Sponsio

sponsio

W każdym z nas jest nutka hazardzisty. Szeleszczące nowiutkie kupony świecą i kuszą niewyobrażalną wygraną, a jak do tego dojdą jeszcze krwawe gladiatorskie walki… Sponsio to gra planszowa osadzona w czasach starożytnego Rzymu. Wcielamy się w lanistów, którzy próbują sił w zakładach. Co sądzimy o nowym tytule Józsefa Dorsonczky’ego? Przekonajcie się.

Muszę przyznać, że Sponsio zdecydowanie bardzo przyjemnie prezentuje się dla oka. Po pierwsze, zaskoczeniem jest liczba elementów przypadająca na tak małe pudełko, po drugie jakością wykonania dorównują nie jednej większej grze. Pod tym względem Fullcap Games naprawdę się przyłożyło. Natomiast to, że box mieści się w kieszeni jest dodatkowym atutem.

Od pierwszej chwili po rozpakowaniu, uwagę przyciągają plansze gracza z wizerunkami lanistów. Vincent Burger i Niki Czank dość szczegółowo zarysowali postacie zdobiące poszczególne elementy i dobrze dobrali kolory, czyli lekkie i jasne barwy w ciepłych odcieniach. Co prawda, postacie są podobne do siebie, jednak nie specjalnie psuje to ostateczny efekt wizualny.

Czeka na nas jeszcze całe bogactwo pozostałych elementów wykonanych z równą starannością, chociażby kuponów do obstawiania zakładów – rysunkowa grafika umieszczona na połyskliwym papierze. Są one mniejsze od standardowych kart, dlatego dobrze leżą w dłoni.  Kolorystycznie pasują do konkretnego typu gladiatorów, co ma znaczenie podczas gry. Nieznacznie słabiej ocenić można karty gladiatorów, oczywiście jakością papieru i wykonania nie odbiegają od pozostałych elementów, jednak czuć, że graficznie nie dorównują planszom z protagonistami. Ich uproszczony, podobny styl dla wszystkich wojowników – twarde spojrzenia, broń w ręku i wojownicza postawa – sprawia, że poza kolorystyką szat, trudno byłoby ich rozróżnić na pierwszy rzut oka. Dopiero później dostrzegamy, że każdy z nich jest inny.

Otrzymujemy jeszcze żetony i drewniane klocki. Zostały wykonane solidnie, zarówno cztery główne tekturowe żetony umiejętności, jak i drewniane znaczniki dla planszy gracza i kuponów.

Zawody czas zacząć

Przygotowanie do gry wygląda dość prosto. Naszą główną “arenę” tworzy bank (monety na środku), 12 kuponów zakładów, 4 żetony zdolności i 3 karty gladiatorów na wymianę. Zaś w obszarze przed gaczem powinna znaleźć się plansza z bohaterem i znacznikiem wygranych zakładów oraz miejsce na strefę kuponów i żetonów umiejętności po lewej stronie wspomnianej planszy oraz strefę kart gladiatorów po prawej stronie.

Na start dostajemy monety o łącznej wartości 10 i osiem kart na rękę. Różni się to jednak w zależności od liczby graczy. Przy minimalnym (3 osoby, maksymalna grupa to 4 graczy) składzie usuwamy karty gladiatorów wybranego koloru i przypasowane im kupony oraz zakład dotyczący przeciwnika (kupon z oznaczeniem XVI). Teraz możemy rozpocząć grę!

Warunki zwycięstwa całej gry są wyjątkowo proste. Możemy zebrać 30 monet lub wygrać 9 zakładów z rzędu. Do tego czasu każda tura składa się z trzech głównych faz: Fazy zakładów (1), Fazy lew (2) i Fazy punktacji (3).

1.) Pierwsza faza dzieli się na cztery tury, w trakcie których gracze wykonują po jednej z możliwych akcji. Tymi akcjami jest: Obstawienie zakładu, Dobranie żetonu zdolności i Wymiana karty. W przypadku dwóch pierwszych akcji gracz jest zobowiązany uiścić w banku wskazaną opłatę za dany kupon zakładu lub żeton umiejętności. Ostatnia opcja pozwala na zamianę posiadanego gladiatora na któregoś z trzech wyłożonych na stole. Ciekawą opcją jest możliwość zostania “Trollem”, jeżeli nie obstawimy żadnego zakładu podczas czterech tur.

2.) Gdy każdy z graczy zakończy swoje cztery rundy, następuje Faza lew. Jest fazą, w której nasi gladiatorzy walczą o zwycięstwo, zaś w naszym interesie jest zebranie puli z pośród tych kart, która pozwoli nam wygrać obstawione zakłady. Na przykładzie: Jeśli obstawiliśmy zielony kupon, pozwalający wytypować liczbę naszych zielonych gladiatorów, to również walki na arenie musimy tak poprowadzić, aby zebrać ustaloną liczbę. W tym wypadku czasem warto poświęcić inny kolor. 

