Siedmioksiąg Grzechu. Tom 2: Bogowie Pustyni

Kiedy skończyłam pierwszy tom Siedmioksięgu Grzechu – Spiżowy Gniew – byłam ogromnie poruszona i podekscytowana. Powieść która początkowo słabiej przędła, miała świetną końcówkę. A Bogowie Pustyni? Tym razem jest odwrotnie – początek mocny, ale finał w o wiele niższym tonie.

Mimo wszystko Bogowie Pustyni nie odbiegają od tego, do czego przyzwyczaił nas Michał Gołkowski w poprzedniej części. Polecam jednak uważać, jeśli ktoś siada do tomu drugiego nie znając Spiżowego Gniewu. To, co w nim jest tajemnicą odnośnie motywów głównego bohatera, zostaje wyjaśnione na początku drugiego w formie klimatycznej tabliczki glinianej. Kilka informacji, a może popsuć zabawę z lektury pierwszej powieści.

Główny bohater ponownie zostaje uwikłany w całą gamę politycznych zmagań, kiedy miasto Inebu-Hedż potrzebuje nowego przywódcy w obliczu nadciągającej wojny domowej. Wszystko zaczyna się niewinnie od przyjacielskiej przysługi, ale wprawne oko czytelnika szybko zauważy, że pod przykrywą niesienia pomocy Zahred przystępuje do realizacji dopiero co kształtujących się, własnych celów. Nowych dla czytelnika nieznającego serii, zaś dla fanów Spiżowego Gniewu tak bardzo istotnych dla sensu jego życia. Wiemy o co chodzi… Prawda?

Zahred ponownie staje w centrum wydarzeń, z tą różnicą, że te mające stać się motorem jego działań nie są już tak zaakcentowane jak w tomie pierwszym. W Spiżowym Gniewie polityczne zmagania Hatwaretu i Mesembrii żyły niemal własnym życiem – zdawać by się mogło, że niezależnie od przygód protagonisty. Teraz w Bogach Pustyni tendencja ta jest wręcz odwrócona, sprawiając, że to nie on płynie z wydarzeniami, a sam decyduje o rozwoju wojny domowej.

Fabularnie nadal wszystko stoi na wysokim poziomie. Chociaż po pierwszym zachłyśnięciu Spiżowym Gniewem odnoszę wrażenie, że przygody Zahreda znacznie zwolniły. Tendencję tą najbardziej widać w końcowych rozdziałach, gdzie pomimo dość dobrego zwrotu akcji pozostaje niedosyt. Historia Zahreda tym razem zamyka się mniej efektownie, a nawet leniwie, podczas gdy w Spiżowym Gniewie nagromadzenie emocji w scenie finałowej sięgało wręcz zenitu. Nie oznacza to, że dzieje się mniej, łatwo zauważyć, że aspekty boskie są o wiele bardziej namacalne.

W porównaniu do charakteryzacji z pierwszego tomu, widać ogromną zmianę w zachowaniu Zahreda. Protagonista trafiając na równie przebiegłego przeciwnika potrzebuje chwili aby wyjść z amoku widma porażki, a to ciągnie za sobą szereg kolejnych konsekwencji. W o wiele większym stopniu przejawia się także jego natura emocjonalna, o czym w poprzedniej części nie było nawet mowy – zimne wyrachowanie zabijało przejawy jakiejkolwiek empatii.

Dla mnie drugi tom pozostaje jednak niżej niż Spiżowy Gniew. Owszem, Bogów Pustyni nadal czyta się dobrze i pod kilkoma względami część rzeczy prezentuje się w lepszym świetle, ale tom pierwszy miał to coś, co sprawiało, że po zakończeniu jeszcze przez chwilę miało się ciarki i dreszcze.

Ocena: 7,0/10

Seria: Siedmioksiąg Grzechu
Tom: 2. Bogowie Pustyni
Autor: Michał Gołkowski

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 680
Premiera: 3 października 2018

 

 

Scythe

 

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Siedmioksiąg Grzechu:
Tom 1: Spiżowy Gniew
Tom 2: Bogowie Pustyni

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.