rundzie gracz musi odrzucić jednego z wcześniej odkrytych wojowników. Wśród Fortów warto wyróżnić FortHece, pozwalające na szybkie zwycięstwo, wystarczy zdobyć trzy takie karty.

R2

Coś więcej do mechaniki…

Twórcy pozwalają na urozmaicenie rozgrywki przy dwóch graczach. Możemy wtedy dołożyć trzeci (i czwarty) klan Neutralny. Postępujemy wtedy, tak samo jak w przypadku naszych klanów – losujemy sześć kart i (nie patrząc) wykładamy nad Fortami. Fajnie to się sprawdza, zarówno przy grze we dwoje, jak i w trzy osoby. Dodatkowe klany zawsze wprowadzają więcej rywalizacji. Przy mniejszej liczbie rozgrywka zwyczajnie jest usypiająca i mało atrakcyjna.

Ostatecznie mechaniki nie oceniam najlepiej. Jak dla mnie jest zwyczajnie za prosta, samo rozkładanie kart i walki na „kto ma większą liczbę punktów” nie są zajmujące. Sytuacji nie poprawiają nawet „umiejętności bohaterów” wprowadzające odrobinę taktyki. Plusem jest tutaj czas rozgrywki – bitwy przebiegają ekspresowo.

Podsumowując

Rzymianie nie są raczej grą, którą można kupić z czystym sumieniem. Małe pudełko i karty nie stanowią większej atrakcji wizualnej ani nie gwarantują zajmującej rozgrywki. Mechanika jest na tyle prosta, że idealnie nadaje się do gry z maluchami, ale na dłuższą zabawę nie ma co liczyć. Dorośli z kolei zdecydowanie po pierwszej partii już zrezygnują, bo to tytuł dobry na spędzenie paru min prostej rozrywki, ale nic poza tym. Nie przykuwa uwagi wykonaniem, nie wciąga ani nie wymaga główkowania. To propozycja tylko dla chcących od czasu do czasu zagrać w coś bardzo szybkiego dla zabicia nudy. Ale i w tym segmencie na brak konkurencji Rzymianie do domu narzekać nie mogą.

Ocena: 5 / 10

Projekt: Eric B. Vogel 
Ilustracje:
Eric B. Vogel

Liczba graczy: 1-4
Wydawca: 
Trefl Joker Line

 

Scythe

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.