Walki gladiatorów zawsze rozpoczyna gracz rozdający lub ten posiadający Żeton Walki. Wygrywa (i zabiera wszystkie karty z tego pojedynku) natomiast gracz, którego gladiator ma większą wartość liczbową, przy czym działa to tylko w przypadku tego samego koloru. Jeśli rozpoczynający wyłoży gladiatora żółtego, a przeciwnik nie mając takiego koloru zaatakuje wojownikiem czerwonym, to wygrywa kolor rozpoczynającego walkę. Faza ta trwa aż gracze zużyją wszystkie kart z ręki.

3.) Faza trzecia jest najprostsza, bo polega na zliczeniu punktów, czyli wygranych zakładów. Każdy przegrany zakład obracamy rewersem do góry, zaś na wygranym kładziemy liczbę monet, wedle wartości zwycięstwa. Także w tej fazie następuje przesunięcie znacznika zakładów na torze sekwencji planszy gracza, o ile jakieś wygrał oczywiście. Tutaj jest mała pomoc od twórców dla materialistów, ponieważ wygrane zakłady możemy sprzedać za monety. W takim wypadku znacznik automatycznie wraca na pole zerowe. Także jeżeli w kolejnych rundach zdarzy się, że przegramy jakiś zakład, nasz znacznik również automatycznie wraca na pole startowe. Nie ma znaczenia czy mieliśmy wtedy sześć wygranych zakładów czy tylko dwa.

W tej fazie Troll przemieszcza się o tyle pól na swoim torze sekwencji ile zakładów zostało przegranych przez pozostałych grających. Jeżeli wszystkie zakłady były poprawne to cofa się on na pole startowe toru.

Rundę wygrywa gracz, który uzbierał najwięcej monet i w nagrodę otrzymuje on jeszcze dwie monety. Gdy wszystko jest policzone, zabawa zaczyna się od nowa. Z tym, że w kolejnych rundach nie otrzymujemy już 10 monet, a jedynie karty gladiatorów.

Prosto i przyjemnie.

Pierwsze czytanie instrukcji wywołało mieszane uczucia. Jak się później okazało, zasady rozgrywki są nieskomplikowane. Po pierwszej partii łatwo zrozumieć rządzące kartami i kuponami prawa. Bardzo fajną rzeczą jest duże pole do negatywnej interakcji, czyli możliwość uprzykrzania życia innym graczom, zwłaszcza jeśli jesteś Trollem. Przyjemnie spędziłam czas ze znajomymi, próbując ich podpuszczać w obstawianiu zakładów i blefować. A oni nie pozostawali mi dłużni. Poza tym warto ryzykować, nie zawsze pewne i bezpieczne zakłady przyniosą nam zyski. Nie raz zdarzyło się, że najwięcej punktów można było uzyskać na tych najmniej prawdopodobnych kuponach.

Kolejną atrakcją pobudzającą szare komórki jest możliwość planowania. Trzeba nieco pogłówkować, aby wymanewrować rywala, a da się to zrobić w całkiem prosty sposób. Zabawy przy samej grze jest mnóstwo, zwłaszcza że za każdym razem wygrywała inna osoba. Sponsio skaluje się bardzo przyzwoicie i mimo że mamy tylko dwa warianty rozgrywki (3 bądź 4 osoby) to radość jest podobna. Czas rozgrywki już się trochę różni, ale w żadnej konfiguracji nie powinien sięgnąć więcej niż 40 minut.

Podsumowując zakłady

Sponsio jest grą atrakcyjną, którą z chęcią wezmę do plecaka w każdą podróż, mimo że rozłożenie wszystkich elementów może być lekko kłopotliwe. Tytuł zmusza do chwili wytężenia szarych komórek, a przy tym zapewnia przednią i szybką zabawę w gronie znajomych. Natomiast grając z rodziną nie gwarantuję, że rozgrywka nie skończy się jak przy kłótniach w Monopoly, zwłaszcza jeśli któryś z domowników zapragnie dążyć „po trupach” do bogactwa. Trudno doszukiwać się większych wad produkcji. Może instrukcja mogłaby być lepiej przygotowana, bo zabrakło jakiegoś „skrótu zasad”.

Sponsio zachwyca przede wszystkim solidnością wykonania i grafiką. Poza tym możliwość rywalizacji i proste zasady sprawiają, że planszówka szybko wciąga. Na imprezę ze znajomymi w sam raz, z rodziną również, o ile jest wyrozumiała wobec hazardzistów.

sponsioOcena: 8,5 /10

Mechanika: József Dorsonczky
Ilustracje: Niki Czank
Liczba graczy: 3-4
Wydawca: Fullcap Games

 

 

 

Scythe

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.