Spider-Man: Niebieski

Kolorowej serii Jepha Loeba i Tma Sale’a należy się miano niezwykłej już przez wzgląd na przyświecającą ideę. Nieczęsto fani dostają komiksy, w których danie główne stanowi możliwość poznania swoich ulubionych superbohaterów od strony uczuciowej zamiast rozprawiających się w brutalny sposób z grupkami przestępców. Taki właśnie jest Spider-Man: Niebieski.

Zwykle, oczywiście gdy już dochodzi do superbohaterskich wątków miłosnych, czytelnicy poznają wyidealizowany obiekt westchnień zamaskowanego idola tłumów. W albumie Spider-Man: Niebieski scenarzysta Jeph Loeb poszedł jeszcze dalej i do Petera Parkera zakochanego w ślicznej Gwen Stacy dodał nie mniej śliczną Mary Jane Watson. Niezwykły heros i dwie cudowne dziewczyny – przy takiej konfiguracji musi dochodzić do zabawnych sytuacji. I bawią, ale też smucą.

Ze wszystkich albumów z kolorowej serii (Hulk: Szary, Kapitan Ameryka: Biały, Daredevil: Żółty) właśnie w Spider-Manie: Niebieskim znajduje się najwięcej dowcipów oraz zabawnych i uszczypliwych dialogów. To zresztą cecha wyróżniająca przygody Pająka spośród wielu innych nabuzowanych superbohaterów wypowiadających poważne kwestie w przyciasnym wdzianku i pelerynie. Humor jest nieodłącznym elementem opowieści ze Spider-Manem i raduje (nieprzypadkowe słowo brzmiące tylko trochę nienaturalnie w tym kontekście), że nawet w tak poważnym albumie znalazło się dla niego miejsce.

Jak zatem prezentuje się najważniejsza część komiksu, czyli relacja młodego Parkera z dwoma paniami, o których była wcześniej mowa? Cóż, Peter jest wyraźnie zagubiony i przez to nie tylko zabawny, ale i bardzo sympatyczny, trochę niezdarny, lecz przy tym ludzki. Serce Parkera bije do Gwen, lecz to Mary Jane zdaje się być bliższa nawiązania z nim silnej więzi i żywiej nim zainteresowana.

Historię można by skwitować słynnym fragmentem z wiersza pt. Stefania Tadeusza Boy-Żeleńskiego – „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. Gdyby na tym prostym, acz prawdziwym, stwierdzeniu kończył się zamysł fabuły Spider-Mana: Niebieskiego, album pewnie nie zasługiwałby na równie wysoką ocenę widniejącą na końcu artykułu. Ale Jeph Loeb poradził sobie znakomicie z nakreśleniem obu pań i podczas gdy Gwen jest nieco bardziej stonowana, ale sympatyczna i urocza, Mary Jane to prawdziwa wariatka, kochająca dobrą zabawę i rzadko kiedy myśląca o jakichkolwiek konsekwencjach tego, co robi. Zderzenie ich obu wraz z często zawstydzonym i zdezorientowanym Parkerem oraz zazdrosnym znajomym całego tercetu sprawdza się bardzo dobrze.

Jednakże nie oznacza to, że komiks pozbawiony jest nutki melancholii jakże typowej dla kolorowej serii. I pod tym względem Jeph Loeb spisał się dobrze, czasem pokazując „śmiech przez łzy” bohaterów i piętrząc przed nimi dylematy.

W świetle tych elementów reszta nie lśni już tak bardzo. Nie licząc Petera, Gwen i Mary Jane, pozostałe postacie są raczej płaskie i zupełnie obojętne, co jest tym bardziej odczuwalne, gdy zestawimy je z „miłosnym” tercetem. Poza tym wszystkie inne wątki tracą na znaczeniu i można je uznać jedynie za tło historii. Tyczy się to zarówno pozostałych aspektów życia osobistego Parkera, jak i innych postaci.

Ilustracje są archaiczne i takie też było zamierzenie twórców. Chcieli w ten sposób odtworzyć klimat i równocześnie złożyć hołd pierwszym amerykańskim wydaniom Spider-Mana.

Postacie i humor to zdecydowanie najmocniejsze punkty Spider-Mana: Niebieskiego. Komiks z jednej strony bawi, z drugiej nie jest pozbawiony fragmentów wywołujących melancholię. Dobra propozycja dla fanów Pająka i czytelników oczekujących od herosów nie tylko starć ze złoczyńcami.

Ocena: 7,5/10

Scenariusz: Jeph Loeb
Rysunki: Tim Sale
Wydawnictwo: Mucha Comics
Stron: 176
Premiera: 31 maja 2017

 

 

 

 

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.