Solo. Świat Kanibali (recenzja)

Solo. Świat kanibali nie jest komiksem dla osób o słabych nerwach. Od pierwszych stron uderza brutalność, krew, kanibalizm i jałowe krajobrazy, przez które przebija się nuta disneyowskiego stylu.

Oscar Martin to artysta, który w swoim dorobku ma pracę nad tak kanonicznymi postaciami, jak kot Tom i mysz Jerry. Ich przygody pamięta chyba każdy wychowany na kreskówkach lat 90-tych. Teraz jednak hiszpański rysownik znacznie podnosi poprzeczkę, tworząc historię, która w żadnym razie nie powinna trafić w ręce dzieci. Solo. Świat kanibali jest odpowiedzią na pytanie: Co by się stało, gdyby świat Disneya zamienił się w bajkę tylko dla dorosłych? Dodajmy, krwawą bajką.

Kiedy echo niesie się ponad skały

Autor stawia na bardzo fajny, lekko karykaturalny obraz antropomorficznych zwierząt. Z tą różnicą, że nie są to milusińskie postacie z japońskich mang, ani też kreskówkowe Motomyszy z Marsa. Chociaż Światu kanibali bliżej do tych drugich. To gatunki o niezwykle ostrych, wręcz drapieżnych rysach z niesamowicie rozwiniętym ciałem. Łatwo odnieść wrażenie, że to one lepiej przystosowały się do nowej postapokaliptycznej rzeczywistości. Są szybkie, silne, a naturalne instynkty stawiają je znacznie ponad człowiekiem. Uwadze nie umyka też ich inteligencja, spryt i targające nimi emocje, a przynajmniej wybranymi osobnikami.

Fabularnie Świat kanibali to bardzo emocjonalna i ciężka historia o tęsknocie i potrzebie ratowania bliskich. Główny bohater, szczur Solo, szukając swej ukochanej samicy i trójki młodych staje w obliczu śmiertelnych zagrożeń. Większą część powieści zajmuje jego ciągła wędrówka, umykanie z rąk oprawców i zabijanie tych, którzy stają mu na drodze, czy to ludzi, czy innych gatunków. To dzięki jego wyprawie, coraz lepiej poznajemy świat i rozumiemy twarde zasady nim rządzące – silniejszy wygrywa, a przegrany staje się posiłkiem.

Wszystko rozwija się bardzo szybko i tak naprawdę nie ma kiedy prześledzić wszystkie pojawiające się wątki. Z każdym kilometrem Solo, Oscar Martin coraz bardziej zagęszcza wydarzenia, wprowadzając zwroty akcji, nowe postaci i niespodziewane spotkania. Solo wśród jednych znajduje sprzymierzeńców, a wśród innych wrogów. Do tego mnóstwo dialogów, głębokich rozważań i jeszcze więcej emocji. Protagonistę napędza chęć zemsty i pomoc swoim pobratymcom. Jego wewnętrzny ból, rozdzierający smutek i tęsknotą sprawiają, że nie postrzegamy go jako coś obcego, a istotę niemniej człowieczą od samego człowieka.

Graficznie Oscar Martin spisał się naprawdę świetnie. Bardzo ważny jest tu dobór kolorów, który nadaje całości niepowtarzalnego klimatu. Widać jednak, że świat jest tu pokazany bardzo minimalistycznie. Oscar Martin stawia przede wszystkim na pustynne przestrzenie i skaliste zbocza, a jeśli na horyzoncie pojawi się osada to jest ona dwa razy mocniej wyeksponowana. Równocześnie uszczegółowił pierwsze plany i bohaterów.

Uwadze nie umyka też sposób prezentowania zachowań i emocji Solo. Główny bohater ma niemal człowiecze odruchy i tak samo widoczne są u niego emocje. Obserwując jego drogę, nie traktujemy go jako wyrzutka, czy obcy gatunek – to on jest panem tej historii to świat został stworzony dla niego, a nie na odwrót.

Solo. Świat kanibali to naprawdę wyborna historia. Solo cierpi i w każdej scenie widzimy jak radzi sobie z bólem straty. Album po prostu trzeba przeczytać, zwłaszcza jeśli ktoś szuka porządnej ciekawej, mocnej historii i nie boi się ostrzejszych wrażeń wymoczonych we krwi.

 

Ocena: 9/10

Scenariusz: Oscar Martín
Rysunki: Oscar Martín
Tłumaczenie: Marta Waluk
Wydawnictwo: Studio Lain
Stron: 144
Premiera: sierpień 2018

 

 

Scythe

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.