S.T.A.L.K.E.R. Jacek Kloss. Tom 1. Ziemia złych uroków

Fabryczna Zona rozrasta się w niesamowitym tempie. O nowe książki serię ciągle wzbogacają sztandarowi dla niej pisarze, czyli Michał Gołkowski i Wiktor Noczkin, a także nowi autorzy. Niedawno poznaliśmy twórczość Joanny Kanickiej (Bagno szaleńców), Krzysztofa Haladyna i Sławomira Nieściura. Teraz przyszła pora na debiut Jacka Klossa i jego Ziemię złych uroków.

Powieść zaczyna się dość mocnym akcentem. Głównego bohatera Kojota poznajemy w podbramkowej sytuacji, kiedy stara się pomóc dogorywającemu kompanowi, a równocześnie stawić czoło pijawce (jednemu z mutantów Zony). Nie wie jednak, że najgorsze dopiero przed nim.

Jako debiut Ziemia złych uroków trzyma odpowiedni poziom. Są akcja, monologi, świeże pomysły na pokazanie różnych aspektów życia w Zonie, frakcyjne układy, hordy mutantów i ciekawe lokacje, czyli wszystko, co zadowoli nowych czytelników uniwersum, ale niekoniecznie okaże się dorodnym kąskiem dla wielbicieli serii. Dlaczego? Odpowiedzią jest główny bohater. 

Protagonista jest bardzo niezdecydowany i stanowczo zbyt wiele rzeczy poddaje w wątpliwość. Wpływa to na rozwój wydarzeń, sprawiając że część scen nie wykorzystuje potencjału. Owszem, nie każdy stalker to Misza (postać stworzona przez M. Gołkowskiego), czy Zielony (postać stworzona przez J. Kanicką), ale Kojot pojawiając się u ich boku zdecydowanie byłby “piątym kołem u wozu”. Nie zrozumcie mnie źle, Zona lubi i takich lokatorów. Jednak patrząc na liczbę książek, które w serii już się ukazały (14!), z Kojotem Zonę zwiedza się wolniejszym tempem.

Zabrakło też wyraźniejszych postaci drugoplanowych. Mamy kompanów Kojota, wojskowych, naukowców, a nawet najemników. Jednak nikt tutaj nie pojawia się na dłużej, a nawet jeśli to znajduje się w cieniu protagonisty.

Akcja rozwija się sprawniej w końcowych rozdziałach, gdzie kilka dobrych scen trzyma w napięciu. I jest to ogromny plus względem spokojniejszego początku historii. Poza tym Kloss bardzo starał się dodać Zonie coś od siebie i mu się to udało. Mieszane uczucia można mieć za to do zakończenia, ponieważ pisarz wprowadził zwrot akcji komplikujący życie bohaterów, ale nie był on czymś, czego uważny czytelnik by się nie domyślił.

Nie ma wątpliwości co do tego, że całość czyta się dobrze. Owszem często przytłaczające są myśli Kojota, ale ten mankament nie odbiera przyjemności obcowania z kolejną powieścią w świecie S.T.A.L.K.E.R.a. Nowi czytelnicy, którzy nie chcą nadrabiać całej serii, mogą spokojnie sięgnąć po Ziemię złych uroków, która odkryje wiele smaczków uniwersum. Po cichu jednak liczę, że kolejne historie autora będą na znacznie wyższym poziomie. Trzymam kciuki!

 

Ocena: 6,5/10

Autor: Jacek Kloss
Ilustracje: Paweł Zaręba
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 300
Premiera: październik 2018

 

 

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.